Wesley może nie zagrać na mistrzostwach świata
Wesley, jeden z ofensywnych filarów drużyny Ancelottiego, opuścił boisko z powodu kontuzji już w siedemnastej minucie sparingu z Egiptem (2:1). Kilka dni przed pierwszym gwizdkiem turnieju jego udział w mistrzostwach świata stanął pod wielkim znakiem zapytania, a w brazylijskiej kadrze zapanowała atmosfera niepewności.
Jeszcze kilkadziesiąt godzin temu nikt nie przypuszczał, że Brazylia będzie się musiała mierzyć z taką zagwozdką selekcyjną. W trakcie meczu towarzyskiego przeciwko Egiptowi, rozgrywanego chwilę przed startem mundialu w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, młody skrzydłowy Wesley padł ofiarą kontuzji. Zszedł z murawy już po siedemnastu minutach i od razu było widać, że sytuacja jest poważna – zawodnik zalany łzami usiadł na ławce, gdzie pocieszali go koledzy z drużyny.
Towarzyski mecz, który zakończył się zwycięstwem Brazylijczyków 2:1 (trafienia Bruno Guimaraesa w siódmej minucie oraz Endricka tuż po przerwie, przy chwilowym wyrównaniu autorstwa Abdelraoufa), zupełnie przyćmiła atmosfera nerwowości wokół zdrowia młodego skrzydłowego. O ile wynik nie miał wielkiego znaczenia, o tyle uraz 21–letniego gracza zachwiał pewnością siebie całego sztabu szkoleniowego.
Po końcowym gwizdku selekcjoner Carlo Ancelotti nie próbował ukrywać niepokoju, deklarując wobec dziennikarzy: „Musimy poczekać do jutra na diagnozę. Myślę, że zdąży się wykurować i pojedzie z nami na mundial. Jeśli nie, będziemy musieli powołać kogoś innego, na szczęście mamy jeszcze trochę czasu. Zrobimy badania obrazowe – to pilna sprawa, budzi niepokój. On jest ważnym piłkarzem, gra na pełnej szybkości i sile. Nauczył się w Italii tego, co kiedyś mu szwankowało, zwłaszcza w defensywie. Liczę, że to nic poważnego, że otrzyma właściwe leczenie i dołączy do reszty chłopaków. Nie ukrywam, sprawa jest pilna i martwi nas to. Byłoby szkoda, gdybyśmy musieli z niego zrezygnować.”