Cztery gole Jagiellonii z Legią, ale tylko remis
Jagiellonia Białystok nie zdołała utrzymać prowadzenia mimo błyskotliwego startu i szybko zdobytych dwóch bramek. Legia Warszawa, która miała swoje problemy, wykorzystała dwa samobóje gospodarzy i wywiozła z Podlasia cenny punkt po intensywnym widowisku pod presją kibiców. W końcówce to goście byli bliżej zwycięstwa, lecz ostatecznie bramki już nie padły.
Jagiellonia Białystok przystępowała do spotkania z Legią Warszawa mając w nogach trudny bój w europejskich pucharach, ale też niesamowite wsparcie od trybun po epickim dwumeczu z Fiorentiną. Trener Adrian Siemieniec nie miał do dyspozycji zbyt wiele czasu na regenerację – już po niecałych trzech dniach podopieczni musieli zmierzyć się z Legią, dla której każdy punkt waży jak złoto w walce o ligowy byt.
Goście od pierwszych minut ruszyli do przodu, jednak już w 5. minucie mogli być w poważnych tarapatach. Kajetan Szmyt przejął piłkę i został powalony przez bramkarza – wydawało się, że rzut karny jest formalnością, ale interwencja VAR wszystko przewróciła do góry nogami, bo okazało się, że pomocnik pomagał sobie ręką. Afimico Pululu, który ustawiał już piłkę na jedenastym metrze, musiał obejść się smakiem.
Zegar wskazywał 17. minutę, gdy białostoczanie – wyczekujący na swoje okazje – zaatakowali skutecznie. Bartosz Mazurek wypatrzył Leona Flacha, ten kropnął spektakularnie lewą nogą w samo okienko bramki Otto Hindricha i Jaga wyszła na prowadzenie. Niedługo później stadion wpadł w ekstazę po kontrataku wykończonym przez Pululu – najpierw Imaz przymierzył, Hindrich odbił piłkę wprost pod nogi Radovana Pankova, a Pululu nie miał problemu z ulokowaniem jej w siatce.
Mimo kolejnych szans – rykoszet po strzale Szmyta oraz poprzeczka po główce Pululu – Legia praktycznie nie istniała w ofensywie. A jednak, tuż przed przerwą, niefortunne zagranie Bernardo Vitala po dośrodkowaniu Chodyny spowodowało samobója i dało Legii nadzieję na powrót do gry.
Po zmianie stron sytuacja się odmieniła. Już na samym początku Mileta Rajović był bliski wyrównania – piłka po jego główce obija słupek, a w 56. minucie obrońcy Jagiellonii zupełnie się pogubili i to Leon Flach – sprawca pierwszego gola – niespodziewanie przelobował własnego bramkarza. Bramki samobójcze wprowadziły na trybuny solidny dreszczyk emocji.
Chwilę potem Pululu główkował minimalnie ponad bramką, chwilę później Szmyt szukał swojego gola po rykoszecie, ale zabrakło precyzji. Legia odpowiedziała zrywami – Rajović zaliczył kuriozalną sytuację blokując własny strzał, a Augustyniak nie zdołał pokonać Abramowicza. Nagromadzenie niewykorzystanych okazji tylko podgrzewało atmosferę.
Zawodnicy Jagi dosłownie czuli w nogach ciężar pucharowej batalii – to wykorzystała Legia, która coraz częściej gościła pod bramką gospodarzy. Bohaterem końcówki mógł zostać Norbert Wojtuszek, gdy asekurował po uderzeniu Colaka i wybił piłkę tuż sprzed linii. Bramkarz Jagiellonii chwilę potem poradził sobie ze strzałem Chodyny.
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 2:2 (2:1)
1:0 Flach 17
2:0 Pululu 22
2:1 Vital 45-samobójcza
2:2 Flach 56-samobójcza
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore