Ede miał kosztować fortunę, a Motor nie dostał nic. Jakubas prostuje plotki
Sensacyjne doniesienia o wielomilionowej ofercie Chelsea za Brighta Ede z Motoru Lublin wstrząsnęły kibicami na początku sezonu. Szybko okazało się jednak, że do Lublina nie tylko nie wpłynęła żadna propozycja z Anglii, ale… nie było nawet drobnych zapytań z zagranicy.
Jeszcze niedawno prawie wszyscy żyli pogłoskami o transferze Brighta Ede z Motoru Lublin za wręcz niebotyczne sumy. Miał ponoć na stole leżeć nawet czek na 10 milionów euro od Chelsea. Rzeczywistość okazała się jednak dla kibiców Motoru zaskakująca – obrońca wciąż gra w Lublinie, a sensacyjne doniesienia obalił właściciel klubu.
Nastroje na Arenie Lublin nie są idealne – drużyna trenera Mateusza Stolarskiego plasuje się obecnie na 15. miejscu w tabeli PKO Ekstraklasy. Jedenastopunktowy dorobek oznacza przewagę zaledwie jednego oczka nad strefą spadkową. Nie dziwi więc, że wokół klubu nie brak komentarzy o możliwych roszadach na ławce trenerskiej. Ucho medialne podchwyciło nawet spekulacje o ewentualnym zatrudnieniu Aleksandara Vukovicia, choć na razie biało-żółto-niebiescy pozostają przy Stolarskim.
To jednak nie szkoleniowiec znalazł się ostatnio w ogniu plotek, a Bright Ede. Wszystko za sprawą potencjalnej przeprowadzki do Premier League i ofert opiewających, rzekomo, na astronomiczne kwoty. Jak się okazuje, te wieści były wyssane z palca. Zbigniew Jakubas w programie Futbol Totalny w TVP Sport wyłożył kawę na ławę, stwierdzając jednoznacznie:
Na Ede nie mieliśmy żadnej oferty. Nawet na 100 tysięcy euro. Mówię to z całą odpowiedzialnością. A w prasie chodziło 8, 10, 12 milionów…
Szumnie zapowiadana rewolucja transferowa okazała się więc zwykłą medialną burzą. Motor nie tylko nie otrzymał spektakularnej propozycji od Chelsea, ale nie trafiło do klubu żadne oficjalne pismo z żadnej strony – nawet symbolicznym drobnym. Bright Ede został więc w Lublinie.