Francesco Tott dyrektorem AS Roma?
Jeszcze niedawno wydawało się, że Francesco Totti zamknął rozdział związany z Romą, ale obecne działania właścicieli klubu wskazują na zdecydowany zwrot. Legenda drużyny jest blisko objęcia stanowiska dyrektora technicznego, które ma witować nową erę stabilności i konkretnych decyzji w rzymskiej ekipie. Co ciekawe, sam Claudio Ranieri pełni rolę kluczowego doradcy przy tym projekcie, by całość ułożyła się bez nieporozumień z przeszłości. Kontakt z Tottim przyspieszył, a klub zadbał o szczegółowy podział zadań przed oficjalnym zaproszeniem byłego kapitana na spotkanie Ligi Europy.
Francesco Totti może lada moment wrócić do swojej ukochanej AS Roma – tym razem całkowicie na innych warunkach niż poprzednio. Właściciele klubu są zdecydowani, by zatrudnić legendę jako dyrektora technicznego. To już nie jest ruch na pokaz ani marzycielska próba powrotu do minionej chwały, lecz przemyślana strategia Amerykanów z rodziny Friedkin.
Dotychczasowy problem Tottiego w Romie polegał na niejasnych zakresach obowiązków i zbyt ogólnikowej funkcji reprezentacyjnej. Teraz klub, ucząc się na błędach jeszcze z czasów Jamesa Pallotty, stawia na przejrzysty podział ról w strukturze Trigorii. Chodzi im o osobę, która zna codzienność ośrodka, nie boi się presji rzymskich realiów i potrafi lawirować między oczekiwaniami kibiców a żelazną logiką zarządzania wielką drużyną.
Claudio Ranieri, pełniący funkcję starszego doradcy właścicieli, ma nadzorować całą operację, by powrót Tottiego nie skończył się kolejnym rozczarowaniem. Jego rola to nie tylko wsparcie merytoryczne – Ranieri ma działać jak sportowy mediator oraz gwarant płynnej współpracy między szatnią a gabinetami dyrektorów. Trenerzy już zostali uprzedzeni, by całość spotkała się z pozytywnym odbiorem wewnątrz klubu.
Planowane stanowisko to w pełni operacyjna rola – Totti miałby zostać swoistym łącznikiem pomiędzy szkoleniowcem, dyrektorem sportowym a zarządem. Ma to wyeliminować chaos komunikacyjny, który latami podgryzał Romę od środka.
Jak donosi La Gazzetta dello Sport, zarząd Romy nie czekał długo i już dwa tygodnie temu zaprosił byłego numeru dziesięć na mecz Ligi Europy ze Stuttgartem. Ale dopiero po ułożeniu szczegółowego schematu odpowiedzialności w klubie – wreszcie bez niejasnych sygnałów i powtarzania błędów poprzednich lat.