Trener Borussii zachwycony Janem Leszczyńskim
Cztery mecze w seniorskiej drużynie Legii Warszawa i transfer za około 3 miliony euro do Bundesligi. Jan Leszczyński po kilku tygodniach w Borussii Mönchengladbach słyszy od swojego trenera, że niewielu piłkarzy na świecie dorównuje mu w grze obiema nogami. Co konkretnie stoi za tymi pochwałami?
Eugen Polanski, prowadzący Borussię Mönchengladbach i sam będący byłym reprezentantem Polski, rzadko rzuca komplementy na wyrost. Dlatego warto przyjrzeć się bliżej temu, co powiedział o Janie Leszczyńskim w rozmowie z WP SportoweFakty.
„Myślę, że niewielu jest piłkarzy na świecie, którzy grają tak dobrze prawą i lewą nogą. Mówię o dobrym, mocnym, celnym podaniu i strzale” — to stwierdzenie, które odnosi się do bardzo konkretnego, mierzalnego aspektu gry. Obustronna noga u środkowego obrońcy to nie ozdobnik w CV. To parametr, który bezpośrednio wpływa na tempo rozgrywania piłki od tyłu. Obrońca, który nie musi się przekładać na preferowaną nogę pod pressingiem, zyskuje ułamek sekundy przy każdym podaniu. W Bundeslidze, gdzie pressing jest jednym z najintensywniejszych w Europie, ta ułamkowa przewaga skaluje się na dziesiątki sytuacji w ciągu meczu.
Leszczyński ma 19 lat i dorobek zaledwie czterech spotkań w seniorskiej drużynie Legii Warszawa. Statystycznie to prawie nic. Normalnie piłkarz z takim bagażem minut musiałby odbić się od kilku szczebli, zanim trafiłby do klubu z czołowej piątki europejskich lig. Tymczasem Borussia zapłaciła za niego około 3 miliony euro, co przy tak skromnej próbce meczów świadczy o jednym — dane treningowe, scouting wideo i parametry fizyczne musiały być na tyle przekonujące, że klub podjął ryzyko zakupu prospektu, a nie sprawdzonego produktu.
Okres przygotowawczy przyniósł potwierdzenie. Leszczyński regularnie pojawiał się w pierwszym zespole podczas sparingów i zbierał pozytywne recenzje w niemieckich mediach. Polanski sam przyznał, że został „bardzo pozytywnie zaskoczony” poziomem, jaki Polak prezentuje na co dzień w Borussii. Jednocześnie nie ukrywał, że zderzenie z tempem Bundesligi przyniesie błędy. To realistyczne podejście: nawet najlepiej rokujący defensorzy potrzebują kilkudziesięciu meczów, żeby ustabilizować się na najwyższym poziomie.
Konkurencja w linii obrony wzrosła po transferze Ko Itakury. Japoński środkowy obrońca to zawodnik o ugruntowanej pozycji w lidze niemieckiej, co oznacza, że Leszczyński raczej nie będzie od razu podstawowym graczem. Z perspektywy rozwoju nie musi to być jednak problem. Rotacja w Bundeslidze jest znaczna — kluby grające o europejskie puchary rozgrywają ponad 40 spotkań w sezonie, a przy intensywności niemieckiej ligi kontuzje i zmęczenie materiału regularnie otwierają okna dla młodych piłkarzy.
Borussia zainauguruje sezon 23 sierpnia meczem 1/32 finału Pucharu Niemiec przeciwko Schott Mainz, drużynie z niższej ligi. To typowa okazja, żeby dać minuty zawodnikom takim jak Leszczyński. Tydzień później, 29 sierpnia, czeka już poważniejszy sprawdzian — wyjazd do RB Lipsk, jednego z najbardziej pressingujących zespołów w Europie.
Jeśli Leszczyński rzeczywiście jest tak dwunożny, jak twierdzi Polanski, to właśnie mecz z Lipskiem byłby idealnym testem. Zespół Marca Rose'a w poprzednim sezonie należał do czołówki Bundesligi pod względem intensywności pressingu w pierwszych sześciu sekundach po stracie. Obrońca, który pod takim naciskiem potrafi wyprowadzić piłkę zarówno prawą, jak i lewą nogą, staje się kluczowym elementem budowania ataków pozycyjnych.
Polanski zakończył swoją ocenę stwierdzeniem, które warto zapamiętać: „Widać, że zrobi karierę i polska kadra będzie miała z niego dużo pożytku”. To nie grzecznościowa formułka. To projekcja trenera, który widzi tego piłkarza codziennie na treningach i porównuje go z resztą kadry bundesligowego zespołu. Najbliższe tygodnie pokażą, jak szybko dane meczowe Leszczyńskiego zaczną potwierdzać te słowa.