Barcelona nie zapłaci więcej niż 50 mln euro za napastnika. Możliwa wymiana
Poszukiwania następcy Roberta Lewandowskiego w FC Barcelona nabierają tempa. Klub z Katalonii jasno wytyczył finansowe granice: za wymarzonego napastnika z Atletico jest gotów zapłacić nie więcej niż 50 mln euro. Sęk w tym, że madrytczycy oczekują za swojego snajpera aż dwukrotnie wyższej kwoty. Pomysł? Włączenie do wymiany cenionego przez Rojiblancos Ferrana Torresa. Cel jasny, przeszkody – poważne. Czy Blaugrana zdoła przełamać impas, nie łamiąc własnych zasad finansowych?
FC Barcelona nie ustaje w poszukiwaniu nowego lidera linii ataku na przyszłość. Na celowniku działaczy Blaugrany znajduje się napastnik Atletico Madryt, którego upatrują w roli następcy Roberta Lewandowskiego. Jednak już na starcie rozmów pojawiła się poważna przeszkoda – różnica w oczekiwaniach finansowych obu klubów rozjeżdża się niemal dwukrotnie.
Jak donosi "AS", Barcelona gotowa jest przeznaczyć na transfer około 50 mln euro. To, jak na realia katalońskiego giganta, kwota niemała, tym bardziej że klub twardo podkreśla priorytet utrzymania stabilności finansowej. Sam zarząd wyklucza rzucanie się z motyką na słońce nawet dla wymarzonego nazwiska w ataku.
Po drugiej stronie Atletico Madryt trzyma się twardo: jeśli ktoś chce rozmawiać o sprzedaży Argentyńczyka, musi zacząć negocjacje od przynajmniej 100 mln euro. Dodatkowo w kontrakcie napastnika widnieje zaporowa klauzula odejścia – 500 mln euro. Klub ze stolicy Hiszpanii pracuje zresztą nad przedłużeniem umowy z napastnikiem, chcąc zupełnie zamknąć temat jego odejścia w letnim oknie transferowym.
Barca, szukając innych rozwiązań, bierze pod uwagę włączenie do transakcji jednego ze swoich piłkarzy. Najczęściej pojawia się tu nazwisko Ferran Torres, który zdaniem madryckich mediów cieszy się uznaniem w oczach sztabu Atletico. To właśnie ewentualna wymiana mogłaby pozwolić zmniejszyć gotówkową przepaść dzielącą oba kluby.
Katalończycy doskonale znają aktualny układ sił – przewaga negocjacyjna należy w tej chwili do Atletico, które mocno zabezpiecza interesy swoje i samego napastnika. Barcelona nie chce jednak wchodzić w ryzykowne układy, wprost komunikując: "nie złamiemy zasad dla żadnego transferu".
Mimo barier finansowych Barcelona uważnie obserwuje sytuację. Sztab nie wyklucza, że zewnętrzne czynniki – w tym ewentualna wola samego zawodnika – mogą kiedyś przechylić szalę. Z przecieków wynika, że Argentyńczyk miałby być zainteresowany występami na Spotify Camp Nou, choć sam publicznie nie zdradza szczegółów dotyczących swojej przyszłości. W każdym razie na razie Katalończycy odkładają agresywne ruchy do momentu, aż sytuacja realnie się zmieni – czy to po stronie Atletico, czy napastnika.