Maja Chwalińska jako pierwsza kwalifikantka w erze Open gra w finale Roland Garros
Jeszcze niedawno Maja Chwalińska była tenisistką notującą przeciętne wyniki w turniejach wielkoszlemowych, tymczasem w Paryżu dokonała czegoś historycznego. Polka nie tylko przeszła przez kwalifikacje bez straty seta, ale jako pierwsza zawodniczka z takim statusem w erze Open awansowała do finału Roland Garros, eliminując po drodze faworytki światowego tenisa. Przed nią finałowy pojedynek – kibice ostrzą sobie apetyty na kolejną sensację.
Dla wielu kibiców droga Chwalińskiej przez główne drabinki Roland Garros jawi się jak opowieść o Dawidzie mierzącym się z Goliatem. Polka najpierw rozmontowała grę Qinwen Zheng, potem wykluczyła z turnieju Elise Mertens, pokonała Marię Sakkari, a następnie poradziła sobie z Diane Parry oraz Anną Kalinską. Większość rywalek była postrzegana jako faworytki, ale 24-letnia tenisistka zdołała ograć kolejne wysoko rozstawione zawodniczki, a tylko Sakkari zdołała jej urwać jednego seta.
Sensacja została przypieczętowana w półfinale, kiedy po pokonaniu Diany Sznajder Chwalińska jako absolutna debiutantka w tym gronie zameldowała się w finale Roland Garros. To wydarzenie bez precedensu w erze Open – nigdy wcześniej tenisistka rozpoczynająca od kwalifikacji nie dotarła tak daleko w paryskiej imprezie.
Biorąc pod uwagę całą historię turniejów wielkoszlemowych, podobnego wyczynu dokonała tylko Emma Raducanu – Brytyjka, która zwyciężyła w 2021 roku na US Open. Również wtedy kibice nie mogli uwierzyć w tempo, w jakim kwalifikantka gromiła kolejne rywalki.
Teraz Maja Chwalińska, rozpędzona i pewna swego, szykuje się do największego tenisowego wyzwania w karierze. W finale Roland Garros zmierzy się z Mirrą Andriejewą. Tak spektakularne wejście do światowej czołówki to coś, czego nie sposób było się spodziewać jeszcze kilka tygodni temu.