Starcia gigantów i klasyk na start czwartej kolejki Ligi Mistrzów UEFA – StolicaSportu.pl

Starcia gigantów i hit na start czwartej kolejki Ligi Mistrzów UEFA

Stadion Paris Saint-Germain - Parc des Princes
fot. Tim L. Productions on Unsplash
Domyślna grafika
Maciek
4 listopada 2025 12:09
4 minuty czytania

Już we wtorek czwarta kolejka fazy ligowej Ligi Mistrzów UEFA rozpocznie się mocnym uderzeniem – aż czterech liderów tabel, w tym Paris Saint-Germain czy Bayern Monachium, wychodzi na boisko. Szykują się hity: francusko-niemiecka czołówka, Liverpool naprzeciw Realu Madryt i szereg meczów, w których faworyci muszą się pilnować, by nie stracić punktów.

Czwarta kolejka Ligi Mistrzów UEFA rusza z przytupem – już pierwszego dnia czekają nas mecze będące kwintesencją wielkiego futbolu. Z pięciu obecnych liderów rozgrywek aż czterech wybiega dziś na murawę, a dwóch zmierzy się ze sobą w bezpośrednim spotkaniu na szczycie.

Na otwarcie kibice skupiają wzrok na meczu w Neapolu, gdzie obecny mistrz Włoch podejmuje Eintracht Frankfurt. Obie drużyny mają na koncie po trzy punkty – nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatnio obie wróciły do domów upokorzone. Napoli rozbite na wyjeździe przez PSV Eindhoven aż 2:6, Eintracht pokonany w swojej twierdzy przez Liverpool aż 1:5 – to daje sporo do myślenia i zapowiada mecz z dużą dawką nerwów.

Jednocześnie Slavia Praga podejmuje Arsenal. Czesi nie wygrali jeszcze ani jednego meczu w bieżącej edycji Champions League, ale zaskakujący remis na terenie Atalanty w poprzedniej kolejce może dodać im wiatru w żagle. Piłkarze Artety przyjeżdżają do Pragi jako liderzy Premier League, mający na koncie dziewięć (!) zwycięstw z rzędu – liczą pewnie na podtrzymanie serii.

Największe emocje mogą wzbudzać dwa hity. Najpierw Paris Saint-Germain, aktualny zdobywca LM, mierzy się u siebie z Bayernem Monachium. Oba zespoły idą łeb w łeb, mając po 9 punktów, i ciągle nie zaznały smaku porażki – stawką będzie więc nie tylko pozycja lidera, ale i prestiż czystego konta zwycięstw. PSG, w przeciwieństwie do poprzednich lat, nie jest absolutnym hegemonem krajowej ligi, więc nie może pozwolić sobie na żadne kalkulacje. Bayern natomiast, po prostu, wygrywa wszystko, gdzie się pojawi.

Drugim wielkim wydarzeniem wtorkowego wieczoru będzie pojedynek Liverpoolu z Realem Madryt. Współdzielenie w gablotach aż 21 pucharów Champions League pokazuje, że to nie jest byle jakie starcie. Anglicy, prowadzeni przez Arne Slota, po serii pięciu porażek w sześciu meczach wreszcie łapią oddech, choć zadanie nie będzie łatwe – Real, świeżo po umocnieniu się na czele La Liga, z pewnością nie odstawi nogi.

Sporting CP jako pierwsza portugalska drużyna tej serii wyjeżdża do Turynu i powalczy o pierwszą wygraną we Włoszech. „Lwy” liczą na przełamanie, bo dotychczasowy dorobek nie daje im komfortu walki o playoff. Po stronie Juventusu nowy kierunek – po zmianie trenera z Igora Tudora na Luciano Spallettiego to będzie pierwszy poważny sprawdzian w Europie dla szkoleniowca gospodarzy.

Tottenham, z początku sezonu groźny jak mało kto, stracił rozpęd, co widać po trzech porażkach w ostatnich pięciu spotkaniach. Przegrana z Chelsea zabolała, a rywalizacja z FC Kopenhaga to doskonała okazja, by wrócić na właściwe tory. Problem w tym, że Duńczycy też mają swoją bolączkę – nie ugrali jeszcze kompletu punktów, a w rodzimej stawce są daleko od walki o tytuł.

W Madrycie natomiast Atletico podejmie Union Saint-Gilloise. Hiszpanie robią to, co zawsze – są solidni, ale wyniki nie przekładają się na miejsce w czołówce ligi. W Champions League też bez fajerwerków: dwie porażki, zaledwie trzy oczka na koncie – identycznie jak Belgowie, którzy, co ciekawe, jedyny triumf zanotowali akurat na wyjeździe.

Grecki Olympiakos funduje kibicom dwa światy – krajowo walczy o tytuł, a w Europie nie potrafi nawet zdobyć zwycięstwa. PSV natomiast przyjeżdża napompowany po rozgromieniu Napoli i zamierza pójść za ciosem.

Norweskie Bodo/Glimt i AS Monaco mają bliźniacze zmartwienia – oba zespoły jeszcze nie zaznały smaku wygranej, oba notują tylko remisy w Champions League, a i ostatnie ligowe rozczarowania nie poprawiają atmosfery. We wtorek ktoś będzie musiał przełamać złą passę.

Źródło: sportinforma.sapo.pt

Wybrane dla Ciebie