Brak goli i emocji w meczu Rakowa z Radomiakiem – StolicaSportu.pl

Bez błysku w Częstochowie. Raków z Radomiakiem na zero

Chelsea FC - Legia Warszawa 1:2 Goncalo Feio
fot. Łukasz Wiśniewski
Domyślna grafika
Misza
8 lutego 2026 16:56
3 minuty czytania

Trener Rakowa Częstochowa Łukasz Tomczyk po raz pierwszy prowadził zespół przed własną publicznością, lecz jego debiut nie przyniósł przełomu. Starcie z Radomiakiem Radom rozczarowało kibiców, a brak kontuzjowanego Jonatana Brauta Brunesa był aż nadto widoczny. Patryk Makuch nie potrafił wypełnić luki w ataku, a kolejny zmiennik niewiele wniósł do gry. Spotkanie obfitowało w przeciętność, a bramkarze obu drużyn wykazali się koncentracją w kluczowych momentach. Ostatecznie ani Raków, ani Radomiak nie znaleźli sposobu na pokonanie golkipera rywali, a mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Łukasz Tomczyk po objęciu sterów w Rakowie Częstochowa doznaje na własnej skórze, jak trudne jest kontynuowanie pracy po Marku Papszunie. Słaba postawa w ubiegłotygodniowym meczu w Płocku znalazła swoje przedłużenie – tym razem Raków tylko bezbramkowo zremisował z Radomiakiem Radom na własnym stadionie.

Największą stratą dla gospodarzy okazała się nieobecność Jonatana Brauta Brunesa, lidera ataku, który wypadł z gry przez kontuzję pleców. Jego miejsce zajął Patryk Makuch, lecz nie potrafił odnaleźć się na "dziewiątce", co momentami utrudniało grę całej drużynie. Próba ratowania sytuacji w postaci wprowadzenia Leonardo Rochy na trzydzieści ostatnich minut nie przyniosła żadnych efektów – Raków prezentował się wyjątkowo przeciętnie i trudno było znaleźć kogoś, kto faktycznie zasłużyłby na tytuł gracza meczu.

Pierwsze fragmenty należały do gości – już w jednej z początkowych akcji Radomiak mógł zdobyć dwa gole. Najpierw strzał Adriana Diegueza obronił Oliwier Zych, a potem dobitka Capity obiła poprzeczkę. Po tej sytuacji Radomiak jakby zgubił rytm – problem z utrzymaniem się przy piłce pozwolił Rakowowi stopniowo się rozkręcać.

Z czasem gospodarze zaczęli dochodzić do sytuacji. Szczególnie aktywny był Lamine Diaby-Fadiga, który kilkukrotnie próbował zaskoczyć Filipa Majchrowicza. Za jednym razem posłał nawet efektowną przewrotkę do siatki, jednak sędzia wcześniej odgwizdał faul. Po przerwie najbliżej wpisania się na listę strzelców był Makuch, jednak fatalnie skiksował metr przed bramką.

Radomiak przez większość czasu koncentrował się na defensywie. Dopiero końcówka przyniosła groźnie wyglądające strzały z dystansu – Elves Balde oraz Christos Donis byli blisko, ale za każdym razem zabrakło precyzji. Ostatecznie bramkarze obu drużyn nie dali się pokonać, a kibice z wyczekiwaniem wyglądają przełamania swoich ulubieńców w kolejnych spotkaniach.

Raków Częstochowa – Radomiak Radom 0:0

Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie