Górnik Zabrze po transferowej rewolucji: rozczarowanie i nowe priorytety
Górnik ruszył z letnimi wzmocnieniami z wyprzedzeniem – gdy inni dopiero sondowali rynek, zabrzanie mieli już niemal zamkniętą kadrę na sezon 2025/26. Nowi piłkarze i świeża myśl trenerska Michala Gasparika miały być gwarancją jakości, jednak rewolucja na Roosevelta nie przełożyła się na oczekiwane efekty na boisku. Klub, po fali zmian, patrzy obecnie w stronę konkretnych zimowych korekt.
Górnik chciał zrobić transferową furorę, zamykając najważniejsze ruchy kadrowe jeszcze zanim większość klubów zaczęła wakacyjne zakupy. Na papierze wyglądało to na świetny plan, zwłaszcza po zatrudnieniu Michala Gasparika jako szkoleniowca. Były trener Spartaka Trnava potrafił błyskawicznie poukładać zespół, czego efekty zabrzanie dostrzegali przez sporą część rundy jesiennej – chociaż wysokie porażki z Radomiakiem (0:4) i Lechią Gdańsk (2:5) tuż przed przerwą zimową przypomniały, jak szybko futbol potrafi sprowadzić na ziemię. Wysoka pozycja w tabeli PKO Ekstraklasy budziła jednak nadzieję, że projekt trzyma się kupy.
W rzeczywistości letnie czystki były niemal bezprecedensowe. Z klubem pożegnał się między innymi Dominik Sarapata, sprzedany do FC Kopenhagi za 4 mln euro, oraz grupa innych zawodników, jak Michał Szromnik, Filip Majchrowicz czy Sinan Bakis. Część z nich trafiła do innych klubów Ekstraklasy, inni wrócili z wypożyczeń lub zostali wypożyczeni na kolejne miesiące.
Zabrzanie nie próżnowali także w kwestii transferów do klubu. Sporo szumu wywołały wolne transfery Jarosława Kubickiego i Michala Sacka z Jagiellonii Białystok, a nową siłą ofensywy mieli być napastnicy Gabriel Barbosa oraz Theodoros Tsirigotis. Efekt świeżości uzupełnił Marcel Łubik, który błyszczał wcześniej w 1 lidze.
Oprócz wspomnianych, do Zabrza ściągnięto też takich zawodników jak Maksym Chłan, Young-yun Goh, Roberto Massimo, Natan Dzięgielewski, Maksymilian Pingot, Tomasz Loska czy Bastien Donio. Niektórzy, jak Wiktor Nowak, zostali od razu odesłani na wypożyczenia. Wszystko wyglądało na dobrze przemyślaną strategię, ale papier – jak to często bywa – nie gra.
Nowi liderzy i największe rozczarowania
Najmocniejsze wrażenie spośród letnich nabytków zrobił zdecydowanie Jarosław Kubicki. Pomocnik nie tylko ustabilizował środek pola, ale wręcz zaczął decydować o obliczu zespołu – jego brak w składzie przy okazji meczów z Radomiakiem i Lechią był aż nadto widoczny. W samozwańczego reżysera drugiej linii wyrósł także Maksym Chłań, który pokazał, że potrafi dać drużynie przewagę w ofensywie.
Z kolei Marcel Łubik, choć zapowiadał się na solidne wzmocnienie, okazał się bramkarzem z potencjałem, ale także na razie z poważnymi brakami – świetnie rozgrywa nogami, lecz gubi się przy strzałach z bliższej odległości. Charakterystyczny jest fakt, że przed zimową przerwą bramki zabrzan znów musiał strzec Tomasz Loska.
Nowi napastnicy byli najboleśniejszym rozczarowaniem. Tsirigotis wprawdzie zaliczył przyzwoity początek, ale potem przyszło wyraźne tąpnięcie – skończył na wypożyczeniu w pierwszoligowej Polonii Bytom, gdzie także nie wywalczył stałego miejsca. Barbosa z kolei nie dość, że nie przekonał sztabu, to jeszcze nie wnosił jakości, której tak bardzo potrzebował Górnik w ofensywie.
– Zabrakło nam dwóch kluczowych piłkarzy w środku pola i nie mamy takiej jakości, aby zastąpić ich dwóch za dwóch i grać tak samo – komentował Michal Gasparik po meczu z Lechią.
Większość innych nabytków rzadko miała okazję się pokazać. Young-yun Goh, Natan Dzięgielewski, Maksymilian Pingot czy Bastien Donio grali sporadycznie, a do tego urazy wykluczyły niemal całą rundę Roberto Massimo i Michała Sacka. Prawda jest taka, że oczekiwania względem Koreańczyka Goha były dużo większe – lepsze występy przeplatał słabszymi, przez co Górnik nie zyskał ofensywnego lidera z prawdziwego zdarzenia.
Najbliższa zima pod znakiem korekt
Po kilku miesiącach jasne jest, że letnia rewolucja nie dała efektu, na jaki liczono. Górnik Zabrze już teraz rozgląda się za nowym napastnikiem, bo to pozycja, która wypadła najgorzej. Niewykluczone też wzmocnienie na lewej stronie obrony, gdzie jeden gracz miałby stanowić konkurencję dla Erika Janży – o ile trafi się odpowiedni kandydat.
Dalsze ruchy transferowe będą uzależnione od tego, czy klub opuści ktoś z obecnych liderów. Na celowniku innych, szczególnie klubów tureckich, znajdują się Ousmane Sow i Patrik Hellebrand. W przypadku ich odejścia zabrzanie natychmiast ruszą po piłkarzy, którzy wypełnią powstałe luki jeden do jednego – odpowiednio: skrzydłowy lub środkowy pomocnik.
Trójkolorowi, myśląc o kolejnych ruchach, mogą także rozglądać się za nowym bramkarzem. To jednak temat raczej na lato, kiedy wyjaśni się przyszłość wypożyczonego aktualnie na Roosevelta Marcela Łubika.