Dlaczego Marek Papszun nie wydał zapowiadanego oświadczenia?
Marek Papszun obiecywał oficjalne oświadczenie dotyczące swojej przyszłości, szczególnie w kontekście możliwego przejścia do Legii Warszawa. Termin minął, oświadczenia nie było – i właśnie to uruchomiło lawinę spekulacji. Tomasz Włodarczyk tłumaczy, co stoi za tą ciszą i jakie kulisy rozgrywają się za plecami trenera oraz władz Rakowa Częstochowa.
Marek Papszun wstrzymał się z wydaniem zapowiadanego oświadczenia, choć emocje sięgały zenitu po niedzielnym programie Canal+ Sport. Szkoleniowiec miał rozwiać wątpliwości co do swojej przyszłości – zwłaszcza w perspektywie przeprowadzki do Legii Warszawa. Tymczasem, jak zwrócił uwagę Tomasz Włodarczyk, sprawy nagle przycichły, mimo wcześniejszych deklaracji samego zainteresowanego.
Temat zawisł w powietrzu po deklaracji Papszuna z niedzieli, gdy sugerował, że opinia publiczna zasługuje na jasne stanowisko. Poniedziałek miał przynieść przełom, lecz kolejny dzień nie przyniósł obiecanego komunikatu. Dlaczego oświadczenia nie ujrzały światła dziennego?
Tomasz Włodarczyk, w audycji „Z tego, co słyszę...”, zdradził, że pierwotny zamysł miał niewiele wspólnego ze spokojną analizą sytuacji. – Moim zdaniem w Canal+ Sport było dużo emocji, bo nie szły sprawy po jego myśli. Kiedy jednak Raków ma już dogranego Łukasza Tomczyka, to zluzował temat i odpuścił – komentuje Włodarczyk. Wskazuje, że Papszun najpewniej uznał, iż publiczna deklaracja tylko dolałaby oliwy do ognia. Jak zauważa dziennikarz: – Co dzisiaj dałoby mu to oświadczenie? Wylałby tam sporo żółci. W tym konkretnym momencie niewiele by to dało. To tylko mogło popsuć negocjacje.
Również kwestia możliwej klauzuli poufności, która potencjalnie mogłaby obowiązywać trenera w przypadku rozmów z nowym klubem, staje się realnym powodem ciszy. – Nie wiem, czy będzie jakaś specjalna klauzula, by nie wypowiadał się na ten temat na jakiś czas – dodał Włodarczyk.
Według przekazów, Michał Świerczewski miał już wyrazić zgodę na odejście Papszuna do Legii, jednak pod dwoma warunkami: zmiana stanowiska trenerskiego miałaby nastąpić dopiero po zakończeniu rundy, a warszawski klub powinien przelać odpowiednią kwotę na konto Rakowa. W związku z tym napięcie w Częstochowie i na Łazienkowskiej nie słabnie.
Tymczasem Raków Częstochowa już w czwartek wraca na boisko walcząc o Ligę Konferencji UEFA. Rywalem będzie Zrinjski Mostar, a pierwszy gwizdek na stadionie przy Limanowskiego zabrzmi o 21:00 – to kolejny ważny test dla drużyny, której trener, mimo medialnej burzy, próbuje zachować spokój.