Jak zostać prezydentem FIFA. Czy Mioduski ma szanse?
Kilka dni temu media obiegła informacja, jakoby Norwegia, Hiszpania, Bośnia i Hercegowina, Szwecja i Niemcy oraz Polska rozważały poparcie kandydatury Dariusza Mioduskiego na prezydenta FIFA. Federacje tych państw miałyby zdecydować poprzeć właściciela Legii w wypadku braku startu właściciela PSG, Nassera Al-Khelaifiego. Pomysł wydaje się być surrealistyczny, ale wbrew pozorom nie jest niemożliwy.
Informacje TalkSPORT
Dziennikarz Ben Jacobs poinformował, że UEFA szuka kandydata, którego mogłaby wystawić przeciwko Gianniemu Infantino w zaplanowanych na marzec 2027 roku wyborach prezydenta FIFA. UEFA na początku miała brać pod uwagę dwie postacie. Pierwsza, to Aleksander Ceferin, czyli obecny prezydent UEFA. Drugą jest Nasser Al-Khelaifi – właściciel PSG, ale również bardzo ważna postać w polityce państwa Katar. Obaj panowie mają jednak nie być zainteresowani kandydowaniem. Ceferin chce pozostać w UEFA, natomiast Al-Khelaifi nie jest zainteresowany objęciem tego stanowiska. Dlatego federacje niemiecka, hiszpańska, bośniacka i szwedzka rozmawiają o poparciu innych kandydatów, a na pierwszy plan ma być wysunięty Dariusz Mioduski.
Właściciel Legii Warszawa pełni, poza pracą w stołecznym klubie, funkcje wiceprezesa ECA oraz wiceprezesa PZPN ds. zagranicznych, dzięki czemu jest znany w środowisku europejskiej piłki. Mioduski, pracując w ECA, zna się z Al-Khelaifim, który jest prezesem tej organizacji. Kiedy Al-Khelaifi przyjechał do Polski w kwietniu 2025 roku, media doniosły, że obaj panowie przez pełnione funkcje regularnie ze sobą współpracują. Ich relacje mają być dobre, czego znakiem była wizyta Al-Khelaifiego. Z tego powodu wiadomość o kandydaturze nie jest przypadkowa. Mioduski dzięki swojej pozycji w europejskiej piłce, a także dobrym relacjom z właścicielem PSG, jest traktowany jako jeden z realnych pretendentów do wzięcia udziału w wyścigu.
Droga do Prezydentury
Pierwszym krokiem w kierunku zostania prezydentem FIFA jest uzyskanie statusu oficjalnego kandydata. Aby to osiągnąć, należy spełnić kilka warunków: Po pierwsze, trzeba przez 2 z 5 lat przed zgłoszeniem kandydatury mieć aktywną działalność w piłce nożnej, np. jako wiceprezes ECA czy właściciel Legii. Kolejnym krokiem jest zebranie poparcia minimum 6 państw zrzeszonych w FIFA. Gdy i ten punkt będzie odhaczony, kandydat musi stanąć przed specjalną komisją, która orzeknie, czy spełnia on wszystkie walory etyczne i posiada odpowiednie kwalifikacje. Po przejściu tej procedury rozpoczyna się kampania wyborcza, w której trzeba przekonać do siebie 211 państw zrzeszonych w FIFA. Zasady głosowania opierają się na zasadzie „jeden kraj – jeden głos”. Aby dokładnie to zobrazować, trzeba zobaczyć układ sił w poszczególnych kontynentalnych federacjach:
Europa – 55 (26,1%), Afryka – 54 (25,6%), Azja – 47 (22,3%), Ameryka Północna i Środkowa – 35 (16,6%), Oceania – 11 (5,2%), Ameryka Południowa – 10 (4,7%)
Kandydat, aby wygrać w pierwszej turze, musi przekonać do siebie 2/3 państw, czyli uzyskać 141 głosów. Jeśli to mu się nie uda, w drugiej turze wygrywa zwykłą większością. Mioduski z zostaniem kandydatem nie powinien mieć problemów. Dotychczas właściciel Legii nie był bohaterem afer korupcyjnych czy etycznych, które mogłyby utrudnić pozytywną ocenę komisji FIFA. Czyni go to dobrym kandydatem, ponieważ trudno będzie znaleźć na niego brudy. Schody jednak zaczną się w momencie kampanii, gdzie trzeba będzie przekonać do siebie świat.
Poprzednie wybory
Poprzednie wybory na prezydenta miały przebieg, który znamy z historii państw komunistycznych. Gianni Infantino w 2019 i 2023 roku był wybierany przez aklamację, ponieważ nie zgłoszono przeciwko niemu żadnego kontrkandydata. Było to spowodowane tym, że Infantino poprzez swoją politykę zabetonował sobie głosy Afryki, Azji, mniejszych krajów z Karaibów i Oceanii, dzięki czemu zapewnił sobie wystarczającą liczbę głosów. Jego działanie oparło się na dwóch filarach:
Po pierwsze: pieniądze. Szwajcar podniósł wsparcie z FIFA Forward dla biedniejszych federacji najpierw z 400 tys. dolarów do 1,5 mln, a po wyborach w 2023 roku do 8 mln dolarów. Takie wsparcie dla biednych państw afrykańskich czy małych krajów Ameryki Środkowej jest niezbędne dla ich funkcjonowania. Kolejnym filarem jego polityki był futbol dla każdego. Infantino utrzymał decyzję o podniesieniu mundialu do 48 drużyn i większość z 16 nowych miejsc przyznał Afryce i Azji. Jak w wypadku Afryki ta decyzja miała swoje podstawy, tak co do Azji już niekoniecznie, co pokazał mijający właśnie mundial. Budując system oparty na tych dwóch filarach, a także betonując struktury FIFA swoimi ludźmi, Infantino zapewnił sobie dwie spokojne kadencje. Przed nadchodzącymi wyborami Szwajcar szykuje kampanię opartą na filarze nr 2 i ponownym rozszerzeniu mundialu o kolejne 16 drużyn. UEFA w wyborach z 2019, a szczególnie z 2023 roku, kiedy mało kto popierał dalej Infantino, nie potrafiła się skonsolidować i wybrać kandydata. Wygląda na to, że to się zmieni.
Nadchodząca kampania
Doniesienia o poszukiwaniu kandydata nie wzięły się znikąd. Kraje UEFA po ostatnich działaniach FIFA przy sytuacji z Balogunem czy po informacjach o jeszcze większym rozszerzeniu mundialu szukają kandydata, którego sam start będzie żółtą kartką dla obecnego prezydenta. Infantino przez ostatnie lata był całkowicie bezkarny i mógł czynić z FIFA swój własny folwark. Wystawienie przez UEFA kontrkandydata będzie pokazaniem, że istnieje opozycja przeciwko niemu. Poza Europą o kandydowaniu ma myśleć prezydent CONCACAF Victor Montagliani oraz szef afrykańskiej konfederacji piłkarskiej Patrice Motsepe. Montagliani jednak traktuje to jako zbudowanie swojej pozycji przed wyborami w CONCACAF. Motsepe natomiast prawdopodobnie może się wstrzymać z kandydowaniem, aby nie narażać na szwank dobrych relacji z Infantino, ponieważ liczy na jego poparcie za 5 lat.
Przez szerokie poparcie dla Infantino w krajach Afryki, Azji i Ameryki Północnej szanse na jego pokonanie będą bardzo trudne i dlatego żaden kandydat oczywisty nie chce startować. Stąd w kręgu znalazło się nazwisko Mioduskiego, dla którego sam start byłby dużym sukcesem, na którym mu zależy. Walka z Infantino byłaby już natomiast wojną Dawida z Goliatem, choć jak pokazała historia, czasami takie wojny można wygrać.
Historia nieoczywista
Zabawmy się w surrealizm. Dariusz Mioduski otrzymuje poparcie wymaganych krajów i rozpoczyna kampanię na prezydenta FIFA. Wszyscy z góry traktują to jako przegraną walkę. Mioduski jednak mimo to rozpoczyna kampanię, w której na początek dostałby wsparcie od Europy, a szczególnie Polski, która lobbowałaby za swoim kandydatem. UEFA mogłaby się skonsolidować wokół jednego kandydata, co przez pryzmat ostatnich skandali może być realne. Gdyby to się udało, Mioduski mógłby liczyć na starcie na potężne wsparcie w postaci około 55 głosów.
W walce o głosy kolejnych państw musiałby przedstawić konkretne oferty dla konfederacji afrykańskiej i azjatyckiej, które mocno wspierają Infantino. Tutaj z pomocą mógłby przyjść mu jego przyjaciel z ECA, czyli Nasser Al-Khelaifi. Wpływy Al-Khelaifiego w państwach Zatoki Perskiej mogłyby pomóc Mioduskiemu zdobyć część głosów azjatyckich. One w połączeniu z Europą mogłyby zablokować wybór Infantino w pierwszej turze, co już będzie sukcesem. W Afryce kandydatura Mioduskiego nie ma na co liczyć, ponieważ poparcie dla Infantino jest tam zbyt duże. Ewentualne wpływy właściciel Legii mógłby budować w krajach francuskojęzycznych, gdzie Al-Khelaifi ma silne wpływy. To mogłoby dać wiceprezesowi PZPN kolejne 6 głosów. W Ameryce Północnej, a szczególnie Stanach, 62-latek mógłby zostać przedstawiony dzięki swojej przeszłości jako człowiek stąd rozumiejący potrzeby amerykanów. Ci wraz z Kanadyjczykami mogliby, to ''kupić'' i go poprzeć. Poza krajami kontynentu ważne byłoby przekonanie państw wyspiarskich, stanowiących większość w tej federacji. To samo tyczy się biednych federacji z Oceanii, gdzie ważne będzie przedstawienie realnej wizji rozwoju i stałego wsparcia dla tych ubogich krajów. Nie możemy zapominać także o krajach Conmebol gdzie można zdobyć 10 głosów, jednak ze względu na wysokie poparcie dla Infantino będzie to trudne.
Kolejnym ważnym elementem byłoby wsparcie medialne beIN Sports – ważnego gracza na rynku medialnym, który należy do... Al-Khelaifiego. Co ciekawe, Mioduski, który praktycznie nie udziela się w ostatnim czasie w mediach, dał wywiad dla tej strony. Podsumowując wszystkie elementy, walka o zburzenie muru zbudowanego przez Infantino byłaby bardzo trudna. Jednak ważny jest fakt, że realne jest zablokowanie jego wyboru w pierwszej turze, co już będzie zwycięstwem dla UEFA, która chce pokazać Szwajcarowi żółtą kartkę.
O co trwa walka?
Dla UEFA przed najbliższymi wyborami cel będzie jasny – podjęcie walki z Infantino i zablokowanie jego wyboru, o co będzie szalenie trudno. Dla Mioduskiego, który może zostać potencjalnym kandydatem, celem samym w sobie nie będzie zostanie szefem FIFA, tylko zaistnienie w światowym futbolu poprzez kandydowanie. Udana kampania przeciwko Infantino, która pozwoliłaby zatrzymać jego wybór w pierwszej turze, otworzyłaby właścicielowi Legii drzwi do UEFA i FIFA. A jak dobrze wiemy, obserwując ostatnie ruchy 62-latka, ten bardzo chciałby pójść właśnie taką drogą.