Gasparik rozwiewa plotki o pracy w kadrze Słowacji
Jak grom z jasnego nieba pojawiły się pogłoski o możliwym zatrudnieniu Michala Gasparika w roli selekcjonera Słowacji – tuż po nieudanym barażu z Kosowem. Trener Górnika Zabrze nie kryje satysfakcji, że znalazł się w tym ekskluzywnym gronie. Jednocześnie chłodno ocenia swoje szanse, podkreślając, iż praca z drużyną klubową daje mu obecnie największą frajdę.
Porażka Słowacji w barażu z Kosowem wywołała burzę i rozpoczęła medialną giełdę nazwisk. Właśnie w takim klimacie pojawiło się nazwisko Michala Gasparika, obecnego szkoleniowca Górnika Zabrze, jako potencjalnego następcy Francesco Calzony na ławce słowackiej kadry.
Gasparik celuje w klub, nie w reprezentację
Sam zainteresowany wyraźnie nie daje się ponieść medialnemu zamieszaniu. 44-latek przyznał, że "cieszy go, gdy czyta, że jest jednym z kandydatów", lecz zarazem od razu zastrzega, iż to raczej pole dla bardziej doświadczonych oraz starszych trenerów. Zdradził też, co naprawdę daje mu największą satysfakcję.
– To zupełnie coś innego pracować na co dzień i mieć stały kontakt z drużyną, co bardzo mi odpowiada i z czego się cieszę. Czymś zupełnie innym jest prowadzenie reprezentacji – podkreślił Gasparik.
Trener Górnika steruje czternastokrotnym mistrzem Polski od lata zeszłego roku i zdążył poprowadzić zespół w 31 meczach wszystkich rozgrywek. Jego bilans: 16 zwycięstw, 6 remisów i 9 porażek, co daje średnio 1,74 punktu na mecz.
Choć przyszłość Calzony w słowackiej kadrze zdaje się wisieć na włosku, Górnik Zabrze na razie nie musi obawiać się utraty swojego trenera. Słowak jasno zasygnalizował, że skupia się na projektach klubowych – a przed jego drużyną kluczowe dni. Najpierw półfinałowy bój w STS Pucharze Polski z Zawiszą Bydgoszcz, a następnie rywalizacja z Legią Warszawa w Ekstraklasie.