Bez Casha nie ma grania. Arsenal bezlitosny dla Aston Villi!
Kanonierzy wreszcie złapali odpowiedni rytm, a Aston Villa przekonała się o tym bardzo boleśnie. Arsenal rozprawił się z ekipą Unaia Emery'ego aż 4:1, przerywając jej imponującą serię 11 wygranych meczów z rzędu. Najwięcej emocji przyniosła druga połowa, w której podopieczni Mikela Artety rozbili rywali w drobny mak.
Arsenal potrzebował jednej połówki, by odwrócić losy spotkania i zupełnie rozklepać Aston Villę na własnym stadionie. Gdy tylko Bukayo Saka dorzucił piłkę z narożnika, a Gabriel Magalhaes spróbował szczęścia w powietrzu, futbolówka zatrzepotała w siatce. Zaczęło się mocne uderzenie i emocje ruszyły lawinowo.
Kanonierzy szybko poszli za ciosem — Martin Odegaard zareagował błyskawicznie, odebrał piłkę pod polem karnym i prostopadłym zagraniem uruchomił Martina Zubimendiego (na zdjęciu), który nie dał najmniejszych szans bramkarzowi. Gospodarze pognali po kolejne trafienia, nie oglądając się za siebie.
Od tej chwili zespół Unaia Emery'ego był już tylko cieniem samego siebie. Najpierw przyjęli dwa mocne ciosy, a potem praktycznie przestali istnieć na boisku. Arsenal natomiast złapał wiatr w żagle i wykorzystał niemoc rywala aż do samego końca.
Leandro Trossard dołożył trzeciego gola, dorzucając kolejną cegiełkę do efektownej wygranej. Na listę strzelców wpisał się również Gabriel Jesus, który we właściwym momencie wrócił do formy i pierwszym kontaktem z piłką wpakował ją do siatki. Honor przyjezdnych uratował Ollie Watkins, wykorzystując ospałość defensywy Arsenalu już w doliczonym czasie gry.
Ekipa z Birmingham może mówić o naprawdę bolesnym przebudzeniu. To bowiem pierwszy raz od 1 listopada, gdy Aston Villa schodzi z boiska pokonana. Przez jedenaście kolejnych spotkań nie doświadczyła goryczy porażki, aż nadszedł zimny prysznic w Londynie.
Początek spotkania nie zapowiadał aż tak jednostronnego scenariusza. Gospodarze wyraźnie panowali nad boiskiem, ale nie ustrzegli się błędów. Zdecydowanie gorzej wyglądał Viktor Gyokeres, który dwukrotnie w pierwszej połowie zaprzepaścił idealne okazje głową. Jak na napastnika za ponad 60 milionów euro, takie pudła naprawdę bolą.
Goście przez moment złapali oddech i wyprowadzili kilka groźnych kontrataków, lecz zabrakło im kropki nad i. Najbliżej gola był Ollie Watkins, jednak z dogodnej pozycji nie trafił czysto w piłkę po dograniu od Emiliano Buendiego.
Po przerwie przewaga gospodarzy była już nie do podważenia. Kanonierzy natarli na ekipę z Birmingham i z ogromną pewnością siebie zakończyli mecz efektowną wygraną.
Warto wspomnieć, że Matty Cash z powodu nadmiaru żółtych kartek musiał pauzować. Tego wieczoru nie miał czego żałować, bo z ławki rezerwowych obserwował pogrom.
Arsenal FC – Aston Villa 4:1 (0:0)
1:0 Gabriel Magalhaes 48'
2:0 Martin Zubimendi 52'
3:0 Leandro Trossard 69'
4:0 Gabriel Jesus 78'
4:1 Ollie Watkins 90+4'
Składy:
Arsenal: David Raya – Jurrien Timber (83' Ben White), William Saliba, Gabriel Magalhaes (77' Myles Lewis-Skelly), Piero Hincapie – Martin Odegaard, Martin Zubimendi, Mikel Merino (73' Christian Norgaard) – Bukayo Saka (83' Noni Madueke), Viktor Gyokeres (77' Gabriel Jesus), Leandro Trossard.
Aston Villa: Emiliano Martinez – Lamare Bogarde, Victor Lindelof, Ezri Konsa, Lucas Digne – Jadon Sancho (61' Donyell Malen), Amadou Onana (46' John McGinn), Youri Tielemans (82' Jamaldeen Jimoh-Aloba), Emiliano Buendia (61' Andres Garcia), Morgan Rogers (82' George Hemmings) – Ollie Watkins.
Żółte kartki: Merino, G.Jesus (Arsenal); Rogers, Bogarde, Watkins (Aston Villa).
Sędzia: Darren England.