Przepiękny gol Ernesta Muciego na wagę finału Pucharu Turcji
Ciężko o lepszy moment na trafienie życia niż doliczony czas gry w półfinale. Ernest Muci, jeszcze niedawno brylujący przy Łazienkowskiej, zapewnił Trabzonsporowi finał Pucharu Turcji pięknym golem z narożnika pola karnego, po którym trybuny oniemiały. W meczu, w którym faworyci długo szukali swojej gry, decydowały najmniejsze detale i odrobina geniuszu snajpera.
Trabzonspor zameldował się w finale tegorocznego Pucharu Turcji, a bohaterem całego wieczoru okazał się Ernest Muci, dobrze znany polskim kibicom z występów w Legii Warszawa.
Te rozgrywki zapisały się już jako jedne z najbardziej zaskakujących w ostatnich latach. Z walki o puchar w ćwierćfinałach odpadli najwięksi – Galatasaray i Fenerbahce – co otworzyło drogę mniej oczywistym kandydatom.
Genclerbirligi, pogromca mistrzów kraju, trafił w półfinale na faworyzowany Trabzonspor. Pierwsza połowa nie przyniosła bramek, ale po zmianie stron emocji nie zabrakło. W 62. minucie Erk Arda Aslan wyprowadził gospodarzy na prowadzenie i przez chwilę wydawało się, że kolejna sensacja wisi w powietrzu.
Trabzonspor nie spuścił głów i odpowiedział kwadrans później. Piłka przypadkiem odbiła się od Ardy Celika, wpadając do własnej bramki i przywracając remis. Atmosfera gęstniała z każdą minutą, a oba zespoły szykowały się już na dogrywkę.
I właśnie wtedy swój moment miał Muci. W doliczonym czasie gry, po szybkim rozegraniu, Albańczyk dostał futbolówkę przy lewym narożniku pola karnego. Strzał był niemal perfekcyjny – piłka zatrzepotała w okienku bramki, a trybuny Trabzonsporu eksplodowały z radości. Jak podaje Meczyki.pl, to trafienie na wagę finału przypieczętowało fantastyczną wiosnę wychowanka Legii.
Dzięki bramce Muciego, Trabzonspor wywalczył prawo gry o trofeum i zmierzy się z Konyasporem, który wcześniej pokonał 1:0 Besiktas.