Duże emocje w walce o Trójmiasto. Skończyło się remisem
Już w szóstym minucie piłka ląduje w okienku po kapitalnym strzale Oskara Kubiaka. Arka wychodzi na prowadzenie i wydaje się, że jest na najlepszej drodze do przełamania derbowej klątwy. Jednak Lechia Gdańsk szybko pokazuje, że nie zamierza się poddać, a mecz przeradza się w prawdziwy rollercoaster emocji. Na murawie dzieje się absolutnie wszystko – od pięknych goli, przez efektowne parady bramkarzy, aż po dramatyczne zwroty akcji.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem fani nie mieli wątpliwości, że szykuje się gorący wieczór w Gdyni. Stawką kolejnych derbów Trójmiasta była nie tylko lokalna dominacja, ale też podreperowanie bilansu, który od lat jest solą w oku żółto-niebieskich. Ostatnie starcie w Gdańsku rozczarowało – w piątkowy wieczór było zupełnie inaczej, bo Arka Gdynia i Lechia Gdańsk rozegrały spotkanie, którego długo nie zapomnimy.
Pierwszy mocny sygnał dał Oskar Kubiak, już w szóstej minucie zdobywając bramkę życia. Precyzyjny strzał zza pola karnego, wprost w okienko, wprawił w euforię gdyński stadion. Ten sam Kubiak jeszcze w poprzedniej rundzie błyszczał jedynie na poziomie drugoligowego Sokoła Kleczew, a tu – bez cienia tremy – otworzył wynik derbów, które od lat spędzają sen z powiek jego zespołowi.
Napór żółto-niebieskich trwał, ale Lechia już chwilę po stracie gola mogła śmiało wyrównać. Swoje okazje mieli Bujar Pllana oraz Tomas Bobcek – zwłaszcza drugi z nich miał rzut oka na bramkę, ale fatalnie chybił najpierw w czystej sytuacji, potem trafił w słupek. Arka mogła więc do przerwy skoncentrować się na tym, w czym bywa najlepsza: konsekwentnej defensywie i czyhaniu na błędy rywali.
Tuz po zmianie stron kibice przecierali oczy ze zdumienia. Fantastyczna przewrotka – asysta – a tuż po niej bramka Marca Navarro. Było 2:0, a Lechia wyglądała na kompletnie rozbitą. Gospodarze poczuli, że to może być ich dzień. Nazarij Rusyn huknął centrostrzałem w poprzeczkę. Gdyby piłka zatrzepotała w siatce – derbowa klątwa pewnie by pękła.
I właśnie wtedy Lechia Gdańsk złapała drugi oddech. Zespół prowadzony przez Johna Carvera najpierw odpowiedział trafieniem Kacpra Sezonienki, a zaraz potem akcja Iwana Żelizki, lekki rykoszet i futbolówka wpada do bramki. 2:2 – w mgnieniu oka Arka straciła przewagę, a derby znów zamieniły się w wymianę ciosów.
Dobre okazje w końcówce miał jeszcze Sebastian Kerk, który uderzył w słupek, oraz bramkarz gości Alex Paulsen, który dwoma świetnymi interwencjami uchronił Lechię przed stratą trzeciego gola. Bohdan Wjunnyk mógł nawet przechylić szalę na korzyść gdańszczan, ale ostatecznie piłka nie znalazła drogi do siatki.
Mimo podziału punktów, kibice opuszczali stadion z poczuciem, że byli świadkami widowiska z prawdziwego zdarzenia. Po siedemnastu takich meczach Arka wciąż nie zdołała własnymi siłami przełamać wyżej notowanego rywala na szczeblu Ekstraklasy, ale remis 2:2 po takim rollercoasterze trudno uznać za porażkę.
Arka Gdynia – Lechia Gdańsk 2:2 (1:0)
1:0 Kubiak 6
2:0 Navarro 46
2:1 Sezonienko 54
2:2 Żelizko 57
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore