Haniebne okrzyki z sektora Legii do piłkarzy tego klubu
Jeszcze kilka minut do końca spotkania i Legia Warszawa była na granicy kolejnej kompromitacji. Fatalna seria na murawie przekuła się na wybuch emocji kibiców w sektorze gości — pojawiły się okrzyki wulgarne i groźby pod adresem zarówno piłkarzy, jak i właściciela klubu. Atmosfera wokół stołecznej drużyny znowu wybuchła.
Legia Warszawa niespodziewanie zremisowała 2:2 z Arką Gdynia, choć długo zanosiło się na zdecydowaną porażkę. Po końcowym gwizdku jednak nastroje wśród kibiców były dalekie od euforii. Fanatycy zgromadzeni w Gdyni swoją frustrację dali upust nie tylko brakiem dopingu, ale i skrajnie ostrymi hasłami skierowanymi zarówno do piłkarzy, jak i właściciela klubu.
Jeszcze w połowie drugiej części meczu Legia przegrywała już 0:2 po trafieniach Michała Marcjanika i Nazarija Rusyna. Wydawało się, że kolejna klęska jest nieunikniona — zwłaszcza że stołeczny zespół pogrążony był ostatnio w fatalnej serii, odpadając zarówno z krajowego pucharu, jak i z europejskich rozgrywek. Sytuacja w Ekstraklasie także nie napawa optymizmem.
I właśnie wtedy pojawił się niespodziewany zwrot: dwa gole po stałych fragmentach gry w końcówce, zdobyte przez Antonio Colaka, pozwoliły warszawianom wyszarpać remis. To jednak nie wystarczyło, by zyskać uznanie własnych fanów.
Już po stracie pierwszego gola kibice Legii przestali śpiewać tradycyjne przyśpiewki i rozpoczęli bujny festiwal niezadowolenia. Pod adresem zawodników i właściciela Dariusza Mioduskiego popłynęły hasła: "Legia grać, k***a mać", "Sprzedaj klub i sp***j". Po remisie piłkarze tradycyjnie podeszli pod sektor gości, jednak zamiast wsparcia usłyszeli groźby związane z ewentualnym spadkiem.
"A jak spadniemy, to wszystkich was zaj**iemy!
Ten moment dobitnie pokazał, jak napięta stała się atmosfera wokół zespołu z Łazienkowskiej. Frustracja podsycana ostatnimi niepowodzeniami wywołała reakcje rzadko spotykane nawet w polskiej lidze. Nie było tym razem oklasków czy pocieszenia — jedynie twardy komunikat, co czeka piłkarzy i szefostwo klubu, jeśli nie poprawią wyników.