Jednoseryjny konkurs w Ruce. Polacy rozczarowali, Małysz bezlitosny
Wietrzny konkurs w Ruce przyniósł Polakom najgorszy występ od lat – poza Kacprem Tomasiakiem wszyscy Biało-Czerwoni rozczarowali kibiców. Najbardziej doświadczony duet, Piotr Żyła i Dawid Kubacki, nie nawiązał walki o punkty. Adam Małysz ocenił postawę kadry mocnym komentarzem, a jedyną iskierką nadziei okazał się 18-letni Tomasiak, którego technika i moc odbicia pozwoliły na godny rezultat.
Rywalizacja w jedynej serii sobotniego konkursu w Ruce pokazała brutalną prawdę o obecnej formie Polaków. Wiatr, porywisty i nieprzewidywalny, był cichym reżyserem zawodów, ale nie tłumaczy wszystkich błędów Biało-Czerwonych. Najlepszy był Kacper Tomasiak – zajął 18. miejsce, zostawiając w tyle bardziej doświadczonych kolegów.
Zwycięzcą na fińskiej skoczni został Anze Lanisek, który przy silnym podmuchu i trudnych warunkach odpalił znakomity lot. Tuż za nim uplasował się Ren Nikaido, a podium uzupełnił Domen Prevc. Ich skoki charakteryzowała świetna dynamika po wyjściu z progu, stabilna faza lotu oraz perfekcyjny telemark przy lądowaniu, co od razu doceniło jury. W odróżnieniu od czołówki, Polakom zabrakło precyzji – fatalne odbicia, niestabilność w locie i brak wykończenia skutkowały odległościami nieprzynoszącymi nawet drobnych punktów Pucharu Świata.
Małysz o formie kadry. Jeden promyk nadziei, reszta poniżej oczekiwań
Adam Małysz nie gryzł się w język, przyznając po zawodach, że „skoki chłopaków nie napawają optymizmem”. O Żyle i Kubackim wypalił: „Nie byli dobrzy wcześniej, a w Ruce skakali fatalnie” – co najlepiej oddaje rozmiar rozczarowania. Kamil Stoch, choć tydzień wcześniej w Falun liczył na miejsce w czołowej dziesiątce, tym razem kompletnie nie utrzymał wyczucia na progu. Zbyt późne wejście w pozycję lotną praktycznie skazywało go na anonimowe rezultaty.
Jedynym jasnym punktem weekendu był Kacper Tomasiak. Młody zawodnik imponował pewnością wybicia i stanowczym przejściem nad narty – na progu wygląda wyjątkowo dynamicznie, a sama faza lotu jest u niego płaska i stabilna. To kluczowe, szczególnie na Ruce, gdzie krótka faza po wyjściu z progu decyduje o przyspieszeniu. Sędziowie zwrócili uwagę na poprawność lądowania, choć przy silnym zmiennym wietrze zabrakło nieco idealnego wykończenia telemarkiem. Gdy tylko Tomasiak ustabilizuje prowadzenie nart, stać go na miejsca jeszcze wyższe, jak przyznał Małysz.
Prawda jest jednak bezlitosna: reszta drużyny zawiodła na całej linii. Po zakończonej serii zapowiedziano rozmowę sztabu z trenerem Maciusiakiem, bo – jak podkreślają eksperci – takich wyników nie widziano od wielu lat. Polakom nie pomogły nawet solidne warunki startowe. Zmiana ustawienia pozycji najazdowej, choć przynosiła efekty Tomasiakowi, zupełnie nie podziałała na starszych zawodników, którzy zostali w blokach już na rozbiegu.
Słabiutko to wyglądało. Oprócz Kacpra Tomasiaka, cała reszta... Skoki chłopaków nie napawają optymizmem. Jeśli poradzi sobie z nartami i nie będzie go rzucało w locie, miejsca będą wyższe. Na progu wygląda fajnie, ma moc, próg mu oddaje. Szybko wchodzi nad narty i prowadzi je płasko. Jest najlepszym punktem drużyny.
Doświadczone nazwiska w polskiej ekipie jakby nagle straciły pewność, a elementy, które dotąd uchodziły za ich atuty – powtarzalność odbicia, faza lotu bez wyraźnych ruchów korekcyjnych – w Ruce praktycznie przestały funkcjonować. Kibiców boli nie tyle brak podium, co fakt, że większość skoczków nie złapała nawet rytmu konkursowego, o godnych notach za styl nie wspominając.