Papszun w szoku po remisie Legii z Rakowem. Piłkarze usłyszeli ostre słowa
Legia Warszawa znów rozczarowała kibiców, remisując przy Łazienkowskiej z Rakowem Częstochowa. Marek Papszun nie ukrywał frustracji po spotkaniu – zarówno przebieg gry, jak i sposób straty bramki wprawiły trenera w osłupienie. W szatni padły mocne słowa.
To był kolejny wieczór, kiedy kibice Legii Warszawa mogli tylko kręcić głowami z niedowierzania. Mecz z Rakowem Częstochowa już od pierwszego gwizdka pokazał wszystkie bolączki drużyny prowadzonej przez Marka Papszuna. Szkoleniowiec miał przed spotkaniem wielkie nadzieje – wygrana z byłym klubem mogłaby być iskrą do poprawy nastrojów na Łazienkowskiej.
Początek okazał się jednak katastrofalny. Fatalne zagranie Jeana-Pierre’a Nsame praktycznie „położyło” akcję gospodarzy i otworzyło drogę do bramki dla Rakowa. Po tym ciosie atmosfera na trybunach zgęstniała, a piłkarze Legii długo nie mogli się pozbierać.
W drugiej połowie Wojskowi rzeczywiście wrócili do gry – Nsame był bohaterem, kiedy skutecznie wyegzekwował rzut karny i wyrównał na 1-1. Jednocześnie zabrakło tej odrobiny skuteczności, która mogłaby dać upragnione zwycięstwo. Ostatecznie – po raz kolejny – w stolicy padł remis.
Marek Papszun po wszystkim nie krył swojej irytacji. Najwięcej gorzkich słów padło oczywiście w szatni.
– Co powiedziałem zawodnikom w szatni? Nie mogę powiedzieć, bo to nie były miłe słowa. Nie będę kontynuował wątku. Nie był to miły przekaz. Resztę można sobie wydedukować. (…) Najbardziej bolą dziwne sytuacje, zachowania. Musimy się tego wyzbyć, bo za dobrze pracujemy, żeby popełniać tak banalne błędy. Widać, że na razie jesteśmy na to skazani. Musimy to wyplenić i iść dalej. Tak to wygląda