Ekstraklasa gra o rekordowy kontrakt. Oczekiwania ligi kontra realia rynku
Już niebawem rozstrzygną się losy rekordowego kontraktu telewizyjnego Ekstraklasy. O stawkę walczy przede wszystkim Canal+, ale atmosfera przed negocjacjami przypomina prawdziwy pojedynek. Liga oczekuje znacznie więcej niż dotychczas, a w tle pojawia się szansa na dołączenie globalnych gigantów streamingowych. Jak zareaguje polski rynek, patrząc na liczby i rosnące zainteresowanie rodzimą piłką?
Ekstraklasa stoi właśnie u progu kluczowych negocjacji. Trwa licytacja o prawa, których stawka może wstrząsnąć krajowym rynkiem sportowym. Dotychczasowy kontrakt, obowiązujący do końca sezonu 2026/27, osiągnął niespotykany dotąd poziom – wartość czteroletniej umowy wynosi 1,3 miliarda złotych. Canal+ wypłaca w ramach tej sumy pokaźne transze, z których zdecydowana większość trafia bezpośrednio do klubów: od 280,2 mln zł w sezonie 2023/24 aż do planowanych 300 mln zł w sezonie 2026/27. Już dziś więc jeden mecz ekstraklasy wart jest ponad milion złotych.
- 2023/24: 310 mln zł (dla klubów 280,2 mln zł)
- 2024/25: 320 mln zł (dla klubów 298 mln zł)
- 2025/26: 330 mln zł (dla klubów 290 mln zł)
- 2026/27: 340 mln zł (dla klubów 300 mln zł)
Jednocześnie Canal+ dzieli prawa z TVP, które pokazuje jeden mecz w kolejce na sublicencji. Rynek stał się jednak o wiele bardziej złożony. Canal+ ponownie dysponuje Ligą Mistrzów oraz Premier League, przez co utrata Ekstraklasy byłaby bolesna, lecz nie musi oznaczać katastrofy.
Władze ligi podnoszą poprzeczkę wysoko. W kuluarach mówi się nawet o oczekiwaniach rzędu 100 mln zł więcej na sezon, co pozwoliłoby podbić stawkę do średnio 1,4 mln zł za jeden mecz transmitowany w telewizji. To twarda gra – ale Ekstraklasa może dziś po prostu żądać więcej niż kilka lat temu. Liga awansowała w rankingu UEFA z okolic 30 na miejsce 12, polskie kluby pojawiły się licznie w europejskich pucharach, a w każdy parametr – transfery, frekwencja, liczba widzów – wystrzelił. W sezonie 2024/25 Ekstraklasę obejrzało 50,6 mln widzów (dla porównania – dwa lata temu było to 34,9 mln), a średnia liczba osób na stadionie wzrosła do 13 031.
Ekstraklasa liczy też na efekt konkurencji. Oficjalnie rozpoczęto już proces zbierania ofert, a ich przyjmowanie przewidziano na maj i czerwiec. Rozstrzygnięcie ma nastąpić w ostatnim kwartale 2026 roku. W komisji negocjującej zasiadają dwie kluczowe postaci rady nadzorczej ligi – Karol Klimczak i Wojciech Strzałkowski. Zarząd z Marcinem Animuckim stawia sprawę w mediach jasno – liga nie jest przywiązana wyłącznie do Canal+, chętnie posłucha też ofert od nowych graczy.
Gracze streamingowi i nowa dynamika rynku
Globalne platformy coraz poważniej interesują się prawami sportowymi. Netflix, Amazon, Disney+, Paramount czy DAZN pojawiają się na giełdzie nazw, choć żadna z nich realnie jeszcze nie zdominowała polskiego rynku transmisji sportowych. DAZN, który próbował swoich sił we Francji i Belgii, szybko wycofał się po napotkaniu trudności z dystrybucją. Disney+ pokazuje u nas Ligę Mistrzów kobiet, a Amazon ma w swoim portfolio NBA w USA oraz Ligę Mistrzów w kilku krajach Europy. Streamingowy boom jest jednak na horyzoncie – już 26 procent widzów Ekstraklasy wybiera aplikacje online.
Jak deklaruje Animucki w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”: „Nasza oferta będzie skierowana szeroko — zarówno do podmiotów operujących w Polsce, jak i tych, które zaczęły pokazywać rozgrywki sportowe na swoich platformach streamingowych. Można tutaj wymienić Disney+, Paramount, Amazon czy DAZN” [tłum. – red.]. To nie tylko zachęta, ale także sygnał: każdy dodatkowy gracz w stawce wzmacnia pozycję negocjacyjną Ekstraklasy. Nawet jeśli nowy nadawca ostatecznie nie pojawi się na starcie, samo zainteresowanie pozwala windować oczekiwania wobec Canal+.
Na tym tle Polsat wygląda dziś jak naturalny konkurent Canal+. Po utracie Ligi Mistrzów i kilku kluczowych polskich rozgrywek może być wyraźnie zainteresowany doinwestowaniem w krajowy produkt piłkarski. Oczywiście to wszystko jeszcze rozgrywa się za kulisami.
Wartość ligi rośnie, a apetyty są coraz większe. Za aktualnym wzrostem liczb stoją twarde dane: wyższe transfery, większa frekwencja, skokowy wzrost oglądalności. W sezonie 2024/25 Lech Poznań notował aż 322 tys. widzów na mecz, a Legia Warszawa – 310 tys. Osobnym wątkiem jest potencjalny wpływ wyników poszczególnych drużyn – spadek Legii na pewno zmniejszyłby wartość kontraktu, natomiast powrót Wisły Kraków może go znacząco podbić.
Ekstraklasa inwestuje również w technologię – buduje nowoczesne Centrum Mediowe na Białołęce, które uniezależni produkcję sygnału od wozów transmisyjnych i uczyni ligę jeszcze bardziej konkurencyjną jako samodzielny produkt medialny. Marcin Animucki nie ukrywa też, że liga sonduje możliwość emisji rozgrywek własnym sumptem – jako EkstraklasaTV w modelu subskrypcyjnym. To na razie scenariusz awaryjny, ale daje dodatkową kartę przetargową.
Wreszcie – dziś negocjacje to już nie tylko kwestia pojedynku Canal+ kontra Ekstraklasa. To znacznie szersza gra o prestiż, technologię i przyszłe wpływy z rynku, który rośnie szybciej niż wielu przewidywało. Czy produkt stanie się za duży nawet na Canal+?