Ondřej Lingr o Koronie Kielce: "Doskonały krok"
Czeski pomocnik, który jeszcze niedawno nosił kowbojski kapelusz w Teksasie, trafił latem do Kielc i niemal natychmiast wskoczył do pierwszego składu. Teraz wrócił też do reprezentacji – po roku nieobecności, która kosztowała go mundial.
Jeszcze w czerwcu Ondřej Lingr siedział na ławce Houston Dynamo, łapiąc jedynie kilkuminutowe wejścia z ławki. MLS przestała go ekscytować. „Brakowało mi europejskiego futbolu. W Ameryce nie grało się pod taką presją” – przyznaje 27-letni Czech (sport.cz), który z Teksasu przywiózł sobie kowbojski kapelusz, kowbojskie buty i pewność, że pora wracać na Stary Kontynent.
Korona Kielce pojawiła się w odpowiednim momencie. Klub latem prowadził szeroką akcję wzmacniania składu – ściągnął około siedmiu nowych zawodników – a Lingra traktował jako priorytet. „Kiedy rozmawiałem przez wideo z dyrektorem i innymi ludźmi, czułem, że naprawdę mnie chcą. Byli gotowi zapłacić za mnie, co było kluczowe, bo Houston nie chciał mnie wypuścić na wypożyczenie. Korona przyszła i położyła pieniądze na stole” – relacjonuje pomocnik. Większość innych zainteresowanych klubów nie była skłonna spełnić finansowych oczekiwań Amerykanów.
Na decyzję wpłynęły też rozmowy z Patrikiem Hellebrandem, czeskim pomocnikiem, który kilka tygodni wcześniej trafił do Korony z Górnika Zabrze. „Znamy się jeszcze ze Slavii. Bardzo mi pomógł. Ma ogromne umiejętności – wierzę, że wkrótce pojawi się w reprezentacji” – mówi Lingr. Piłkarz szybko przekonał się, że kielecka atmosfera warta była zachodu: „Piłka nożna jest w Polsce jak religia. Na każdym meczu panuje niesamowita atmosfera. Do nas na domowe spotkania przychodzi piętnaście tysięcy kibiców”.
W barwach Korony zdążył rozegrać pięć spotkań – cztery w Ekstraklasie i jedno w Pucharze Polski – zdobywając jedną bramkę. W ostatnich czterech meczach ligowych wychodził w wyjściowym składzie, a kielecki zespół po dziewięciu kolejkach zajmuje szóste miejsce. Występy Lingra nie umknęły nowemu hiszpańskiemu selekcjonerowi Czechów Santiemu Denii, który powołał go na październikowe mecze Ligi Narodów z Chorwacją, Anglią i Hiszpanią. „Byłem bardzo mile zaskoczony. Trzy miesiące temu nie uwierzyłbym, że się tu pojawię” – przyznaje zawodnik, który w kadrze nie grał od roku i ominął go nawet mundial rozgrywany w USA, gdzie wówczas mieszkał.
Dwudziestosiedmiolatek, wyceniany przez Transfermarkt na trzy miliony euro, ma kontrakt z Koroną obowiązujący do końca czerwca 2029 roku. Sam uważa kielecki rozdział za „doskonały krok” i nie ukrywa, że z reprezentacyjnej perspektywy liga polska dała mu dokładnie to, czego brakowało w MLS – regularną grę pod presją i widoczność, której szukał.