Liga Mistrzów UEFA – wielka bitwa o prawa transmisyjne od 2027 roku – StolicaSportu.pl

Nowa era transmisji Ligi Mistrzów. Kto zgarnie prawa po 2027 roku?

Piłka w bramce
fot. Jan Szurek
Domyślna grafika
Eryk
23 października 2025 10:16
3 minuty czytania

„Krajobraz medialny przechodzi gwałtowne zmiany” – tak podsumował sytuację szef marketingu UEFA. Nowy przetarg na prawa do Ligi Mistrzów od sezonu 2027/28 ma szansę wywrócić telewizyjne status quo.

UEFA wypuściła na rynek długo zapowiadany, globalny przetarg na prawa do Ligi Mistrzów UEFA od sezonu 2027/28. Tym razem nie chodzi tylko o rozdział rynku krajowego – Europejska centrala celuje wysoko, kusząc światowych potentatów nowych technologii. Taki ruch może wstrząsnąć dotychczasową równowagą na rynku transmisji futbolowych.

Sercem oferty jest tzw. „lot A” – specjalny pakiet, który pozwala jednej platformie zdobyć prawa do transmisji kluczowego wtorkowego meczu na całym globie, plus finału Ligi Mistrzów i Superpucharu Europy. To aż 17 wtorkowych hitów od fazy ligowej, przy czym żaden klub nie może być pokazany częściej niż raz w tej fazie, a ograniczenia dotyczą też liczby klubów z jednego kraju. Od ćwierćfinałów zasady luzują się całkowicie.

Co ciekawe, ten światowy pakiet to nie tylko sygnał telewizyjny: zwycięzca przetargu będzie mógł budować wokół rozgrywek własny tygodniowy magazyn, a granice wyznaczy tylko kreatywność i prawa lokalne.

Prawdziwa batalia rozpęta się na całym świecie, choć Amerykanie chwilowo pozostają poza główną grą – tam prawa do Ligi Mistrzów po angielsku już wykupił Paramount do 2030 r. Sama platforma Paramount+ jednak nie rezygnuje z wejścia na inne rynki – tam może zmierzyć się z takimi gigantami jak Netflix, Amazon czy Apple, które mają chrapkę na globalny pakiet. Ostateczna kwota za lot A zależeć będzie od zasięgu zainteresowania tych potentatów – a rynek amerykański wciąż jest jednym z najistotniejszych dla UEFA.

Francuski nadawca Canal+, który dziś wykupuje 100% praw do europejskich pucharów (za ok. 480 milionów euro za sezon), już teraz patrzy na nowe zasady z dużą nieufnością. W przypadku globalnego pakietu straci bowiem ekskluzywną kontrolę nad hitem wtorkowego wieczoru.

Krajobraz medialny przechodzi gwałtowne zmiany. Dziś globalne platformy streamingowe to już codzienność – nie mogliśmy tego zignorować
– Guy-Laurent Epstein, dyrektor marketingu UEFA w rozmowie z „L'Équipe” [tłum. – red.]

UEFA nie ukrywa, że po pełnej wolności wyboru spotkań od ćwierćfinałów, zasady fazy ligowej będą pilnowane wyjątkowo restrykcyjnie – żaden klub, nawet Paris Saint-Germain czy Real Madryt, nie może liczyć na serial cotygodniowych transmisji. Ma to nie tylko zabezpieczyć różnorodność, ale i podnieść wartość pozostałych pakietów dla operatorów krajowych.

Kandydaci mają czas na złożenie wiążących ofert do 18 listopada. UEFA rozważy zarówno pulę z oferty globalnej, jak i sumę kontraktów lokalnych. Epstein podkreśla, że „cena będzie kluczowa i ten pakiet musi wnieść znaczącą część do ogólnego przychodu”. UEFA wprowadza też zabezpieczenia, by jedna drużyna – choćby Paris Saint-Germain – nie dominowała ramówki. W tej fazie żadna z potęg krajowych nie przejmie strefy medialnej dla siebie.

Otworzenie drzwi dla globalnych streamerów może być ciosem dla Canal+, ale UEFA stawia sprawę jasno: „Canal+ jest silny i wie, jak reagować. Idziemy za rynkiem, gdzie Netflix, Amazon Prime i reszta codziennie konkurują o widza”.

Źródła: Sport.fr, L'Équipe

Wybrane dla Ciebie