Eden Hazard szczerze o emeryturze: „Bliżej mi do taksówkarza niż piłkarza” – StolicaSportu.pl

Eden Hazard o życiu po piłce: „Dziś bliżej mi do taksówkarza niż gwiazdy boiska”

Eden Hazard
Domyślna grafika
Aleks
17 lutego 2026 06:24
3 minuty czytania

„Życie płynie naprawdę szybko, zwłaszcza w piłce nożnej” – mówi Eden Hazard, niegdyś gwiazda Chelsea i Realu Madryt, dziś cieszący się rodzinnym spokojem w Madrycie. Były piłkarz opowiada, jak wygląda jego codzienność po zakończeniu kariery, z dystansem patrząc na świat wielkiego futbolu i zdradzając, że częściej wozi dzieci na zajęcia niż tęskni za boiskiem. Spoglądając wstecz, Hazard nie ukrywa: piłka dała mu wiele, ale to właśnie „zwyczajne życie” pozwala docenić to, co istotne.

Eden Hazard jeszcze kilka lat temu uchodził za jednego z najbardziej przebojowych skrzydłowych Europy. Setki asyst i goli w barwach Chelsea, eksplozja talentu, odwaga na boisku – to on budził podziw nawet u rywali. Dziś, mając na liczniku 35 lat, przyznaje otwarcie: życie po futbolu smakuje zupełnie inaczej.

Jak relacjonuje „The Guardian”, rozmowę z Belgem trzeba było umawiać z wyprzedzeniem – nie dlatego, że jest zajętym celebrytą, lecz... zabieganym ojcem. Hazard, który osiągnął szczyt popularności w Londynie, od blisko trzech lat unika medialnego zgiełku, wybierając ciszę rodzinnej codzienności w Madrycie. „Życie płynie naprawdę szybko, zwłaszcza w piłce nożnej. Wczoraj miałem 19 lat, dziś – 35. Trzeba się nim cieszyć” – stwierdza bez cienia żalu po stronie kariery.

Codzienne rytuały to zupełnie inna bajka niż czas, gdy na głowie miał tysiące widzów i presję największych meczów. Teraz, jak sam opowiada, w domu najważniejsze są zwykłe sprawy: „Siedzę w domu, z żoną, dziećmi i braćmi cieszę się zwykłymi rzeczami. Kiedy grasz w piłkę, ciągle jesteś w podróży. Kiedy już z tym skończysz, w końcu masz dla nich wszystkich czas. Zero stresu”. Szczerze przyznaje, że „jest ojcem pięciorga dzieci, więc w tej chwili bardziej widzi siebie jako taksówkarza niż piłkarza, ale to jest w porządku”.

Hazard nie maskuje, że kontuzje w Realu Madryt odebrały mu energię do dalszego ścigania się z własnymi legendami. Marzył o grze dla Królewskich od dziecka, lecz los napisał inny scenariusz. Dla niego jednak to już zamknięty rozdział: najważniejsze są spokój i radość z bliskimi.

Na koniec dziennikarz postawił pytanie z lekkim przymrużeniem oka: co zmieniłby w swoim kraju, gdyby nagle został premierem? Hazard, znany z dystansu do spraw wielkiego świata, odpalił żartobliwie własny manifest:

„Dzisiejsza młodzież uwielbia PlayStation i YouTube'a. Mój postulat numer jeden brzmiałby: »wychodźcie na ulice, grajcie w piłkę i cieszcie się nią z przyjaciółmi«. Może piątek ustanowiłbym dniem wolnym od szkoły – tylko od poniedziałku do czwartku. Potem jednak mają grać w piłkę przez cały weekend” – uśmiechnął się Hazard.

Były skrzydłowy Belgii nie ukrywa, że piłka wciąż płynie w jego żyłach, ale dziś to właśnie „niezbyt ekscytujące”, zwyczajne życie daje mu największą satysfakcję. I faktycznie – Hazard jako taksówkarz swoich dzieci chyba odnalazł wreszcie spokój, którego tak długo szukał na boisku.

Źródło: The Guardian

Wybrane dla Ciebie