Harry Kane goni Lewandowskiego. Rekord Bundesligi naprawdę zagrożony!
Już po kilku miesiącach gry w Bayernie Monachium Harry Kane pokazał, że nie zamierza być tylko tłem dla poprzednika. Anglik wprost demoluje defensywy Bundesligi i idzie tempem, którym jeszcze niedawno szedł Robert Lewandowski w rekordowym sezonie 2020/21.
Harry Kane nie przestaje imponować strzelecką formą w Bundeslidze. Po transferze do Bayernu Monachium natychmiast wskoczył na najwyższe obroty i błyskawicznie rozbudził apetyty kibiców na coś więcej niż kolejne zwycięstwa. 18 bramek w 14 meczach? To wynik, którym jeszcze niedawno popisywał się tylko Robert Lewandowski.
Kibice na Allianz Arena mieli wątpliwości, czy po odejściu Polaka ktoś w ogóle będzie w stanie dorównać legendzie. Okazało się jednak, że Anglik już na starcie nie tylko wytrzymuje ciśnienie, ale i goni legendarne rekordy. Jeśli Kane'owi uda się utrzymać obecną skuteczność, stoi przed realną szansą na pobicie słynnego wyniku, który dał Polakowi nieśmiertelność w niemieckiej lidze.
W sezonie 2020/21 Lewandowski sięgnął po 41 bramek i pobił historyczny rekord Gerda Mullera. Co ciekawe, Polak dokonał tego w ostatniej kolejce ligowej. Niemiec natomiast przez prawie pół wieku nie miał sobie równych, jego 40 goli z sezonu 1971/72 brzmiało niemal jak mit. Od tamtej pory żaden napastnik nie zbliżył się do tej granicy – aż nagle przyszedł czas na Lewego, a teraz Anglik z Londynu rzeczywiście może powalczyć o to samo trofeum.
Kane ma już na koncie 18 trafień i choć Lewandowski w analogicznym momencie miał jedną bramkę więcej, tempo Anglika budzi respekt. Jak zauważono w analizie, kluczowe będą najbliższe tygodnie i zdrowie lidera Bayernu. Jeśli obecny król strzelców utrzyma przeciętną na poziomie 1,29 gola na mecz, wykręci na koniec wyniki wręcz kosmiczne.
Scenariusze na koniec sezonu: czy Anglik wyprzedzi Polaka?
Do końca rozgrywek Bundesligi zostało 20 spotkań. Kane potrzebuje dokładnie 24 goli, by wyprzedzić Lewego. To nie jest zadanie z gatunku niemożliwych, szczególnie biorąc pod uwagę jego dotychczasową powtarzalność – Anglik tylko cztery razy nie trafił do bramki, w pozostałych meczach strzelał przynajmniej jednego gola, dwa razy skompletował dublet, a trzy razy zaliczył hat-tricka.
Matematyka jest tu bezlitosna: przy utrzymaniu obecnego tempa (średnia 1,29 gola na mecz), sezon zakończyłby z 44 golami. To oznaczałoby nie tylko zdetronizowanie Polaka, ale i ustanowienie nowego absolutnego rekordu. Prawdopodobieństwo tego scenariusza oscyluje wokół 68 procent.
Wariant umiarkowany zakłada drobny spadek skuteczności – powiedzmy, że Anglik będzie strzelał 1,15 gola na mecz. Wtedy jego licznik w 34-kolejkowej kampanii zatrzyma się na równi z wynikiem Lewandowskiego: 41 trafień (ok. 47 procent szans na taki bieg zdarzeń).
Najmniej optymistyczny obrazek przewiduje spowolnienie i zejście do średnio jednej bramki na mecz. Wtedy dorobek Anglika skończy się na 38 golach; to pozwoliłoby mu zostać królem strzelców, ale pozostawiłoby rekord Polaka nienaruszonym (tylko 18 procent szans na poprawienie wyczynu Lewandowskiego).