Chciał Nowaka i reprezentanta Niemiec. Sztylka opowiada o niedoszłych transferach
Dariusz Sztylka w rozmowie ze Stolicą Sportu opowiedział o kulisach wyboru Odry Opole, planie budowy drużyny gotowej w przyszłości walczyć o Ekstraklasę, polityce transferowej oraz zawodnikach, których próbował sprowadzić.
W maju dołączył Pan do Odry Opole. Miał Pan również oferty z innych klubów?
– Miałem jeszcze zainteresowanie ze strony jednego klubu, który ostatnio spadł z Ekstraklasy, natomiast przekonał mnie pomysł na funkcjonowanie Odry. Spotkałem tutaj ludzi pełnych zaangażowania, z jasno określonym planem na to, jak ta drużyna ma wyglądać za dwa lata. Na taki okres umówiliśmy się na współpracę.
Naszym celem jest zbudowanie drużyny, która będzie realnie walczyła o awans do Ekstraklasy. Ten plan wydał mi się rozsądny i przede wszystkim realistyczny. Uważam, że Odra Opole ma duży potencjał i odpowiednie możliwości. Przy mądrym zarządzaniu i konsekwentnym budowaniu klubu jest w stanie w ciągu dwóch sezonów walczyć o awans.
Kadra będzie budowana w taki sposób, aby w drugim sezonie była w stanie rywalizować z klubami dysponującymi znacznie większymi budżetami i regularnie walczyć o czołowe miejsca w 1. Lidze. Razem z trenerem chcemy stworzyć kompletny zespół. Nie zależy nam na tym, żeby był bardzo młody albo bardzo doświadczony.
Okno wciąż trwa. Szukamy jeszcze jakościowych zawodników o odpowiednim profilu motorycznym i piłkarskim, którzy będą w stanie realizować zadania stawiane przed drużyną. Zdajemy sobie sprawę, że zespół nadal nie jest kompletny. Cały czas pracujemy nad jego rozwojem. Oczywiście są pewne uwarunkowania, które wpływają na nasze decyzje transferowe i musimy je brać pod uwagę. Dlatego nie mogę dziś powiedzieć, że kadra na rundę jesienną jest już zamknięta. Przed nami jeszcze praktycznie miesiąc okna transferowego i liczę, że odpowiednio wzmocnimy skład. Mam nadzieję, że po zakończeniu okna będziemy jeszcze silniejsi.
Jakich zawodników szukacie?
– Przede wszystkim ofensywnych. Jeżeli chcemy osiągać dobre wyniki, to właśnie na tych pozycjach musimy zwiększyć rywalizację. Trener powinien mieć do dyspozycji piłkarzy, którzy dzięki swojej jakości indywidualnej, współpracy z partnerami i odpowiednim decyzjom będą potrafili robić to, co w piłce najtrudniejsze – asystować i zdobywać bramki.
Nie chciałbym dziś zdradzać nazwisk, ponieważ nie mamy jeszcze dopiętych szczegółów z żadnym z zawodników. Patrzymy dwutorowo. Rozmawiamy zarówno z piłkarzami doświadczonymi, którzy mają za sobą występy w Ekstraklasie, jak i z młodszymi, którzy już pokazali się na poziomie centralnym. Nie nazwałbym ich projektami, ale są to gracze z odpowiednimi cechami motorycznymi i dużym potencjałem. Wierzymy, że przy dobrej pracy sztabu szkoleniowego mogą szybko się rozwinąć i stać się podstawowymi zawodnikami.
Czy patrzycie przede wszystkim na konkretny poziom rozgrywek? Bardziej interesują Was zawodnicy z I ligi czy z Ekstraklasy?
– Skupiamy się przede wszystkim na rynku krajowym. Chcemy zbudować zbilansowaną kadrę. Mamy kilku doświadczonych zawodników, którzy w trudnych momentach sezonu będą mogli wspierać młodszych kolegów.
Jednocześnie szukamy piłkarzy mających za sobą jeden lub dwa sezony na poziomie centralnym. Widzimy u nich cechy, które pozwalają sądzić, że bardzo szybko zrobią kolejny krok w rozwoju – zarówno pod względem umiejętności, jak i skuteczności na boisku.
Jak ważnym transferem było sprowadzenie Tomasza Gajdy?
– Bardzo nam zależało, żeby Tomek Gajda trafił do Odry. Ma cechy lidera, dobrze zna system pracy trenera Łukasza Tomczyka, z którym przez długi czas współpracował w Polonii Bytom. Do tego pochodzi z Opola, a ten lokalny aspekt również ma dla nas znaczenie.
Negocjacje z Polonią Bytom trwały długo. Było sporo emocji i zwrotów akcji, ale ostatecznie udało się doprowadzić transfer do końca. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.
Dlaczego postawiliście właśnie na Łukasza Tomczyka?
– Bardzo długo analizowaliśmy tę decyzję. Trener Plewnia osiągnął dobry wynik punktowy w końcówce sezonu, więc nie była to łatwa decyzja. Ostatecznie uznaliśmy, że chcemy zatrudnić nowego szkoleniowca.
Od samego początku Łukasz Tomczyk – obok jeszcze jednego trenera o bardzo podobnej filozofii pracy – był moim głównym kandydatem. Bardzo się cieszę, że udało się dojść do porozumienia. Uważam, że właśnie taki trener jest dziś Odrze potrzebny. To osoba wymagająca – zarówno wobec siebie, jak i swoich współpracowników oraz całego klubu. Dzięki temu wszyscy będziemy się rozwijać. Jego dbałość o detale, szczegółowość i sposób prowadzenia procesu treningowego pozwolą rozwijać naszych zawodników, zwłaszcza tych młodszych, których mamy w kadrze naprawdę sporo.
Dobry trener potrafi rozwijać młodych piłkarzy, ale jednocześnie sprawia, że bardziej doświadczeni zawodnicy podejmują lepsze decyzje i prezentują wyższy poziom na boisku.
Wierzę, że trener Tomczyk wraz ze swoim sztabem w stosunkowo krótkim czasie podniesie ten zespół pod względem taktycznym, motorycznym i mentalnym.
Spośród zawodników, którzy od Was odeszli, których najbardziej chcieliście zatrzymać?
– Mieliśmy bardzo przejrzystą sytuację kontraktową. Wiedzieliśmy, którym zawodnikom wygasają umowy i razem z trenerem dokładnie oceniliśmy cały zespół. Wszystkie decyzje były przemyślane. Kierowaliśmy się wieloma aspektami, budując nową drużynę.
Chcieliśmy wprowadzić trochę innej jakości i trochę inne podejście do pracy. Oczywiście przy każdej decyzji pojawiały się znaki zapytania. Nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że wybiera się właściwie.
Uznaliśmy jednak, że tylko tak duże i dość odważne zmiany pozwolą wejść na wyższy poziom. Wierzę, że z czasem ta drużyna będzie prezentowała wyższą jakość piłkarską i będzie również silniejsza mentalnie.
Czy obecnie któryś z zawodników Odry ma konkretne oferty transferowe? Czy ktoś może jeszcze odejść?
– W tej chwili nie mam informacji, żeby którykolwiek z naszych zawodników otrzymał konkretną ofertę transferową. Jesteśmy dopiero po dwóch kolejkach. Będziemy również obserwować rozwój młodszych piłkarzy i to, ile minut będą dostawali. Regularna gra jest dla nich kluczowa. Jeśli uznamy, że w Odrze nie będą mieli odpowiednich możliwości rozwoju, będziemy szukali dla nich klubów, do których mogliby zostać wypożyczeni i regularnie występować.
Czy chcieliście w tym oknie sprowadzić konkretnego zawodnika, ale ostatecznie wybrał inny klub?
– Oczywiście. Tak jak powiedziałem na samym początku, patrząc na nasze możliwości finansowe, jesteśmy średnim klubem, jeśli chodzi o 1. Ligę. Nie możemy równać się z klubami, które są w stanie oferować zdecydowanie wyższe wynagrodzenia.
Było kilku zawodników, którzy ostatecznie wybrali chociażby ŁKS czy Ruch Chorzów. Musimy się z tym pogodzić, pracować dalej, szukać innych alternatyw i zawodników, których profil odpowiada temu, czego potrzebujemy i których uda się dopasować do naszego stylu gry.
Jesteśmy świadomi, że najpierw zawodnicy wybierają kluby Ekstraklasy, później te pierwszoligowe, które płacą zdecydowanie lepiej niż Odra Opole, a dopiero później pojawiamy się my.
My możemy przekonać zawodnika bardzo dobrymi warunkami treningowymi, świetną infrastrukturą oraz – moim zdaniem – jednym z najlepszych sztabów szkoleniowych i procesów treningowych w lidze. I to jest najważniejsze. Jeśli zawodnik, niezależnie od wieku, nadal chce się rozwijać, zrobić krok do przodu i wierzy w nasz projekt, wtedy chętnie do nas trafia.
Były też sytuacje, w których rezygnowaliśmy z zawodników, ponieważ czuliśmy, że zależy im wyłącznie na pieniądzach, a nie na dołączeniu do naszego projektu.
A interesujecie się zawodnikami z większych klubów, takich jak Lech, Wisła czy Legia, pod kątem wypożyczeń? Tak jak było chociażby z Bartłomiejem Barańskim?
– Tak, w tym momencie mamy trzech zawodników wypożyczonych: Maksa Pingota, Bartka Barańskiego i Bartka Biedrzyckiego. Nie chcielibyśmy dokonywać większej liczby wypożyczeń, dlatego szukamy albo zawodników wolnych, albo takich form transferu definitywnego z dużych klubów, który pozwoli nam mieć zawodnika u siebie na stałe. Chcemy też, żeby taka umowa transferowa była na tyle atrakcyjna, aby dany klub w przyszłości widział możliwość uzyskania korzyści z takiego ruchu.
Czy chcielibyście pozyskać kogoś z Lecha albo Legii?
– Tak, na pewno chcielibyśmy pozyskać zawodnika z jednego z tych dwóch klubów. Natomiast, tak jak powiedziałem, nie jesteśmy już zainteresowani wyłącznie czystymi wypożyczeniami. Chcemy budować kadrę również na własnych piłkarzach i na własnych zasadach.
To zależy od wielu czynników, bo zawsze są cztery strony: zawodnik, jego klub, drugi klub oraz agencja piłkarza. Wszystkie te strony muszą znaleźć porozumienie i wierzyć, że dany projekt będzie optymalny dla rozwoju zawodnika i korzystny dla wszystkich uczestników.
A może Pan powiedzieć, o który klub chodzi – Legię czy Lecha?
– Nie chciałbym tego mówić, bo łatwo byłoby wtedy zidentyfikować konkretnego zawodnika. Prowadzimy rozmowy, oczywiście one mogą się różnie zakończyć. Działamy też na różne warianty i zobaczymy, w którą stronę to pójdzie.
Wierzymy, że – tak jak powiedziałem na początku – nasze okienko jeszcze się nie skończyło i kadra Odry Opole będzie jeszcze bardziej wielowymiarowa. Chcemy, żeby trener miał większe możliwości, szczególnie jeśli chodzi o korzystanie z zawodników ofensywnych.
Jeśli chodzi o przeszłość, czy miał Pan kiedyś oferty z większych polskich klubów jako dyrektor sportowy? Mam na myśli chociażby Legię, Lecha, Wisłę Kraków?
– Na ten moment nie, nie miałem takiej oferty z tych dużych klubów.
A jeśli chodzi o Pana pracę w Śląsku Wrocław i Wiśle Płock – czy na przestrzeni tych lat był jakiś zawodnik, którego bardzo chciał Pan pozyskać, byliście blisko transferu, ale ostatecznie nie udało się go przeprowadzić?
– Oczywiście, takich sytuacji było sporo. Teraz trudno mi będzie odtworzyć wszystkie nazwiska, ale pracując w Śląsku Wrocław – przez pięć lat w Ekstraklasie – mieliśmy wiele przypadków, w których staraliśmy się pozyskać jakościowych zawodników z dużych klubów, ale z różnych względów nie zawsze było to możliwe.
Były też jednak sukcesy, jak chociażby Mateusz Praszelik, który trafił do Śląska, a później klub sprzedał go za bardzo duże pieniądze. Na tym właśnie polega praca dyrektora sportowego – żeby wyszukiwać zawodników, którzy w jednym klubie są trochę mniej doceniani, a ty widzisz w nich potencjał i przestrzeń do rozwoju. Wierzysz, że u ciebie się rozwiną, a później przyniesie to efekty sportowe i finansowe dla klubu.
W rozmowie z Weszło mówił Pan, że kiedyś chciał sprowadzić Bartka Nowaka do Śląska.
– Tak, Bartek Nowak to rzeczywiście taki przykład. Wiele razy rozmawialiśmy na jego temat i kilka razy było blisko, żeby trafił do Śląska. Zawsze uważałem, że to zawodnik o bardzo dużej jakości i cieszę się, że teraz jest bardzo ważną postacią w GKS-ie Katowice. Jego liczby i forma z ostatniego sezonu oraz obecnych rozgrywek pokazują, że daje bardzo mocny sygnał, jeśli chodzi o możliwość powołania do reprezentacji.
Czy przypomni Pan sobie jeszcze inne takie nazwiska?
– Takich pomysłów i prób sprowadzenia zawodników było bardzo dużo. Często jesteś przekonany, że dany piłkarz podniesie jakość drużyny, ale nie zawsze taki transfer udaje się przeprowadzić, bo na jego powodzenie wpływa wiele różnych czynników. Na pewno takich zawodników w Polsce, a także poza granicami kraju, którzy później robili kariery, było wielu.
Przypominam sobie jeszcze jedną sytuację. Ostatnio rozmawiałem z jednym z dziennikarzy o zawodniku, który występował wtedy w trzeciej lidze niemieckiej. Może nie byliśmy blisko transferu, bo to byłoby zbyt duże słowo, ale dość mocno rozmawialiśmy z agentem Deniza Undava. Wydawało się wtedy, że Śląsk Wrocław może być dla niego atrakcyjnym wyborem. Ostatecznie trafił do belgijskiego Union SG – bardzo dobrze się tam zaprezentował, a później dostał się do reprezentacji Niemiec. To jednak już dość odległa historia.
A czy był jakiś moment, kiedy konkretny klub bardzo mocno zabiegał o któregoś z zawodników z Pana drużyny, a do transferu ostatecznie nie doszło?
– Chyba najlepszym i najbardziej aktualnym przykładem była sytuacja po spadku Śląska Wrocław. Bardzo duże zainteresowanie było Piotrkiem Samcem-Talarem.
Wiedzieliśmy, jak ważny jest Piotrek dla tego klubu, dla miasta i dla kibiców. Mimo dużego zainteresowania z Ekstraklasy, nie zdecydowalibyśmy się na jego sprzedaż. Samiec-Talar był bezcennym zawodnikiem dla tej drużyny i dlatego nie doszło do transferu.