Tomasiak po srebrnym medalu IO. "Nie wiem, jak to zrobiłem"
Kacper Tomasiak dosłownie sfrunął na podium podczas olimpijskiego konkursu w skokach narciarskich w Mediolanie. Polak, startując z czwartego miejsca po pierwszej serii, po imponującym drugim skoku wyprzedził aż dwóch rywali i sięgnął po srebro. – Nie wiem, jak to zrobiłem – przyznał świeżo upieczony wicemistrz olimpijski, nie kryjąc emocji po największym sukcesie w dotychczasowej karierze.
Emocje sięgały zenitu na olimpijskiej skoczni w Mediolanie podczas indywidualnego konkursu skoków narciarskich. Kacper Tomasiak jeszcze po pierwszej serii plasował się na czwartym miejscu i wydawało się, że walka o medal będzie zadaniem z gatunku tych najtrudniejszych. Ale właśnie w takich okolicznościach wychodzi prawdziwa klasa skoczka – Polak popisał się w drugiej próbie nie tylko długim lotem, ale i perfekcyjnie wykonanym lądowaniem.
Jak relacjonuje Eurosport, Tomasiak w decydującym momencie wytrzymał presję i skoczył na miarę marzeń – w tej serii nie tylko wyprzedził dwóch konkurentów, ale zachwycił także sędziów znakomitą techniką. Był to skok wyważony, z mocnym odbiciem od progu i świetnym prowadzeniem nart w locie. Finał podsumował sam bohater wieczoru w rozmowie z Kacprem Merkiem tuż po konkursie:
- Nie wiem – mówił rozpromieniony i wciąż wyraźnie oszołomiony sukcesem. - Na pewno dobrze skakałem. Może nieidealnie, ale na pewno bardzo dobrze. Trochę zmęczony jestem tym wszystkim, ale na pewno bardzo się cieszę - stwierdził.
Choć po pierwszym skoku Polak nie był do końca zadowolony ze swojej próby, to – jak sam przyznał – drugi okazał się jednym z najlepszych w życiu. Kluczowa faza lotu, utrzymanie agresywnej pozycji powietrznej i wyjście na telemark wywarły wrażenie nie tylko na sędziach, lecz także na kibicach. Za tę próbę przyznano mu wysokie noty za styl, co w tego typu zawodach nie jest przecież normą, a często właśnie one decydują o końcowym miejscu na podium.
Tomasiak nie krył emocji, wspominając o ogromnej presji, która towarzyszyła mu podczas konkursu. Na belce pojawił się stres, choć – jak twierdzi – gdy nogi oderwały się od progu, skupienie i automatyzm wzięły już górę. W drugiej serii Polak, wybijając się dynamicznie z belki, zyskał prędkość i wysokość, a każdy metr był wywalczonym fragmentem srebra. Ostatecznie, kiedy wyświetlono jego notę, z ulgą mógł unieść ręce do góry. Jeszcze przed kamerą Eurosportu podkreślał, że ten medal dedykuje całej rodzinie – to oni przecież wspierali go od pierwszych lat sportowej drogi.