Anthony Musaba mógł trafić do Legii. Wybrał Samsunspor
Niewiele brakowało, by Anthony Musaba został zawodnikiem Legii Warszawa. Sam zainteresowany przyznał, że miał do wyboru ofertę stołecznego klubu i Samsunsporu. Zdecydował się na Turcję, a dziś warszawianie mogą tylko patrzeć, jak Holender robi furorę w lidze i na europejskim rynku. Zimą Fenerbahçe zapłaciło za niego niemal sześciokrotność kwoty, jaką wyłożył Samsunspor, a Musaba już zbiera kolejne liczby w Stambule.
Anthony Musaba był naprawdę o krok od przeprowadzki na Łazienkowską. Holenderski skrzydłowy w rozmowie z portalem voetbalzone.nl przyznał, że latem miał na stole realne oferty z Legii Warszawa oraz Samsunsporu. Wybrał klub z Turcji, kierując się – jak sam podkreślił – chęcią gry na możliwie najwyższym poziomie, niezależnie od kraju.
– Dla mnie szczególnie ważne było, żebym grał gdzieś na najwyższym poziomie. Kraj nawet nie miał dla mnie znaczenia. Mogłem wybrać między Samsunsporem a Legią Warszawa. Ostatecznie wybrałem Turcję, żeby tam jeszcze bardziej się wybić – wspomina 25-letni Holender, którego transferowe losy mogły potoczyć się zupełnie inaczej.
Wcześniej Musaba przez dwa sezony błyszczał w Sheffield Wednesday, zbierając dobre recenzje za 80 spotkań, 12 goli i 11 asyst. Po udanym epizodzie w Anglii skrzydłowy postanowił zmienić otoczenie, a statystyki przyciągnęły uwagę chociażby działaczy Legii. Ostatecznie to Samsunspor przekonał go do siebie, płacąc za niego zaledwie milion euro.
I to była inwestycja, na której w Turcji szybko skorzystali. W barwach Samsunsporu Holender zaliczył 22 występy, sześć razy wpisał się na listę strzelców (m.in. przeciwko 'Wojskowym' w Lidze Konferencji UEFA) i dołożył cztery asysty. Takie liczby nie mogły umknąć największym graczom ligi – zimą do akcji weszło Fenerbahçe i wydało na Musabę aż 5,75 miliona euro.
Transfer do Stambułu okazał się dla skrzydłowego strzałem w dziesiątkę. W nowych barwach już zanotował piętnaście występów (758 minut gry), zdobył dwa gole i czterokrotnie obsłużył kolegów asystami. A Legia? Włodarze stołecznego klubu chyba mają o czym myśleć, widząc jak dynamicznie rozwija się kariera piłkarza, którego mieli niemal na wyciągnięcie ręki.