Morishita: Legia to mój dom, do Polski jeszcze wrócę!
„Kocham Legię, Warszawę, Polskę” – przekonuje Ryoya Morishita w rozmowie z goal.pl, podkreślając, że związał się z Polską na dobre. Były gracz Legii szczerze opowiada o trudach transferu do Blackburn, zaskoczeniu polską kulturą i językiem oraz szansach Japonii i Polski na mundialu. Jego opowieść pełna jest emocji i odniesień do niezapomnianych chwil w Warszawie, gdzie – jak wyznaje – wciąż regularnie wraca. Morishita nie ukrywa też: chce jeszcze zagrać przeciwko biało-czerwonym i wrócić do Polski po zakończeniu kariery.
Ryoya Morishita, który latem zamienił Legię Warszawa na Blackburn, nie ukrywa przywiązania do dawnego klubu i kraju, w którym – jak sam mówi – zakochał się bez reszty. W rozmowie z goal.pl Japończyk uchylił rąbka tajemnicy: emocje związane z grą w Polsce cały czas w nim tkwią, a powroty do Warszawy stały się jego stałym zwyczajem.
Sentyment do Legii i Warszawy
Pobyt Morishity w drużynie z Łazienkowskiej szybko zamienił się w piłkarską przygodę pełną emocji. Chociaż początki nie należały do najłatwiejszych, Japończyk szybko rozkochał w sobie kibiców Legii, imponując nie tylko boiskowymi umiejętnościami, ale też pozytywnym nastawieniem poza boiskiem. Choć obecnie gra już dla Blackburn, nie kryje, że stolica Polski wciągnęła go na dobre. Powraca do niej raz w miesiącu, co sam nazywa swoją własną tradycją.
Sam stwierdza: kocham Legię, Warszawę i Polskę, i nie ma w tym żadnej przesady. Zaznacza, że przed transferem niewiele wiedział o naszym kraju, lecz kiedy już zamieszkał w Warszawie – zakochał się w mieście, klubie i kulturze. Zdążył odkryć też jej ciemniejsze i bardziej bolesne fragmenty historii – odwiedził muzea, Auschwitz, zaczytywał się w polskich książkach historycznych, a nawet zaczął naukę języka przez aplikacje.
Mundialowe losowanie, szanse Polski i Japonii
W wywiadzie Japończyk został zapytany także o mundialowe losowanie. „Japonia trafiła na naprawdę trudnych rywali” – ocenia. – „Holandia, Polska lub Ukraina, do tego Tunezja – każdy mecz będzie wyzwaniem.” Na pytanie, czy Polska czy Japonia ma bardziej klasową kadrę, uśmiecha się: jego zdaniem to minimalnie Japonia stoi wyżej, szczególnie patrząc na liczbę zawodników grających w topowych ligach Europy.
Nie ukrywa, że marzy o powrocie do reprezentacji i wyjeździe na mistrzostwa świata, choć, jak tłumaczy, w obecnych realiach nie jest to łatwe. Championship to zupełnie inna rzeczywistość niż topowe ligi, a konkurencja o miejsce w kadrze Japonii jest ogromna.
Kocham Legię, kocham Warszawę, kocham Polskę. W tych słowach nie ma żadnej ściemy. Mnie to wszystko u was po prostu zauroczyło.
Doświadczenia wyniesione z gry dla Legii zostawiły głęboki ślad – jak przyznaje, najlepsze wspomnienia to nie tylko finałowy triumf w Pucharze Polski, ale też wygrany mecz z Molde, który otworzył warszawiakom drogę do starcia z Chelsea. To właśnie emocje z tamtego meczu pchnęły go ku wyjazdowi do Anglii.
Nowy rozdział w Blackburn, regularny kontakt z Polską
Przed podjęciem decyzji o odejściu z Legii długo się wahał. Czuł się w Warszawie szczęśliwy i doceniony. Wspominał nawet wieczorne spacery po Wilanowie z żoną, podczas których doceniał bezpieczeństwo i atmosferę miasta. Przekonała go jednak chęć gry na jeszcze wyższym poziomie – marzenie, by pewnego dnia wrócić do Premier League, pojawiło się po występie przeciwko Chelsea.
Morishita podkreślił, że transfer do Blackburn to była trudna decyzja i mocno rozważana z obu stron. Dyrektorzy sportowi Legii – Bobić i Żewłakow – chcieli go zatrzymać, lecz ostatecznie zgodzili się na transfer.
Nie odcina się jednak od Legii, śledzi jej wyniki, żywo kibicuje i odwiedza Warszawę, kiedy tylko może. Jest przekonany, że „Legia nigdy nie spadnie” – nawet jeśli przechodzi przez trudniejszy moment, zespół wróci na swoje miejsce w tabeli.
Jego cel? Jasny: awansować do Premier League, pojechać na mundial i w fazie turniejowej zagrać właśnie przeciwko Polakom.
Zapytany na koniec, czy po zakończeniu kariery widzi się w roli dyrektora sportowego Legii, z nieskrywanym uśmiechem odpowiada: „O nie! Zbyt duża presja. Ale do Polski wrócę. Chcę tu mieszkać i pracować po piłkarskiej emeryturze”.