Na tyle Dariusz Mioduski wycenił Legię!
„Jeśli jest jakiś chętny, to musi przygotować 200 mln euro” – mówi Piotr Wołosik o oczekiwaniach Dariusza Mioduskiego za Legię Warszawa. Klub ze stolicy przeżywa trudny czas, a kibice coraz ostrzej domagają się odejścia właściciela. W tle pojawia się tajemniczy biznesmen, gotów podjąć rozmowy... ale o zupełnie innej stawce. Czy Legia naprawdę jest warta kwoty, jakiej żąda jej właściciel?
Legia Warszawa znalazła się ostatnio w poważnych tarapatach – zarówno na krajowym podwórku, jak i w europejskich pucharach. Drużyna, która jeszcze niedawno marzyła o sukcesach, dziś musi mierzyć się nie tylko z falą krytyki kibiców, ale i z widmem strefy spadkowej po 20 kolejkach Ekstraklasy. Europejska przygoda zakończyła się na fazie grupowej Ligi Konferencji UEFA, a zmiana trenera na Marka Papszuna nie przyniosła na razie pożądanej poprawy – zaledwie jeden punkt w dwóch spotkaniach i wciąż brak zwycięstwa pod wodzą nowego szkoleniowca.
Odpowiedzialnością za zły sezon fani Legii obarczają Dariusza Mioduskiego. Atmosfera wokół właściciela klubu jest gorąca, a kibice z Łazienkowskiej otwarcie żądają jego odejścia, licząc na nowe otwarcie. Sam 62-latek nie zamierza jednak poddawać się presji i deklaruje pozostanie przy klubie.
Jak ujawniono w podcaście „Ofensywni”, pojawił się biznesmen zainteresowany kupnem Legii. Nieoficjalne rozmowy szybko zeszły na temat ceny. Z relacji Piotra Wołosika wynika, że Dariusz Mioduski oczekuje za klub astronomicznej kwoty – aż 200 milionów euro. Ta suma wprawiła rozmówców w osłupienie, zwłaszcza że jeszcze niedawno mówiono o połowie tej wartości.
Niedawno jeden z biznesmenów podpytywał właściciela Legii – nie wiem, czy bezpośrednio, czy jego otoczenie – za ile można byłoby Legię kupić. Z wiarygodnego źródła, z tym źródłem siedziałem, rozmawiałem. Dowiedziałem się, że aktualna cena to nie jest już 100 milionów euro, o których mówiło się do niedawna. Jeśli jest jakiś chętny, to musi przygotować 200 mln euro
Wyjaśnienie tej wyceny jest proste – klub miałby być wart aż tyle ze względu na własną infrastrukturę, nowoczesne laboratorium, ogromny potencjał kibicowski oraz liczne inwestycje w ostatnich latach. Problem w tym, że według Wołosika potencjalny kupiec gotów byłby rozważać rozmowy jedynie przy kwocie... 300 milionów złotych, czyli nieco ponad 60 mln euro. Na razie więc strony dzieli przepaść finansowa i trudno liczyć na przełom.