Bruk-Bet Termalica: kulisy spadku, odbudowa i transfery - analiza – StolicaSportu.pl

"Zgubiliśmy jedność". Wiceprezes zdradza kulisy spadku i letniego okna

Rafał Wisłocki
fot. facebook.com/BBTermalica1922
Domyślna grafika
Maciej Ziółkowski
Obserwuj
5 sierpnia 2026 13:51
14 minut czytania

– Zgubiliśmy jedność zespołową i klubową – mówi Rafał Wisłocki. Wiceprezes Bruk-Bet Termaliki Nieciecza w rozmowie ze Stolicą Sportu opowiada o kulisach spadku z Ekstraklasy, zmianach w funkcjonowaniu, transferach oraz powodach, dla których klub nie zdołał zatrzymać Igora Strzałka.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Minęły trzy miesiące od spadku z Ekstraklasy. Jak dziś wygląda Termalica? Jakie panują nastroje i oczekiwania?

– Spadek z Ekstraklasy to zawsze bardzo trudny moment dla klubu. W takich sytuacjach pojawiają się zawodnicy, którzy zaczynają myśleć o zmianie otoczenia albo o pozostaniu na poziomie Ekstraklasy. Tak było chociażby w przypadku Morgana Fassbendera.

My sami po awansie zdawaliśmy sobie sprawę, jak bardzo Ekstraklasa się zmieniła. Liga nabrała tempa, kluby zostały mocno wzmocnione finansowo, dlatego od początku wiedzieliśmy, że walka o utrzymanie będzie bardzo wymagająca. Początek sezonu pokazał jednak, że ten zespół ma duży potencjał. Niestety z czasem gdzieś zgubiliśmy jedność – zarówno zespołową, jak i klubową. Zaczęły uciekać nam punkty, a wraz z nimi osłabł też duch drużyny.

Po spadku postawiliśmy sobie za główny cel odbudowę jedności. Mam świadomość, że nie jest to łatwe. Wystarczy przypomnieć głośną konferencję prasową, o której wiele już powiedziano – ona pokazała, że nie wszystko było jeszcze odpowiednio poukładane.

Przebudowaliśmy przede wszystkim linię obrony – mocno ją odmłodziliśmy. Dołączyli do nas zawodnicy bardzo perspektywiczni, jak Jaroszewski, ale też tacy, którzy szukają drugiej szansy – jak Zarówny czy Opanasenko. Ten ostatni jest wychowankiem Dynama Kijów, jednak przez dłuższy czas musiał szukać swojego miejsca w seniorskiej piłce. Podobnie wygląda sytuacja Sebastiana Dąbrowskiego – wychowanka renomowanego klubu, który również chce udowodnić swoją wartość. To piłkarze głodni sukcesu, a kiedy w szatni jest wielu takich zawodników, cały zespół staje się bardziej ambitny.

Cieszy mnie też to, że udało się stworzyć dobrą mieszankę doświadczenia i młodości. Sparingi oraz pierwsze mecze ligowe pokazały, że "Słonie" są charakterne i walczą do końca. Nawet jeśli pierwsza połowa nie układała się po naszej myśli, potrafiliśmy odwracać losy spotkań po przerwie. Początek sezonu daje nam powody do optymizmu. Chcemy walczyć o miejsce w czołowej szóstce, a jeśli utrzymamy skuteczność i kierunek, w którym idziemy, będziemy mogli realnie myśleć o powrocie do Ekstraklasy.

Wspomniał pan o utracie jedności w klubie. Co dokładnie ma pan na myśli?

– Myślę, że pojawiły się pewne rozbieżności między organami zarządzającymi klubem a sztabem szkoleniowym, przede wszystkim w kwestii polityki transferowej. Nie wszystko wyglądało tak, jak oczekiwał tego sztab. Trenerzy zawsze chcieliby mieć do dyspozycji jak najlepszych piłkarzy, ale trzeba pamiętać o realiach finansowych. Lepsi zawodnicy kosztują więcej, a nas po prostu nie było na nich stać.

W letnim oknie transferowym bazowaliśmy głównie na wolnych zawodnikach. Dopiero zimą przeprowadziliśmy pierwszy transfer gotówkowy. Był to jednak niewielki wydatek w porównaniu z tym, co robiły inne kluby Ekstraklasy. To rodziło pewne napięcia.

Były też różnice zdań dotyczące dawania szans zawodnikom z dalszego planu. Liczyliśmy jako klub, że w meczu Pucharu Polski z Widzewem zagrają piłkarze, którzy dotychczas występowali mniej, ale sztab postawił na najmocniejszy skład. Moim zdaniem miało to później swoje konsekwencje. Krótkoterminowo straciliśmy punkty już w Gliwicach, a w szerszej perspektywie odbiło się to również na kolejnych spotkaniach. Mieliśmy wtedy bardzo wymagający mikrocykl: mecz z Lechem w lidze, Widzewem w Pucharze Polski i Piastem Gliwice w Ekstraklasie.

Z Piastem prowadziliśmy już 2:0 i wydawało się, że mamy ten mecz pod kontrolą. Ostatecznie go nie wygraliśmy, a po całym tym mikrocyklu mieliśmy na koncie trzy porażki i cztery kontuzje. Odpadliśmy też z Pucharu Polski.

Uważam, że właśnie spotkanie z Piastem było jednym z momentów zwrotnych sezonu. Zespół z Gliwic odbił się od dna, a my mogliśmy wówczas zbudować nad nim wyraźną przewagę punktową. Ten sezon nauczył mnie, jak ogromne znaczenie ma długofalowa strategia i konsekwentne realizowanie planu na całe rozgrywki.

Po zakończeniu sezonu pojawiały się pytania o przyszłość Marcina Brosza. Jak dziś wygląda ta sytuacja?

– Tak jak trener przekazał na konferencji prasowej, ma ważny kontrakt. Po sezonie odbyliśmy duże spotkanie z właścicielami klubu, podczas którego podsumowaliśmy cały miniony okres i rozmawialiśmy o planach na przyszłość. Uczestniczyli w nim także Jacek Bednarz, jako pełnomocnik ds. sportu, ja jako wiceprezes oraz Rafał Rajchel z rady nadzorczej. W żadnym momencie nie padło stwierdzenie, że ta formuła się wyczerpała.

Po podsumowaniu sezonu naturalnie przeszliśmy do planowania kolejnych działań. Wprowadziliśmy pewne zmiany dotyczące kompetencji w polityce transferowej. Większa odpowiedzialność za budowę kadry spoczywa dziś na pionie sportowym, a w mniejszym stopniu na sztabie szkoleniowym.

W poprzednich sezonach trenerzy mieli większy wpływ na decyzje transferowe. Teraz uznaliśmy, że sztab powinien przede wszystkim koncentrować się na procesie treningowym, a osoby odpowiedzialne za pion sportowy – Jacek Bednarz, ja, dyrektor sportowy Krzysztof Witkowski oraz pani prezes – mają zadbać o zbudowanie kadry, która będzie tworzyła spójną całość. Chcemy stworzyć grupę zawodników, która będzie dobrze funkcjonowała jako zespół i dzięki temu osiągała sukcesy.

Skoro jesteśmy przy transferach – czy uważa pan, że obecna kadra jest już kompletna, czy spodziewacie się jeszcze zmian?

– Po odejściach Morgana Fassbendera i Macieja Ambrosiewicza szybko dołączył do nas Miłosz Drąg, który ma wypełnić lukę po Ambrosiewiczu. To nieco inny profil zawodnika, ale jest młodszy, cały czas się rozwija i uważam, że ma bardzo wysoki potencjał.

Na dziś rywalizacja w zespole wygląda naprawdę dobrze. Jeśli nikt już nie odejdzie, to uważam, że mamy kadrę, która pozwala realnie walczyć o czołową szóstkę. Zdajemy sobie jednak sprawę, że kilku naszych piłkarzy znajduje się w kręgu zainteresowań klubów z Ekstraklasy. Mam na myśli choćby Krzysztofa Kubicę czy Damiana Hilbrychta. Bardzo dobrze początek sezonu rozpoczęli również Sergio Guerrero i nasi środkowi obrońcy, dlatego spodziewamy się, że mogą pojawić się kolejne oferty.

Naszym celem jest utrzymanie obecnego zespołu. Niewykluczone jednak, że przeprowadzimy jeszcze jeden transfer.

Na jaką pozycję?

– Nie skupiamy się sztywno na konkretnej pozycji. Bardziej zależy nam na tym, żeby był to zawodnik, który realnie podniesie jakość zespołu.

Jeśli miałbym wskazać obszar, to powiedziałbym środek pola. Oczywiście musimy być przygotowani na różne scenariusze. Gdyby pojawiła się bardzo dobra oferta za Damiana Hilbrychta, musielibyśmy szybko zareagować i znaleźć odpowiednie zastępstwo. Dlatego właśnie wokół tych pozycji koncentrują się nasze działania.

Macie już konkretnych kandydatów do środka pola?

– Tak. Mamy przygotowane listy zawodników zarówno na pozycję defensywnego pomocnika, jak i "ósemki". Analizujemy również zawodników mogących występować na wahadłach. Część z nich pozostaje bez klubów, więc monitorujemy sytuację i jesteśmy gotowi reagować, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Dołączył do nas także Sebastian Dąbrowski, który bardzo dobrze zaprezentował się po wejściu z ławki w Siedlcach. Warto wspomnieć również o Radu Bobocu. W poprzednim sezonie był ważnym zawodnikiem na prawym wahadle, a teraz pokazał, że może z powodzeniem występować także jako bardzo mobilna "ósemka". To dla nas cenne, bo daje trenerowi większą elastyczność.

Może zdradzi pan jakieś nazwisko z listy życzeń?

– Tego akurat nie mogę zrobić, bo mogłoby to utrudnić nam prowadzenie rozmów transferowych. Mogę natomiast powiedzieć, że w pierwszej kolejności koncentrujemy się na rynku polskim. Coraz więcej jest u nas zawodników wychowanych w polskim systemie szkolenia i chcemy ten kierunek utrzymać. Oczywiście lista nie ogranicza się wyłącznie do polskich piłkarzy – analizujemy również zagraniczne opcje.

Na dziś jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o konkretnych nazwiskach. Myślę, że w ciągu najbliższych dwóch–trzech tygodni sytuacja powinna się wyklarować. Okno transferowe jest jeszcze otwarte, więc wszystko jest możliwe.

Wspomniał pan, że propozycję może mieć Damian Hilbrycht. Czy do klubu wpłynęły już jakieś oficjalne oferty za innych zawodników?

– Tak. Mogę powiedzieć, że zainteresowanie dotyczy między innymi Sergio Guerrero. Pojawiła się oferta z jego rodzinnego kraju, ale na ten moment jest ona zdecydowanie poniżej naszych oczekiwań. Sergio jest dziś bardzo ważnym zawodnikiem naszego zespołu.

Po odejściu Ambrosiewicza jego rola jeszcze wzrosła. W poprzednim sezonie Maciek był numerem jeden na tej pozycji, a Sergio potrzebował czasu na aklimatyzację – zarówno pod względem piłkarskim, jak i życia w Polsce. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Lepiej funkcjonuje również pod względem komunikacyjnym i pokazuje poziom, którego od niego oczekiwaliśmy. Już w poprzednim sezonie dał próbkę swoich możliwości, choćby w meczu z Widzewem, kiedy zdobył dwie bramki. Teraz od początku przygotowań i pierwszych spotkań ligowych prezentuje bardzo wysoką formę, dlatego nie dziwi mnie, że zwraca na siebie uwagę.

Poza tym, poza transferami, które już zostały zrealizowane, nie wydarzyło się nic szczególnego. Były oferty z Korony Kielce i Arki Gdynia za zawodników, którzy ostatecznie odeszli. W przypadku Morgana Fassbendera pojawiły się również propozycje z zagranicy, ale jemu najbardziej zależało na pozostaniu w Polsce i grze w Ekstraklasie.

Z jakich kierunków było zainteresowanie Morganem?

– Z Węgier, Danii i Azerbejdżanu.

Nazw klubów nie może pan zdradzić?

– Tego już nie mogę. Cieszy nas, że Morgan podczas pobytu w Niecieczy bardzo się rozwinął. Trafił do nas z 3. Bundesligi jako wolny zawodnik, a odszedł za konkretne pieniądze. To pokazuje, że klub potrafi rozwijać piłkarzy, a jednocześnie budować na tym swoją wartość.

Jeśli chodzi o Guerrero – mówił pan o zainteresowaniu z Hiszpanii. Chodzi o klub z LaLiga 2?

– Nie, bardziej z trzeciego poziomu rozgrywkowego.

Mówimy o jednej czy kilku ofertach?

– W tej chwili jest jedna konkretna. Jeden klub od dłuższego czasu interesuje się Sergio i stopniowo poprawia swoją propozycję, ale wciąż jest ona daleka od kwoty, która byłaby dla nas satysfakcjonująca. Bardzo wysoko cenimy tego zawodnika.

Których piłkarzy – z tych, którzy odeszli – najbardziej chcieliście zatrzymać?

– Na pewno prowadziliśmy rozmowy z Igorem Strzałkiem. Zależało nam, żeby został z nami na kolejny sezon, ale pojawiły się duże rozbieżności, przede wszystkim dotyczące oczekiwań finansowych. Pod względem sportowym nie było problemu – wydaje mi się, że Igor dobrze czuł się w naszym klubie. To był zawodnik, którego najbardziej chcieliśmy zatrzymać.

Pozostałe odejścia, zwłaszcza w defensywie, były w dużej mierze wcześniej przewidziane. Odszedł także Maciej Wolski, którego cenimy jako człowieka i zawodnika. Tutaj wiedzieliśmy jednak, że na jego pozycji będziemy musieli stawiać na młodzieżowców. Mamy trzech ciekawych zawodników na wahadle – Jaroszewskiego, Dąbrowskiego i Surowca – dlatego uznaliśmy, że taka zmiana jest uzasadniona. W kadrze pozostał m.in. Radu Boboc, więc byliśmy odpowiednio zabezpieczeni.

Bardzo ciepło wspominamy także Andrzeja Trubehę. Był dla nas ważną postacią i miał swoje wielkie momenty. To przecież po jego akcji po raz pierwszy wygraliśmy przy Łazienkowskiej. Chcielibyśmy, żeby takich chwil było więcej, ale trzeba pamiętać, że przez ostatnie lata zmagał się z kontuzjami. To piłkarz, który zawsze gra bardzo ofiarnie, często ryzykując zdrowie dla drużyny. Rozstaliśmy się więc z nim z dużym szacunkiem.

Czy temat Igora Strzałka może jeszcze wrócić? Nadal pozostaje bez klubu.

– W ostatnim czasie sporo się u nas zmieniło. Wykonaliśmy kilka ruchów transferowych i kadra jest już w dużej mierze skompletowana. Od pewnego czasu nie prowadzimy też rozmów, bo zarówno zawodnik, jak i jego przedstawiciele pozostają przy swoich oczekiwaniach.

Musimy również pamiętać o naszych możliwościach finansowych. Budżet nie jest z gumy i chcemy zarządzać nim rozsądnie. Zależy nam na tym, żeby Termalica była postrzegana jako klub, który racjonalnie gospodaruje pieniędzmi i zawsze wywiązuje się ze swoich zobowiązań. To dla nas bardzo ważne.

Oprócz Igora Strzałka próbowaliście zatrzymać także Macieja Ambrosiewicza i Morgana Fassbendera?

– Trzeba pamiętać, że w okresie przygotowawczym przegrywali rywalizację ze swoimi kolegami, a do zespołu dołączyli później, czego nie konsultowali z klubem. Nie wszystko w czerwcu i lipcu ułożyło się więc idealnie. Gdyby zostali, byliby zawodnikami kadry meczowej i dostawaliby szanse.

Sparingi z Wisłą, Puszczą Niepołomice i Koroną Kielce były dla nas bardzo ważne. Pokazały między innymi, że Maciej Ambrosiewicz może być wartościowym zmiennikiem dla Sergio Guerrero. Morgan Fassbender zagrał mniej, bo wystąpił tylko przez kilkanaście minut przeciwko Koronie, ale właśnie wtedy zrobił bardzo dobre wrażenie. Właściciel Korony zwrócił na niego uwagę i praktycznie w ciągu jednego weekendu doszliśmy do porozumienia. Tak Morgan został zawodnikiem Korony.

Byli zawodnicy, których chcieliście sprowadzić, ale ostatecznie wybrali inne kluby?

– Po spadku z Ekstraklasy Termalica nie była już tak atrakcyjnym kierunkiem jak jeszcze zimą. Z drugiej strony wiele ruchów mieliśmy przygotowanych z dużym wyprzedzeniem i większość z nich udało się zrealizować. Dobrym przykładem jest Maciej Jaroszewski. Konkurencja o jego podpis była spora – między innymi ze strony Ruchu Chorzów – ale ostatecznie trafił do nas.

Interesowaliśmy się również kilkoma młodzieżowcami. Szymon Łyczko dość szybko zdecydował się na klub z Ekstraklasy, z kolei Kądziołka już wcześniej wybrał Polonię Bytom. To byli zawodnicy, których mieliśmy na swoich listach, bo letnie okno transferowe przygotowywaliśmy z dużym wyprzedzeniem.

Było jeszcze kilka nazwisk, między innymi Tymoteusz Gmur. Ostatecznie świadomie zdecydowaliśmy się postawić na młodzieżowców na wahadłach, dlatego nie realizowaliśmy wszystkich wcześniejszych pomysłów.

Rozważaliście pozyskanie któregoś z zawodników Legii Warszawa?

– W tym oknie transferowym nie prowadziliśmy wielu działań w tym kierunku. Legia najczęściej chce wypożyczać swoich zawodników, a nasza strategia jest trochę inna. Zależy nam, żeby większość piłkarzy, którzy do nas dołączają, byli mocno związani z Niecieczą.

Nie wykluczam jednak, że pod koniec okna sytuacja się zmieni. Część młodych zawodników może nie znaleźć miejsca w kadrach klubów Ekstraklasy po kolejnych transferach i wtedy na rynku mogą pojawić się naprawdę ciekawe okazje. Na takie sytuacje jesteśmy przygotowani.

Macie na swoich listach konkretnych piłkarzy Legii?

– Jest ich wielu. Bardzo uważnie obserwuję choćby rozwój Filipa Przybyłki. Miałem okazję sprowadzać go kiedyś do Wisły Kraków i nadal uważam, że ma duży potencjał, szczególnie jeśli chodzi o grę w środku pola.

Ciekawym wahadłowym może być Foks. Poza tym, wspomnę o Tymku Leśniaku. Pracowałem z nim przez wiele lat w Krakowie i uważam, że to bardzo utalentowany chłopak. Ma późniejszą linię rozwoju, ale potrafi świetnie grać w piłkę. Liczę, że będzie rozwijał się podobnie jak Filip, który już trafił do pierwszego zespołu.

Jeśli mówimy o Legii, to przypomina mi się Wojtek Urbański, którego mogliśmy pozyskać jeszcze z Wisły Kraków. W pewnym momencie byliśmy wręcz na pole position, ale zbyt długo zwlekaliśmy z decyzją i ostatecznie skorzystała na tym ekipa z Łazienkowskiej.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie