Harry Kane okiem Barcelony? Anglik komentuje plotki o transferze
Harry Kane nie ma sobie równych w Bundeslidze, regularnie trafia do siatki i właśnie dołożył dwa gole przeciwko Eintrachtowi Frankfurt. Zaskoczenie wywołały więc plotki o zainteresowaniu Anglikiem ze strony FC Barcelony, która coraz śmielej myśli o czasach po Robercie Lewandowskim. Sam zainteresowany odniósł się do tematu jednoznacznie, choć temat transferu podgrzał także jeden z kandydatów na nowego prezesa katalońskiego klubu.
Harry Kane od dawna bryluje jako napastnik na europejskich boiskach, ale w barwach Bayernu Monachium wszedł na jeszcze wyższy poziom. Zdobywając 28 bramek w 23 spotkaniach Bundesligi, niemal deklasuje konkurencję. W miniony weekend znów przypomniał wszystkim o swojej skuteczności, wbijając dwa gole Eintrachtowi Frankfurt.
Mimo to pojawiły się zaskakujące głosy o zainteresowaniu Kanem przez FC Barcelonę, która powoli musi myśleć o przyszłości bez Roberta Lewandowskiego. Anglik szybko zareagował na medialne zamieszanie, mówiąc po meczu: "Nie słyszałem nic na ten temat. Odpowiadają za to mój ojciec i brat, ale jeszcze nic mi nie powiedzieli. Jak już nieraz mówiłem, jestem bardzo szczęśliwy w Bayernie. Skupiam się na tym sezonie i na tym, co czeka mnie tutaj. Traktuję to jak komplement".
Kane odciął się od plotek, podkreślając, że sprawy transferowe leżą po stronie członków jego rodziny. Jednocześnie sprawą dolał oliwy do ognia Sergi Vilajoana, kandydat na prezesa Barcelony, który w piątek podczas jednego ze spotkań przedwyborczych oficjalnie przyznał, że "Tak, rozpoczęliśmy kontakt. Ja osobiście nie, ale ludzie z mojego projektu już sondują. Nie tylko Harry'ego Kane'a, chodzi o szerszy zakres zawodników. Kane? To profil napastnika, który mógłby się Barcelonie przydać, ale równie dobrze mogłem mówić o kilku innych nazwiskach".
Władze Barcelony rzeczywiście rozważają przyszłość, w której zabraknie Lewandowskiego – Polak w sierpniu kończy 38 lat, a jego liczba minut stopniowo spada. Samo zainteresowanie Kanem przypomina więc trochę scenariusz sprzed dwóch lat, gdy właśnie z Monachium przenosił się na Camp Nou Lewandowski, mając za sobą status najlepszego „dziewiątki” świata. Wówczas też nacisk piłkarza odegrał kluczową rolę, choć Blaugrana borykała się wtedy ze sporymi kłopotami finansowymi.
W tej chwili jednak transfer Kane'a pozostaje przede wszystkim narzędziem walki wyborczej. Póki co, snajper Bayernu skupia się wyłącznie na strzelaniu kolejnych goli w Niemczech, nie zawracając sobie głowy zamieszaniem wokół własnego nazwiska.