Korona Kielce wygrywa w Łodzi. Widzew bezradny w defensywie
Widzew próbował się postawić, ale Korona już od pierwszych minut nadawała ton grze. Zespół z Kielc perfekcyjnie wykorzystał słabości gospodarzy, a obrona łodzian nie potrafiła zatrzymać rozpędzonych rywali.
Kibice na stadionie w Łodzi przecierali oczy ze zdumienia, gdy już w 17. minucie Korona Kielce objęła prowadzenie. Akcja rozkręciła się błyskawicznie — Stjepan Davidović przypadkowo, ale skutecznie zgrał piłkę w pole karne, gdzie kompletnie niepilnowany Antonin nie dał szans bramkarzowi Widzewa. Gospodarze wyglądali na wyraźnie zdezorientowanych, a goście coraz pewniej rozbijali ich defensywę.
Kolejne minuty przyniosły Koronie jeszcze więcej powodów do radości. W 35. minucie Nono dośrodkował, a Costas Soteriou wygrał pojedynek w powietrzu i strzałem głową podwyższył wynik na 2:0. Widzew próbował jeszcze przed przerwą odpowiedzieć za sprawą Mariusza Fornalczyka, ale jego uderzenie zatrzymał Kacper Dziekoński, a chwilę potem piłka obiła poprzeczkę bramki gości.
Tuż po przerwie gospodarze wreszcie poderwali się do walki. Błąd w interwencji Bartłomieja Smolarczyka kosztował Koronę utratę gola – do piłki dopadł Juljan Shehu i bez litości wpakował ją do siatki.
Goście nie pozostali dłużni i w 58. minucie Davidović dobił własny strzał, wywołując frustrację wśród kibiców Widzewa. Gra gospodarzy załamała się całkowicie, a w 68. minucie Dion Gallapeni z drugą żółtą kartką opuścił boisko, zostawiając kolegów w dziesiątkę. Korona grała mądrze do ostatniego gwizdka, bez problemów rozbijając wszelkie próby ataków łodzian.
Drużyna Jacka Zielińskiego tym zwycięstwem awansowała na piąte miejsce w tabeli Ekstraklasy, zgarniając przy okazji ogromny ładunek pewności siebie. Widzew Łódź natomiast pozostał na trzynastej pozycji, mając po tym meczu sporo do poprawy zwłaszcza w formacji obronnej.