Ekstraklasa pytała o 22-letniego napastnika. Prezes potwierdza
Podhale Nowy Targ nie tylko chce rozwijać własnych zawodników, ale również musi liczyć się z zainteresowaniem klubów z wyższych poziomów. Prezes Michał Rubiś ujawnił Stolicy Sportu, że w letnim oknie pytano o 22-letniego Bartosza Kurzeję, nawet z Ekstraklasy.
Wywiad przeprowadzono 21 sierpnia.
W 2025 roku Podhale wywalczyło historyczny awans do 2. Ligi. To jeden z największych sukcesów piłkarskich w regionie. Jak z perspektywy czasu ocenia pan to, co udało się osiągnąć?
– To był rzeczywiście historyczny sukces i nie ma sensu tego podważać. Na Podhalu nie było wcześniej drużyny, która występowałaby na poziomie centralnym.
Z perspektywy czasu bardzo wyraźnie widać różnicę między trzecim poziomem rozgrywkowym a szczeblem centralnym. Dotyczy to właściwie każdego aspektu funkcjonowania klubu – organizacji, piłki, a nawet marketingu. To po prostu inna rzeczywistość, inne możliwości i inne perspektywy.
Jest telewizja. Wiem, że 2. Liga nie jest jeszcze takim produktem jak 1. Liga czy Ekstraklasa, ale to świetna szansa dla młodych zawodników. Mogą się pokazać, a później dostać możliwość gry na wyższych szczeblach. To ogromny pozytyw.
Widać to również na naszych trybunach. W regionie piłka jest popularna, bo praktycznie w każdej miejscowości, szczególnie na wsiach, funkcjonują drużyny na różnych poziomach rozgrywkowych. Natomiast ludzie chcą przychodzić i oglądać dobrą piłkę. Można przegrać, można wygrać – to jest sport. Jeżeli jednak grasz widowiskowo i intensywnie, tak jak nasza drużyna pod wodzą trenera Kuźmy, to po prostu dobrze się na to patrzy.
W ten sposób buduje się również pewna kultura piłkarska na Podhalu i społeczność zainteresowana naszym klubem.
Widać to również po kibicach.
– Tak. Powstał klub kibica z własnej inicjatywy. Tworzą go głównie młodzi ludzie, którzy po prostu chcą wspierać Podhale. Jeżdżą za drużyną na mecze wyjazdowe, czasami naprawdę daleko – do Skierniewic czy Kleczewa. To są wydarzenia bez precedensu. Bardzo cieszy mnie to, że w ten sposób buduje się społeczność wokół klubu.
Druga liga jest jednak bardzo wymagająca. Trzy zespoły mogą awansować, a nawet sześć może spaść. W każdym sezonie może pojawić się siedem nowych drużyn, więc do końca nie wiadomo, jak trzeba się do niej przygotować.
Pojawiają się marki spadające z 1. Ligi, z którymi trudno konkurować nawet pod względem budżetów. Z drugiej strony ta liga daje nam w regionie i w mieście dodatkowy impuls do poprawiania infrastruktury. Jeżeli jesteśmy do końca sezonu w walce o baraże i myślimy o I lidze, to wymusza pewne działania na władzach miasta.
Korzystanie z boiska zastępczego w Krakowie, nawet gdybyśmy awansowali do 1. Ligi, oznaczałoby utratę dużej części tego, co udało nam się zbudować przez ostatnie lata. To również napędza rozwój infrastruktury. W planach jest przygotowanie w tym roku koncepcji wielodyscyplinarnego obiektu, między innymi ze stadionem piłkarskim na około 4,5 tysiąca miejsc i dodatkowymi boiskami treningowymi.
Pierwsza drużyna jest oczywiście kołem zamachowym, ale trzeba pamiętać o całej reszcie – młodzieży, dzieciach i akademii, w której jest około 350 dzieci. Chcemy więc poprawiać infrastrukturę i warunki do treningu. To są bardzo pozytywne efekty tego wszystkiego.
Wspomniał pan o kwestii wizerunkowej i marketingowej. Czy planujecie mocniej zaangażować osoby związane z Nowym Targiem, takie jak Dawid Kubacki, Piotr Cyrwus czy Bartłomiej Topa?
– To bardzo ciekawy pomysł. Nie ukrywam, że wcześniej o tym nie myśleliśmy wprost, ponieważ w klubie, oprócz piłki, otworzyliśmy się również na inne dyscypliny. Od tego roku otworzyliśmy sekcję bokserską. Mamy również sekcję unihokeja kobiet, która jest bardzo mocno kojarzona z rozwojem kobiecego unihokeja w Polsce.
Prowadzimy także pilotażowe zajęcia dla skoczków i szerzej – dla dzieci związanych z narciarstwem zimowym czy klasycznym. Jesteśmy w strukturach Polskiego Związku Narciarskiego i Tatrzańskiego Związku Narciarskiego.
Pan Klimowski jest trenerem między innymi Dawida Kubackiego, Magda Pałasz prowadzi zajęcia dla dzieci w wieku od około 8 do 13 lat. Nie jest to stricte szkolenie w kierunku skoków narciarskich. To przede wszystkim ćwiczenia ogólnorozwojowe z pewnym akcentem skokowym.
Jak zainteresowanie tymi zajęciami?
– Bardzo duże. Cieszą się sporą popularnością wśród dzieci, również tych, które trenują piłkę nożną.
Dlatego wykorzystujemy Magdę Pałasz, również wizerunkowo. Chcemy promować piłkę nożną poprzez inne dyscypliny sportu.
Jeśli chodzi o aktorach, o których pan wspomniał, to rzeczywiście jest to fajny pomysł. Zainspirował mnie pan, żeby faktycznie zaprosić ich do współpracy. Pewnie jeszcze do tego wrócimy.
Staramy się zresztą zapraszać do współpracy lokalne osoby i podmioty. Przykładem może być lokalny kabaret Śleboda, który robi naprawdę fajne rzeczy. Chcemy w ten sposób poprawiać wizerunek i marketing klubu, budować społeczność oraz zwiększać rozpoznawalność Podhala.
Poprzedni sezon zakończyliście na siódmym miejscu, będąc blisko baraży o awans. Jakie są cele Podhala na obecne rozgrywki?
– Sportowcom zawsze trzeba stawiać najwyższe cele. Mamy młodych, ambitnych chłopaków i nie można im powiedzieć, że grają tylko o utrzymanie. Naszym podstawowym założeniem jest być w górnej części tabeli i możliwie długo utrzymywać się w tej strefie. A co ostatecznie przyniesie nam ten sezon, pokaże czas.
Poprzednio do końca walczyliśmy o baraże, choć początkowo nie otrzymaliśmy licencji. Przyczyny były, powiedziałbym, wręcz błahe, ale po odwołaniu udało się tę licencję uzyskać. To pokazuje, że trzeba walczyć do końca.
Nie chcę jednak mówić wprost, że walczymy o awans, tak jak robią to Łęczna, Sandecja, Pruszków czy Tychy. Oni otwarcie mówią, że chcą wrócić do pierwszej ligi. Z drugiej strony, jeśli ktoś ma ambicje, to dlaczego miałby na starcie się poddawać?
Najważniejszy jest dla nas każdy kolejny mecz i zdobywanie punktów. Potem zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi. Po rundzie jesiennej czy w trakcie wiosny będziemy mogli lepiej ocenić nasze możliwości.
Początek sezonu nie jest najlepszy. Wiecie, z czego wynikały problemy?
– Nie chcę wypowiadać się za trenera, bo to jego rola. Zrobiliśmy jednak latem dosyć duże ruchy kadrowe. Odeszło około dwunastu zawodników i mniej więcej tylu nowych przyszło. W mojej ocenie obecna drużyna jest lepsza niż ta z poprzedniego sezonu.
Potrzeba jednak czasu, żeby nowi zawodnicy zrozumieli filozofię gry trenera i żeby wszystko zaczęło funkcjonować tak jak wcześniej. W poprzednim sezonie wielu zawodników było ze sobą już drugi rok. Mieli wypracowane automatyzmy, wiedzieli, jak się zachowywać na boisku, nawet jeśli indywidualnie nie zawsze mieli większe umiejętności.
Teraz trzeba dać zespołowi trochę czasu. Mamy dobrego trenera i sztab, są to mądrzy i inteligentni ludzie, więc wierzę, że sobie poradzą.
Możliwe są jeszcze jakieś ruchy transferowe przed zamknięciem okna?
– Zobaczymy, jak potoczą się sytuacje w innych ligach. Czasami zawodnikowi nie odpowiada rola osiemnastego czy dwudziestego wyboru w drużynie i wtedy zaczynają się pojawiać różne możliwości.
Nasza kadra jest już dość mocno dopięta, ale różne rzeczy mogą się wydarzyć. Kontuzja, nieprzewidziana sytuacja w innym klubie – dopóki okno jest otwarte, zawsze może pojawić się jakaś okazja. Mogę zdradzić, że pozyskamy Kamila Kumocha z Warty Poznań.
W postaci np. młodych zawodników z większych polskich klubów?
– Nie patrzymy na to w ten sposób. Mamy już swoich młodzieżowców i chcemy ich rozwijać. Nie chcemy sprowadzać kolejnych młodych zawodników tylko po to, żeby nasi chłopcy tracili miejsce w składzie.
W przypadku zawodników z Ekstraklasy często jest też tak, że klub wypożyczający chce zagwarantować swojemu piłkarzowi określoną liczbę minut. Z jednej strony jest to dobre, bo daje mu szansę gry, ale z drugiej strony taki zawodnik znajduje się trochę pod parasolem ochronnym. Ostatecznie i tak wszystko weryfikuje boisko.
Dlatego jeśli będziemy jeszcze kogoś szukać, to bardziej doświadczonego zawodnika. Nasza drużyna i tak jest młoda. Najstarsi są Szymon Sobczak i Rastislav Vaclavik, a większość chłopaków ma 23–25 lat. Mamy również dwudziestolatków, 21-latków i jeszcze młodszych zawodników.
Niedawno w drugiej lidze zadebiutował nasz zawodnik Artur Łukasz, który jest u nas szkolony od czterech lat. Zagrał również w Pucharze Polski. To właśnie na takich zawodnikach chcemy budować zespół.
Czyli jeśli pojawi się jeszcze jakiś transfer, raczej jeden, doświadczony zawodnik?
– Tak to widzę. Być może jeden i na tym zakończymy. Ale zobaczymy, co przyniesie rynek, jakie będą oferty i rozmowy. Nie jesteśmy przecież sami na tym rynku piłkarskim.
A czy obecni zawodnicy Podhala mają oferty z innych klubów?
– Pojawiają się zapytania, ale na razie są to raczej rozeznania i sprawdzanie, czy w ogóle coś byłoby możliwe. W letnim oknie mieliśmy kilka zapytań, między innymi o Bartka Kurzeję, naszego napastnika.
Z jakiego klubu?
– Nie chciałbym zdradzać konkretnych nazw. Mogę powiedzieć tylko, że były to kluby z wyższego poziomu niż my. Pierwsza liga, a nawet Ekstraklasa (ostatecznie trafił do Puszczy Niepołomice – red.).
A trener Tomasz Kuźma? W jego przypadku również pojawiało się zainteresowanie innych klubów?
– Pod koniec poprzedniego sezonu pojawiały się takie informacje i z kuluarów wiemy, że trenerem interesowała się Polonia Bytom. Oficjalnie jednak nic się nie wydarzyło.
Trener Kuźma ma z nami jeszcze ważny kontrakt na kolejny sezon. Podpisaliśmy z nim umowę na trzy lata. Z drugiej strony wiadomo, że z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ktoś chce rozwijać się i pracować wyżej, dlaczego mielibyśmy mu to blokować? Oczywiście wszystko musi odbywać się na określonych zasadach i warunkach.
Patrząc historycznie na nasz klub, nigdy nie blokowaliśmy ambitnych trenerów. Przez Podhale przewijali się przecież trener Niedźwiedź czy trener Grabowski, a Marcin Zubek był u nas asystentem. Dzisiaj pracuje w Wiśle Płock.
Nasi trenerzy później wybijali się z Podhala i funkcjonowali w środowisku piłkarskim na wyższym poziomie. Chcemy, żeby tak było również w przyszłości.
A pan, prezes Podhala, dostał kiedyś propozycję pracy w innym klubie?
– Jestem bardzo sentymentalnie związany z tym miejscem i z klubem, więc wcześniej nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Natomiast kiedy jesteś już na poziomie centralnym i wykonujesz dobrą pracę, naturalnie pojawia się zainteresowanie.
Piłka nożna jest naprawdę bez granic i bez sufitu. Nie wiadomo, co czasami przyniesie los i kto złoży ci propozycję. Nie zamykam się na ewentualne możliwości. Jeżeli pojawiłaby się jakaś oferta, każdą trzeba byłoby po prostu rozważyć.
A która z tych propozycji była najbardziej kusząca?
– Nie było aż takich. Wszyscy w tym środowisku wiedzą, że jestem związany z tym klubem od początku. Jestem nowotarżaninem. Od 2009 roku budujemy ten klub, więc wiadomo, że mam do niego duży sentyment.
Patrząc jednak na to z perspektywy rozwoju, trenerzy czy piłkarze dostają różne propozycje, więc takie ruchy na szczeblu zarządczym również się zdarzają. Są różne kluby, różne miejsca, różne struktury właścicielskie. Właściciele mają swoje pomysły, dobierają również swoje zespoły zarządzające.
Można powiedzieć, z jakiego poziomu były te propozycje?
– Z poziomu centralnego.
Jest pan w klubie od wielu lat. Czy były sytuacje, w których bardzo chcieliście sprowadzić konkretnego zawodnika, ale ostatecznie się nie udało? Z różnych przyczyn – finansowych czy innych?
– Były takie sytuacje. Nie wymienię jednak nazwisk. Rozmawialiśmy z różnymi zawodnikami na różnych pozycjach.
Byli również piłkarze, z którymi kontaktowaliśmy się, a którzy mieli już przeszłość na poziomie Ekstraklasy, a nawet reprezentacji. To były więc dość rozpoznawalne nazwiska. Szanuję jednak zawodnika, który jest już na takim poziomie i mówi wprost: „Nie, dzisiaj nie widzę siebie w drugiej lidze”, nawet jeśli klub ma jakieś aspiracje. Jeżeli jest uczciwy i nie chce tylko odcinać kuponów, to również to szanuję.
Są przecież kluby, które budowały swoją markę i przebijały się do wyższych lig, wydając bardzo duże pieniądze. My nigdy takich pieniędzy nie będziemy płacić. Bardziej stawiamy na rozsądne i stabilne rozwiązania. Chyba że pojawiłby się inwestor, który chciałby wyłożyć duże pieniądze i miałby taki kaprys. Tylko że to również nie zawsze przynosi efekt. W piłce widzimy wiele takich przykładów. Wieczysta awansowała do Ekstraklasy, ale też musiała spędzić rok w trzeciej lidze – wówczas przegrała z nami mecz i nie wskoczyła na wyższy szczebel. Na koniec powiedziałbym więc, że pieniądze nie grają. Możesz mieć wybitnego zawodnika, ogromny budżet i wielkie nazwiska, ale na końcu i tak grają ludzie.
Największym nazwiskiem Podhala jest dziś Szymon Sobczak.
– To zawodnik z dużym doświadczeniem i przeszłością na wysokim poziomie. Tutaj ważny był również aspekt lokalny. Szymon urodził się w Zakopanem. Kiedy się szkolił, nie było tutaj wcześniej piłki na takim poziomie, więc musiał wyjechać do Krakowa, a później występował w kolejnych klubach w Polsce.
To jednak zawodnik, który występował w Ekstraklasie, a na poziomie 1. Ligi strzelił ponad 70 goli. To nie jest przypadek. Raz piłka może komuś spaść na nogę, można mieć różne zdania na temat zawodnika, ale patrząc czysto piłkarsko – to jest ogromne osiągnięcie.