Sebastian Bergier błyszczy w kluczowym meczu Widzewa – dublet daje nadzieję w Ekstraklasie
Strzelając dwa gole, Sebastian Bergier poprowadził Widzew Łódź do ważnego triumfu z Lechią Gdańsk. – Jeden błąd może cię wiele kosztować – mówił po ostatnim gwizdku zawodnik, który w dramatycznej końcówce sezonu staje się centralną postacią łódzkiego klubu. Ten wynik znacząco poprawia sytuację Widzewa w tabeli Ekstraklasy.
Sebastian Bergier właśnie urasta do symbolu nadziei kibiców Widzewa Łódź. Po niedawnej, mocno nieprzyjemnej porażce z Legią Warszawa sytuacja łodzian mocno się skomplikowała. Kibiców podłamał nie tylko rezultat, ale i świadomość, że każdy kolejny błąd może okazać się wręcz zabójczy dla losów sezonu.
Mecz z Lechią Gdańsk miał być papierkiem lakmusowym charakteru zespołu Aleksandara Vukovicia. Tym razem jednak na boisku zobaczyliśmy wyrachowaną, ale jednocześnie kreatywną drużynę. Kolejne akcje napędzali Mariusz Fornalczyk i Emil Kornvig, a na pierwszego planie pojawił się właśnie Bergier. Najpierw, po doskonałym dośrodkowaniu Fornalczyka, popisał się główką nie do obrony. Chwilę później świetnie zamknął akcję po podaniu Kornviga, znów wpisując się na listę strzelców.
Po meczu nie ukrywał, że zespół funkcjonuje pod większą presją niż zwykle. – Dla nas to była dzisiaj niespotykana sytuacja, bo gdzieś od połowy sezonu cały czas walczymy w tej czerwonej strefie – przyznał. Jednocześnie zauważył, że pierwszy raz na poważnym poziomie mierzy się z takim napięciem i świadomością, że — jak podkreślił — „jeden błąd może cię wiele kosztować, a teraz nie ma czasu na takie błędy”.
W pierwszej połowie łodzianie grali na tyle pewnie, że można było poczuć niedosyt, iż wynik nie był jeszcze bardziej okazały. – Dzisiaj podeszliśmy do tego meczu bardzo dobrze, ale też pokazaliśmy bardzo dobrą piłkę. Zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy przeciwnik, mimo dobrego początku, nie mógł się odnaleźć. Można było podusić się o czwartą i piątą bramkę. Trzeba jednak twardo stać na ziemi i cieszymy się, że podnieśliśmy się po tym trudnym okresie. Teraz wszystko jest w naszych nogach – podsumował Bergier.