Jeden gol wystarczył. Kolumbia melduje się w fazie pucharowej mistrzostw świata
Już pierwszy kwadrans spotkania mógł ustawić cały mecz – Kolumbijczycy zaczęli z wysokiego „C”, a Daniel Munoz szybko trafił w słupek. Chwilę później doprowadził nawet piłkę do bramki Kongijczyków, lecz sędzia nie miał wątpliwości: spalony. Ciągłe ataki, poprzeczka i mnóstwo strzałów, a jednak na gola kibice musieli czekać aż do siedemdziesiątej szóstej minuty. Kolumbia, choć kończyła mecz skromnym 1:0, była wystarczająco skuteczna, by zameldować się w fazie pucharowej mundialu i przed ostatnią kolejką zapewnić sobie komfort przed wielkim starciem z Portugalią.
Na mundialu nie ma miejsca na kalkulacje – to właśnie pokazała reprezentacja Kolumbii, która grała z Demokratyczną Republiką Konga o przepustkę do fazy pucharowej. Wygrana z Uzbekistanem (3:1) w pierwszym meczu ustawiła sytuację w grupie, ale to spotkanie już od pierwszych minut trzymało w napięciu.
Kolumbijczycy nie kazali długo czekać na emocje. Już w 4. minucie Daniel Munoz – aktywny od początku – zamknął dynamiczną akcję, po czym wpakował piłkę w słupek. Kilkadziesiąt sekund później piłka wylądowała w siatce po jego strzale, lecz boczny sędzia od razu zasygnalizował spalonego, a weryfikacja szybko rozwiała wszelkie wątpliwości. Munoz jeszcze protestował, ale sędzia nie dał się przekonać.
W kolejnych minutach Kolumbijczycy nie zwalniali. James Rodriguez przetestował czujność Lionela Mpasi strzałem z dystansu, później jeszcze bardziej popisał się Mojica, a Diaz tylko złapał się za głowę, patrząc, jak bramkarz Konga odbija kolejne groźne próby. Gustavo Puerta dorzucił jeszcze jedno uderzenie, a Mojica – tuż po przerwie na nawodnienie – stanął przed doskonałą szansą, lecz dograł za plecy partnerów.
Statystyki pierwszej połowy mówiły same za siebie: Kolumbia aż 14 razy próbowała zaskoczyć rywala, Kongijczycy zaledwie dwukrotnie odpowiedzieli. Ale na tablicy wyników wciąż widniało 0:0. W tej sytuacji druga część spotkania musiała przynieść rozstrzygnięcie.
Zaraz po przerwie Luis Diaz był bliski gola, ale Mpasi znów robił, co mógł. Jhon Arias dostał szansę dobitki, lecz piłka minęła słupek. Kolumbijczycy przez moment spuścili z tonu. Kongijczycy przejęli inicjatywę tylko na chwilę, by po kolejnym ostrzeżeniu zespół z Ameryki Południowej znów ruszył do ataku.
Decydujący moment nadszedł w 76. minucie – to właśnie wtedy Munoz zamknął akcję po zamieszaniu i wykorzystanym upadku Cordoby, uderzając z bliska. Piłka odbiła się jeszcze od Steve'a Kapuadiego, co kompletnie zmyliło bramkarza Konga. Drugi raz bramka została już uznana i Kolumbia prowadziła.
Chwilowy szał nie wywołał większego chaosu – Diaz miał krótko potem piłkę dwa razy w siatce, ale oba trafienia nie zostały uznane: raz za faul, kolejny raz przez spalonego. Puerta jeszcze próbował z dystansu, ale znów górą był golkiper z Konga.
Dopiero doliczony czas gry przyniósł pierwszy celny strzał Kongijczyków – Nathanael Mbuku uderzył z dystansu, jednak Camilo Vargas zachował pełną czujność. W ofensywie Konga zabrakło konkretów, a Kolumbia konsekwentnie dowiozła wygraną do ostatniego gwizdka.
Dla Kolumbii ten skromny, lecz cenny triumf oznacza miejsce w fazie pucharowej. Zespół już teraz może skoncentrować się na hitowym starciu z Portugalią, które rozstrzygnie kwestię pierwszego miejsca w grupie. Z kolei Kongijczycy o wszystko zagrają z Uzbekistanem.
Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga 1:0 (0:0)
1:0 Daniel Munoz 76