Lech Poznań gubi punkty z Cracovią – cztery bramki i zwroty akcji – StolicaSportu.pl

Lech Poznań traci punkty w Krakowie

Mikael Ishak
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Eryk
7 grudnia 2025 18:01
2 minuty czytania

Emocje w Krakowie rozgorzały już od pierwszego gwizdka. Lech szybko objął prowadzenie, lecz Cracovia nie zamierzała łatwo oddać pola. Czerwona kartka dla Rodrígueza skomplikowała sytuację gości, a gra toczyła się na ostrzu noża do samego końca. Zamiast wygranej poznaniaków – remis, który nie satysfakcjonuje żadnej ze stron.

Mecz Cracovii z Lechem Poznań przyniósł inną dramaturgię niż typowe ligowe starcia. W niedzielne popołudnie przy Kałuży oba zespoły raz po raz zaskakiwały kibiców zwrotami akcji, a losy wyniku ważyły się niemal do ostatniego gwizdka.

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania wielu pamiętało sierpniowe upokorzenie Lecha przy własnej publiczności, kiedy to Cracovia wygrała 4:1, a Ajdin Hasić błyszczał zarówno skutecznością, jak i ostatnimi podaniami. Tym razem „Pasy” podchodziły do meczu z bagażem gorszych wyników, ostatnio nieco poprawionych dzięki minimalnemu zwycięstwu nad Koroną Kielce. Nadzieje na kolejne punkty były jednak wyraźnie wyczuwalne na stadionie pod Wawelem.

Początek należał do Lecha. Już w 17. minucie Mikael Ishak wykorzystał jedenastkę po faulu obrońców gospodarzy, nie pozostawiając bramkarzowi żadnych złudzeń. 

Im bliżej przerwy, tym bardziej gospodarze łapali wiatr w żagle. W 44. minucie padło wyrównanie – Mikkel Maigaard wykorzystał ospałość w poznańskiej defensywie i głową z bliska skierował piłkę do siatki. Tuż przed opuszczeniem murawy Lech został dodatkowo osłabiony po drugiej żółtej kartce dla Pablo Rodrígueza. Goście musieli radzić sobie w dziesiątkę całą drugą połowę.

Po zmianie stron rywalizacja nie zwolniła tempa. Krakowianie długo bili głową w mur, aż w 79. minucie Hasić popisał się precyzyjną asystą, którą na gola zamienił Mateusz Praszelik. Stadion Cracovii eksplodował, ale radość trwała niespełna dwie minuty.

Lech odpowiedział niemal natychmiast – Ali Gholizadeh, który czekał na bramkę od maja, zamknął ostrą wymianę ciosów trafieniem ustalającym rezultat. Pomimo ataków obu zespołów, kolejne gole już nie padły i sędzia zakończył widowisko, po którym żadna z drużyn nie mogła być w pełni usatysfakcjonowana.

Źródło: Goal.pl

Wybrane dla Ciebie