Maciej Kikolski o swojej roli w Widzewie Łódź. Bramkarz komentuje brak gry
Maciej Kikolski jeszcze niedawno był uznawany za młodego, perspektywicznego golkipera, ale w rundzie wiosennej ani razu nie dostał szansy gry w barwach Widzewa Łódź. Rezerwowy bramkarz przyznał w rozmowie z „Expressem Ilustrowanym”, że nie zamierza się poddawać i nadal ciężko pracuje, mimo że obecnie Bartłomiej Drągowski jest numerem jeden pod względem wyboru sztabu szkoleniowego. Czy trzeci sezon w Widzewie przyniesie mu kolejną szansę?
Maciej Kikolski miał nadzieję, że transfer do Widzewa Łódź pozwoli mu na regularne występy w Ekstraklasie. Po dobrych występach na wypożyczeniach w GKS-ie Tychy i Radomiaku Radom, łódzki klub zapłacił za niego Legii Warszawa 300 tysięcy euro. Jednak w rundzie wiosennej młody golkiper ani razu nie pojawił się w oficjalnym meczu.
Początkowo 22-letni Kikolski musiał zadowolić się rolą numeru dwa. Sezon rozpoczął zespół pod wodzą Rafała Gikiewicza, a Kikolski zasiadał na ławce rezerwowych. Sytuacja zmieniła się już w trzeciej kolejce, gdy młody bramkarz wszedł między słupki. Nie zdołał jednak przekonać do siebie sztabu i na początku września do klubu sprowadzono jeszcze Veljko Ilicia. W sumie w pierwszej fazie rozgrywek Kikolski zameldował się między słupkami dziewięć razy, po czym znowu usiadł na ławce.
Zimą Widzew postanowił postawić na kolejne wzmocnienie, ściągając Bartłomieja Drągowskiego. Od tego czasu pozycja Kikolskiego wyraźnie się pogorszyła — stracił nawet miejsce w kadrze meczowej. W rozmowie z „Expressem Ilustrowanym” bramkarz nie ukrywał rozczarowania, ale podkreślił, że nie zamierza odpuszczać oraz cały czas przekonuje się, jak nieprzewidywalna potrafi być piłka.
– Niestety, teraz nie jest mój czas, żeby grać i pomagać drużynie na boisku. Ale dalej indywidualnie jeszcze ciężej pracuję, żeby dać sygnał sztabowi – przyznał 22-latek. – W piłce tak jest, że jednego dnia grasz, drugiego nie. Jestem przekonany, że ta szansa przyjdzie prędzej czy później i właśnie na nią ciężko pracuję.