Ancelotti po porażce Brazylii z Norwegią na MŚ 2026. Jest deklaracja
Brazylia znów musi odłożyć marzenia o szóstym tytule mistrza świata na później. Od ostatniego triumfu w 2002 roku minęło już ponad dwie dekady, a po dramatycznej porażce z Norwegią w 1/8 finału MŚ 2026, tęsknota za zwycięstwem może potrwać co najmniej do mundialu w 2030 roku. To największy zawód od 1990 roku, kiedy Brazylijczycy odpali równie wcześnie, ulegając wtedy Argentynie.
Tym razem katem „Canarinhos” okazała się Norwegia, która skutecznie powstrzymała ofensywę Brazylii i zakończyła ich udział w turnieju już na etapie 1/8 finału.
Tuż po meczu Carlo Ancelotti zdecydowanie odniósł się do spekulacji o swojej przyszłości. — To nie koniec, to początek nowego cyklu. Będziemy dalej pracować, by poprawić tę reprezentację — stwierdził selekcjoner, którego kontrakt ma obowiązywać do kolejnego mundialu w 2030 roku.
Ancelotti nie ukrywał rozczarowania, ale szybko przeszedł do konkretów: „Taki jest sport, wykorzystamy ją jako paliwo do następnego cyklu. To początek nowej przygody” — mówił z przekonaniem i zapowiedział, że poszukiwanie nowych rozwiązań kadrowych jest koniecznością. Coraz głośniej mówi się także o ewentualnym rozstaniu z kadrą przez Neymara, który mocno zasugerował taką decyzję w pomeczowej rozmowie.
Trener zapewnia, że grupa piłkarzy jest silna, ale konieczne będą zmiany szczególnie w drugiej linii. — Musimy pomyśleć o drugiej linii, potrzebujemy młodych talentów nadających się do gry w reprezentacji — podkreślił Ancelotti, nie zostawiając złudzeń, że czeka nas proces odmładzania kadry.
Selekcjoner wytłumaczył też decyzje personalne dotyczące rzutów karnych. W pierwszej połowie do piłki podszedł Bruno Guimares, jednak jego strzał obronił norweski golkiper Orjan Nyland. — Przygotowaliśmy statystyki. Bazując na nich, pierwszy był Neymar, drugi Raphinha, a Bruno był trzeci. Na boisku wtedy był już tylko ten ostatni — tłumaczył szkoleniowiec. Gdy w końcówce meczu karnego pewnie wykorzystał Neymar, było już za późno, by odmienić losy meczu.