Christos Tzolis blisko Arsenalu. Nowy bramkarz Kanonierów
Arsenal jest o krok od zakontraktowania Christosa Tzolisa z Club Brugge. 24-letni Grek rozegrał fenomenalny sezon i może kosztować londyńczyków nawet 40 milionów euro. Wszystko wskazuje na to, że Kanonierzy przechwycili zawodnika sprzed nosa Manchesterowi United, a sam Tzolis ma wzmocnić ofensywę po możliwym odejściu Leandro Trossarda do tureckiego Besiktasu.
Prawdziwa rewolucja na Emirates Stadium nabiera tempa — Arsenal jest bardzo blisko sprowadzenia Christosa Tzolisa z Club Brugge. Według informacji podanych przez TEAMtalk, londyńczycy prześcignęli konkurentów i są gotowi wyłożyć za gracza około 40 milionów euro. Władze z północnej części Londynu widzą w nim idealnego następcę dla Leandro Trossarda, który może wylądować w Besiktasie po zakończeniu mistrzostw świata.
Tzolis był również w orbicie zainteresowań Manchesteru United, ale Arsenal przyspieszył rozmowy i to on jest faworytem do sfinalizowania tej gorącej transakcji. Sam Grek ma za sobą rewelacyjny rok w Belgii. W barwach Club Brugge rozegrał aż 52 mecze, strzelił 22 gole i zaliczył 29 asyst. Takie liczby robią wrażenie nawet w Premier League, gdzie oczekiwania wobec ofensywnych zawodników rosną z sezonu na sezon.
Jednocześnie transfer Tzolisa nie zamyka planów Arsenalu na to okno. Klub z Emirates nadal rozważa sprowadzenie Morgana Rogersa z Aston Villi oraz Bradleya Barcoli z Paris Saint-Germain. Wygląda więc na to, że kibice mogą się spodziewać kilku nazwisk z wysokiej półki tego lata.
Fani ligi angielskiej mogą pamiętać Greka z krótkiego pobytu w Norwich City. Tzolis trafił tam z PAOK-u Saloniki z dużymi nadziejami, ale rzeczywistość okazała się trudna — trzy gole i dwie asysty w 30 meczach wystarczyły co najwyżej na wypożyczenia do Twente i Fortuny Dusseldorf. To właśnie te epizody, a później ostateczna przeprowadzka do Belgii, okazały się przełomowe dla jego kariery.
Dziś, mając 24 lata, Grek imponuje wszechstronnością. Nominalnie gra na lewym skrzydle, ale — co podkreślają działacze — bez problemu odnajduje się też na innych pozycjach w ataku. Nic dziwnego, że taki profil piłkarza wpisuje się w aktualne potrzeby Arsenalu. Jeśli więc wszystkie szczegóły kontraktu zostaną dopięte, najbliższe tygodnie mogą przynieść bomby transferowe z prawdziwego zdarzenia.