Ukraina ogrywa Islandię w końcówce meczu na Legii
Kibice reprezentacji Polski śledzili pojedynek Ukrainy z Islandią z zapartym tchem – gol w końcówce spotkania na stadionie Legii sprawił, że sytuacja Polaków przed barażami stała się bardzo nerwowa. Drużyna Jana Urbana mogła mieć spokojniejszą drogę, ale decydujące trafienie tuż przed końcem wszystko skomplikowało. W dodatku w innych meczach eliminacyjnych nie zabrakło niespodzianek.
Stadion Legii w niedzielę zamienił się w arenę, na której ważyły się nie tylko losy Ukrainy i Islandii, ale – tak naprawdę – także nadzieje Biało-Czerwonych. Dla Polaków istotne były dwa rezultaty: remis lub porażka naszych sąsiadów z Ukrainy. Każdy inny scenariusz mocno komplikowałby sprawę koszyka przed losowaniem baraży. Skończyło się – niestety dla nas – najgorzej jak mogło: Ukraina wygrała 2:0, zapewniając sobie miejsce w dalszej rywalizacji.
Przebieg meczu w Warszawie długo sprzyjał Polakom. Wprawdzie Ukraina dominowała, ale jedyna sytuacja z pierwszej połowy godna większej uwagi to strzał Wiktora Cyhankowa – po którym piłka tylko zadzwoniła w poprzeczkę. Remis 0:0 do przerwy sprawił, że Islandia pozostawała na drugim miejscu w grupie i to ona była na pole position w walce o baraże.
Na drugą połowę Ukraińcy wyszli jeszcze ostrzej, jednak islandzki mur długo trzymał, a pod polem karnym gospodarzy kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco. Zwłaszcza w 78. minucie, kiedy to Anatolij Trubin ratował Ukrainę tuż przed utratą gola. Wydawało się, że Islandczycy wytrzymają do końca... aż nadeszła feralna 83. minuta. Po rzucie rożnym gospodarze wreszcie dopięli swego, a ledwie chwilę później przypieczętowali awans, dokładając drugą bramkę w doliczonym czasie – piękny strzał z pola karnego w wykonaniu Ołeksija Huculaka.
Biało-Czerwoni, choć niemal pewni gry w barażach, nagle mogą stracić korzystne rozstawienie. Jeśli inne wyniki nie ułożą się po naszej myśli, kluczowy będzie ostatni mecz z Maltą. Tam liczyć się będzie każdy punkt i każdy gol, by utrzymać miejsce w pierwszym koszyku i uniknąć groźnych rywali już w półfinale.
Gorąca grupa D i niespodzianka z Azerbejdżanu
Jednocześnie w grupie D trwała jeszcze jedna walka – Azerbejdżan, świeżo po zmianie trenera po nieudanej przygodzie Fernando Santosa, pokazał pazur. Już w 4. minucie Renat Dadaszow, napastnik Motoru Lublin, wpisał się na listę strzelców przeciwko Francji. Faworyci w końcu wygrali 3:1, ale gospodarze i tak pokazali się z nieoczekiwanie dobrej strony, zwłaszcza patrząc na kiepską formę w ostatnich miesiącach.
Wśród innych rozstrzygnięć warto wspomnieć o grupie K. Tutaj awans była formalnością dla Anglii, a miejsce w barażach wywalczyła Albania. Harry Kane dał Anglikom dwie bramki pod koniec spotkania, zapewniając swojej drużynie komplet punktów. Serbia rozczarowała, wygrywając tylko 2:1 z Łotwą, dla której trafił dobrze znany polskim kibicom Vladislavs Gutkovskis.
Tabele grup po finiszu eliminacji prezentują się następująco:
Tabela grupy D:
- Francja – 6 meczów, 5 zwycięstw, 1 remis, 0 porażek, bilans 16:4, 16 punktów
- Ukraina – 6M, 3Z, 1R, 2P, 10:11, 10 pkt
- Islandia – 6M, 2Z, 2R, 2P, 13:11, 7 pkt
- Azerbejdżan – 6M, 0Z, 1R, 5P, 3:16, 1 pkt
Tabela grupy K:
- Anglia – 8M, 8Z, 0R, 0P, 22:0, 24 pkt
- Albania – 8M, 4Z, 2R, 2P, 7:5, 14 pkt
- Serbia – 8M, 4Z, 1R, 3P, 9:10, 13 pkt
- Łotwa – 8M, 1Z, 2R, 5P, 5:15, 5 pkt
- Andora – 8M, 0Z, 1R, 7P, 3:16, 1 pkt
Polacy muszą teraz oglądać się na wyniki innych ekip i nie pozwolić, by kolejna końcówka meczu odebrała im upragnione miejsce w pierwszej części drabinki barażowej.