Porto wygrywa w Stuttgarcie. Z Polaków grał tylko Bednarek
Na stadionie w Stuttgarcie rywalizacja Porto ze Stuttgartem już na starcie nabrała tempa. Choć gospodarze byli typowani na faworytów, to goście, w składzie których pojawił się jeden polski piłkarz, od samego początku narzucili swoje warunki. Po bramkach Terema Moffiego i Rodrigo Mory portugalska ekipa wywalczyła cenną zaliczkę przed rewanżem. Stuttgart odpowiedział tuż przed przerwą, jednak to Smoki wracają do Portugalii z korzystnym wynikiem.
Już przed pierwszym gwizdkiem spotkania VfB Stuttgart – FC Porto na stadionie MHP Arena typowania ekspertów wskazywały na przewagę gospodarzy. Jednak przebieg pierwszych minut szybko pokazał, że Smoki nie zamierzają być tylko tłem dla niemieckiego zespołu. W barwach Porto zameldował się jeden reprezentant Polski, choć cała uwaga już po 20 minutach skupiła się na szalejących napastnikach.
Najpierw William Gomes obił poprzeczkę bramki Stuttgartu, a chwilę później Terem Moffi wykorzystał fatalny błąd obrony gospodarzy i pewnym strzałem pokonał Alexandra Nubela. Zegar nie zdążył nawet zatoczyć pełnego okrążenia, gdy Zaidu Sanusi popędził lewą stroną boiska, zagrał płasko na piąty metr, a Rodrigo Mora wpakował piłkę do siatki, nie dając Nubelowi żadnych szans na reakcję.
Zespół Stuttgartu nie pozostał dłużny i w 40. minucie Deniz Undav popisał się instynktem napastnika, wykańczając zamieszanie pod bramką Diogo Costy efektownym strzałem z powietrza. Do przerwy goście prowadzili 2:1, ale druga połowa zapowiadała dalszą walkę o każdą piłkę.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do zmasowanego ataku i doczekali się swojej szansy w 70. minucie. Radość miejscowych była jednak przedwczesna – analiza VAR wykazała, że Tiago Tomas znalazł się na pozycji spalonej i gol nie został uznany. Ostatecznie podopieczni Francesco Fariolego zachowali zimną krew do ostatniego gwizdka i dowieźli cenną zaliczkę przed rewanżem.
Porto wraca teraz na własny stadion, gdzie 19 marca będzie bronić jednobramkowego prowadzenia, a kibice liczą, że polski zawodnik w składzie znów odegra kluczową rolę w rywalizacji o ćwierćfinał Ligi Europy.