Motor Lublin grozi walkowerem! Właściciel Jakubas wprost o sytuacji klubu
Już po ostatnim meczu z Rakowem Częstochowa w klubie zawrzało. Motor Lublin poważnie rozważa walkower w domowym starciu z Lechem Poznań, jeśli miasto dalej będzie zwlekać z wymianą murawy. Właściciel klubu, Zbigniew Jakubas, nie pozostawia złudzeń: „Jeżeli płyta nie zostanie wymieniona, to piłkarze nie wyjdą na mecz”. W tle są pieniądze z wynajmu stadionu dla Dynama Kijów i obietnice, które – jak twierdzi właściciel – nie zostały zrealizowane.
Motor Lublin znalazł się w sytuacji, o której jeszcze niedawno nikt w mieście nawet by nie pomyślał. Właściciel klubu Zbigniew Jakubas otwarcie grozi walkowerem w hitowym spotkaniu Ekstraklasy z Lechem Poznań.
Tuż po ligowym starciu z Rakowem Częstochowa lubelski klub nagle wstrzymał sprzedaż biletów na kolejny domowy mecz. Zamiast święta piłkarskiego w Lublinie, kibice usłyszeli, że spotkanie z Lechem może zostać rozegrane nawet w innym mieście. Powód? Stan boiska, który - delikatnie mówiąc - nie przystoi klubowi grającemu w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Murawa na stadionie w Lublinie posypała się dokumentnie, a trener Mateusz Stolarski i jego zawodnicy są tym na co dzień wyraźnie sfrustrowani. Drużyna gra piłkę opartą na szybkim operowaniu piłką po ziemi, a grząska i nierówna nawierzchnia mocno utrudnia realizację takiego stylu. Znów wraca więc temat, który w polskim futbolu powraca regularnie – jakość boisk nie nadąża za oczekiwaniami profesjonalnych zespołów.
Niektórzy biorą sprawy w swoje ręce – jak choćby Robert Dobrzycki, który własnym sumptem opłacił nową trawę na Widzewie. W Lublinie jednak Jakubas nie zamierza wykładać kolejnego miliona. Wyjaśnia, że za wymianę boiska odpowiada Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, czyli zarządca stadionu. Sprawę rozpracował Szymon Janczyk z Weszlo.com: okazuje się, że murawy nie wymieniano tu już od siedmiu lat, choć MOSiR miał to obiecać.
W dodatku na lubelskim stadionie regularnie rozgrywa mecze Dynamo Kijów. Gościna dla ukraińskiego klubu miała przecież przełożyć się na szybkie prace modernizacyjne – tak zapewniono Motor. Pieniądze z wynajmu jednak nie przełożyły się do tej pory na wymianę trawy.
Miasto zaproponowało specyficzny układ z właścicielem Motoru: klub miałby zainwestować w murawę, a później rozliczyć się z MOSiR. Problemy są dwa – po pierwsze, klub już od dawna czeka na zwrot podatku od nieruchomości za akademię (aż pół miliona złotych rocznie), a po drugie – kosztów prowadzenia młodzieży nie da się odzyskać, a Motor i tak jest „trwale nierentowny” na tym polu. Jak ironizuje właściciel, „miasto nie wydaje się być jakoś szczególnie zainteresowane rozwojem Motoru w Ekstraklasie”.
– Jeżeli płyta nie zostanie wymieniona, to piłkarze nie wyjdą na mecz z Lechem. Wtedy uprzedzimy Lecha, że poddajemy mecz walkowerem, bo podobno nie jest to takie łatwe, żeby zagrać w innym mieście. Musiałoby zdarzyć się coś takiego, że siła wyższa sprawia, że nie możemy zagrać w Lublinie, żeby ten mecz przełożyć na inny stadion. Może, nie wiem, zagramy na Górniku Łęczna, w ogóle bez kibiców? Ręce opadają. Tyle wysiłku, stresu, poniosłem, żeby zbudować w Lublinie piłkę od zera, bo tu była trzecia liga, dziadostwo zupełne.
W tej chwili Motor plasuje się na ósmym miejscu Ekstraklasy, a starcie z Lechem Poznań zostało wyznaczone na 2 maja. Czy do niego w ogóle dojdzie w Lublinie? W klubie nastroje są napięte i – jak słychać – cierpliwość się kończy.