Puchacz odsłania kulisy transferu. Był krok od...
„Miałem konkretną ofertę ze Slovana Bratysława” – wyznał Tymoteusz Puchacz w rozmowie na Foot Truck. Lewy obrońca, który tego lata dołączył do Sabah FK, opowiedział o zamieszaniu na rynku transferowym i niełatwych wyborach.
Tymoteusz Puchacz znów gości na ustach kibiców, ale nie tylko przez swoją grę w Sabah FK. Piłkarz w rozmowie na kanale Foot Truck pokusił się o szczerą opowieść z kulis letniego okna transferowego. Jak się okazuje, jego traf do Azerbejdżanu był rezultatem mezaliansu pary niedomkniętych drzwi i... nie do końca trafionych kalkulacji.
Jeszcze niedawno 26-letni Puchacz występował w niemieckim Holstein Kiel i angielskim Plymouth Argyle. Niestety, oba zespoły pożegnały się z ligowymi elitami, a przyszłość lewego obrońcy stanęła pod znakiem zapytania. Gdy upływały ostatnie godziny na transferowy ruch, obrońca był, jak sam ujawnia, w trudnej sytuacji: "Był kryzys, zgrzytanie zębami, ciężki moment... Dużo opcji się pozamykało. Nie miałem za dużego wyboru, gdzie wcześniej były propozycje, które rozważałem. Razem z agencją podjęliśmy takie decyzje, że dziś może postąpiłbym inaczej. Czy przeszarżowaliśmy? Można tak powiedzieć. Na papierze było to atrakcyjniejsze niż to, co miałem później. Czy czekałem na coś lepszego? Trochę tak, trochę nie" – przyznał Puchacz w rozmowie na Foot Truck.
Najciekawsze jednak przyszło dalej. Obrońca zdradził, że na stole leżała już konkretna umowa ze Slovana Bratysława. "Chciałem tam pójść, byliśmy prawie dogadani, ale jak to bywa na rynku transferowym, ktoś wyskoczył i wskoczył na moje miejsce" – mówi.
Puchacz ostatecznie trafił do Sabah FK na zasadzie rocznego wypożyczenia. W Azerbejdżanie odnalazł się błyskawicznie – rozegrał dotąd 14 spotkań i aż 5-krotnie asystował kolegom. Jego bogata piłkarska wędrówka obejmuje już m.in. FC Kaiserslautern, Panathinaikos, Trabzonspor i Union Berlin.