Polski klasyk na remis, który nie urządza Widzewa i Legii
Atmosfera podczas klasyku Widzew – Legia sięgała zenitu już od pierwszego gwizdka. Mimo kadrowych braków w obu drużynach, piłkarze stworzyli prawdziwie pasjonujące widowisko. Opór, emocje i dramat w ostatnich minutach sprawiły, że spotkanie rozpalało kibiców do samego końca. Remisowy wynik, wywalczony głównie twardą grą i nieustępliwością, potwierdził, że derby Łodzi i Warszawy po raz kolejny nie zawiodły pod względem piłkarskich wrażeń.
Już od pierwszych minut meczu Widzew Łódź kontra Legia Warszawa jasne było, że ten klasyk Ekstraklasy będzie wyjątkowo zacięty. Kibice szczelnie wypełnili stadion w Łodzi, a atmosfera została podgrzana również przez fakt, że część trybun zajęły dzieci ze szkół – w miejsce ukaranych zakazem wyjazdowym sympatyków Legii.
Drużyna gospodarzy wyszła na murawę pod wodzą nowego szkoleniowca, Igora Jovicevicia, dla którego starcie z Wojskowymi było debiutem w tej randze meczu. Po drugiej stronie tymczasowy trener Inaki Astiz musiał zestawić zespół mocno przetrzebiony urazami – w składzie Legii zabrakło Arkadiusza Recy, Wahana Biczachczjana, Damiana Szymańskiego, Jeana-Pierre'a Nsame i Noaha Weisshaupta. Po stronie Widzewa nie zagrali Lindon Selahi, Polydefkis Volanakis i zawieszony Marcel Krajewski.
Napięcie było widoczne na boisku już od początku. W 4. minucie ostrzejsze wejście Kacpra Chodyny w Juljana Shehu skończyło się przepychanką i sygnałem, że żadna ze stron nie zamierza odpuszczać. Obie drużyny częściej demonstrowały walkę niż finezję. W pierwszym kwadransie przewagę mieli gospodarze – Alvarez spudłował ponad poprzeczką, a chwilę później Czyż groźnie przedarł się w pole karne, choć bez finalizacji.
Bramke Widzewa uratował za to Veljko Ilić, popisując się kilkoma pewnymi interwencjami. Goście starali się odpowiadać – uderzenia z dystansu Augustyniaka, Pankova i Urbańskiego nie zmierzały jednak między słupki. W 37. minucie Bartosz Kapustka zamknął centrę Wszołka groźnym strzałem, który bramkarz Widzewa wyciągnął niemal cudem.
Po zmianie stron mecz się rozkręcił, chociaż najpierw brakowało strzałów. Najpierw niecelne wykończenia Rajovicia i zablokowana próba Alvareza, a za chwilę Fornalczyk huknął w środek bramki. Czyż fatalnie rozegrał doskonałą okazję, podając zamiast strzelać z sam na sam z Tobiaszem.
W 62. minucie nervów już zabrakło – po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny dla łodzian za przewinienie Urbańskiego na Baenie. Do piłki podszedł Sebastian Bergier i mocnym strzałem otworzył wynik. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Piłkarze Legii rzucili się do odrabiania strat. Ilić musiał ratować Widzewa przy uderzeniach Wojciecha Urbańskiego i Rajovicia, a defensywa łodzian pękła w końcówce.
W 85. minucie Ermal Krasniqi nawinął Akere i płaskim strzałem doprowadził do wyrównania. Jeszcze w końcówce Kapustka posłał piłkę nad bramką, a Vinagre był o włos od zdobycia zwycięskiego gola – skończyło się jednak podziałem punktów, okraszonym solidną dawką emocji i spin na murawie.
WIDZEW ŁÓDŹ - LEGIA WARSZAWA 1:1 (0:0)
1:0 Sebastian Bergier 66-karny
1:1 Ermal Krasniqi 85
Widzew: Veljko Ilić - Stelios Andreou, Ricardo Visus, Mateusz Żyro, Dion Gallapeni - Fran Alvarez, Szymon Czyż (80' Marek Hanousek), Juljan Shehu (90+4' Peter Therkildsen) - Angel Baena (80' Bartłomiej Pawłowski), Sebastian Bergier (72' Andi Zeqiri), Mariusz Fornalczyk (80' Samuel Akere).
Legia: Kacper Tobiasz - Paweł Wszołek, Radovan Pankov, Steve Kapuadi, Ruben Vinagre - Bartosz Kapustka, Rafał Augustyniak (72' Jurgen Elitim), Claude Goncalves (65' Emal Krasniqi) - Kacper Chodyna (65' Wojciech Urbański), Mileta Rajović (72' Antonio Colak), Kacper Urbański (84' Jakub Żewłakow).
Sędziował: Patryk Gryckiewicz (Toruń).
Żółte kartki: Shehu, Ilić, Akere (Widzew) - Goncalves, Augustyniak, Urbański (Legia).
Widzów: 17 894.