Bezlitosna weryfikacja Mourinho. Zwolniony z Fenerbahce bez żalu

Jose Mourinho
fot. Steffen Prößdorf (Wikimedia CC 4.0)

Gdy Jose Mourinho pojawił się w Fenerbahce, witano go jak futbolowego cesarza, a oczekiwania sięgały zenitu. Portugalczyk miał być gwarantem sukcesów, jednak ostatnie miesiące pokazały brutalną weryfikację dawnych legend. Zamiast trofeów – konflikty, rozczarowania i styl gry, który zniechęcił zarówno kibiców jak i media. Trudno dziś jednoznacznie powiedzieć, czy „The Special One” jeszcze wróci na szczyt piłkarskiego świata…

W przypadku Jose Mourinho powrót na ławkę trenerską Fenerbahce miał być nowym rozdaniem, ale dla Portugalczyka zakończył się wyjątkowo boleśnie. Kibice, którzy początkowo wspinali się na barierki, byleby poczuć choć cień jego dawnej magii, bardzo szybko przekonali się, że teatr Portugalczyka przysłania tylko szarą rzeczywistość.

Mourinho opuszcza Turcję bez choćby jednego trofeum – mimo naprawdę szeroko otwartych drzwi i imponującej prezentacji w czerwcu 2024. Klubu nie zdołał odciągnąć od 11 lat czekania na tytuł – nawet potężnym nazwiskiem nie wymazuje się tej ligowej posuchy. Z perspektywy inwestorów, decyzja o zwolnieniu była wręcz okazją do złapania świeżego powietrza, co potwierdziła giełda – akcje klubu poszybowały w górę tuż po ogłoszeniu rozstania.

Niszczycielska rotacja trenerów

W ostatnich latach Ali Koc, prezydent Fenerbahce, zbudował wokół klubu prawdziwą niszczarkę dla trenerów. Od 2018 roku przez ławkę przewinęło się aż 13 szkoleniowców, a średnia ich pracy to zaledwie 24 mecze. Mourinho i tak dostał najdłuższy czas na adaptację, co w tureckich realiach i tak nie przyniosło przełomu. Brak sukcesów sportowych sprawił, że mimo pokaźnej odprawy – przekraczającej 10 mln euro – nie wstrzymywano się z decyzją o jego rozstaniu.

Nie tylko Mourinho miał zresztą problem z okiełznaniem ligi i oczekiwań. Tureccy giganci – Fenerbahce, Besiktas czy Basaksehir – notowali spektakularne rozczarowania w europejskich pucharach. Nawet zgromadzone przez Portugalczyka 84 punkty, które kilka sezonów wstecz dałyby mistrzostwo, tym razem wystarczyły tylko na drugie miejsce i aż 11 oczek straty do Galatasaray. Cierpliwość kibiców i władz klubu skończyła się błyskawicznie.

Styl Mourinho i rozczarowanie kadrowe

Mourinho mógłby bronić się tym, że w lidze poległ tylko trzykrotnie, ale – i to jest klucz – były to mecze właśnie z czołówką. Jego bilans z Galatasaray: dwie porażki i remis bez goli, mówi sam za siebie. Przed Portugalczykiem atakował ligę Ismail Kartal, stawiając na ofensywę i widowiskowość, zdobywając rok wcześniej 99 punktów. Po Mourinho – nuda i toporna gra, która znużyła nawet najbardziej zagorzałych kibiców.

Wzmocnienia za ponad 100 mln euro – jak Youssef En-Nesyri czy Diego Carlos – nie wypaliły. Portugalczyk nie wycisnął ze składu nic ponad minimum. W Lidze Europy, Fenerbahce odpadło z Rangersami już na pierwszej przeszkodzie fazy pucharowej. Słabo wyglądały również relacje z zespołem – kluczowi zawodnicy, jak Edin Dżeko czy Dusan Tadić, przed ostatnim meczem odmówili nawet wyjścia na boisko. Pożegnanie na stadionie? Nic z tych rzeczy – jedynie pamiątkowe tabliczki w kuchni ośrodka treningowego.

Mistrz igrzysk medialnych i konfliktów

Mourinho ciągle umie zrobić show, tyle że dziś ten efekt już nikogo nie porywa. W Romie Portugalczyk napisał piękną historię, wygrywając Ligę Konferencji i docierając do finału Ligi Europy. W Stambule jednak – teatr ustąpił miejsca ledwie tolerowanemu napinaniu atmosfery. 50 tysięcy ludzi witało go na pierwszym treningu, a na końcówkę sezonu przychodziło ledwie 10 tysięcy.

Po kilku ostrych wypowiedziach Mourinho zraził do siebie nawet kibiców, którzy do niedawna wierzyli w jego charyzmę. „W ciągu ostatnich siedmiu lat grałem w dwóch europejskich finałach. To więcej niż wszystkie tureckie kluby razem wzięte” – przekonywał, ale z czasem arogancja, która była znakiem rozpoznawczym „The Special One”, przestała imponować. Gdy dziennikarz zbyt długo zadawał pytanie, Mourinho teatralnie udawał, że zasypia. Innym razem został oskarżony o rasistowską wypowiedź pod adresem rywali z Galatasaray.

Przed rewanżem z Benfiką, zapytany o słowa wiceprezydenta klubu, wzruszył ramionami: „Nawet nie wiem, kto jest wiceprezydentem”. Z takim podejściem Portugalczyk sam pokazał, że stracił serce do pracy w tym otoczeniu. Dziś, patrząc na jego ostatnie europejskie podboje, coraz trudniej znaleźć ważny klub, który gotów byłby powierzyć mu kolejną szansę. Oferty pewnie się pojawią, lecz Mourinho ostatni raz prowadził zespół w Lidze Mistrzów jeszcze za czasów Tottenhamu w 2020. Być może czas na rolę selekcjonera reprezentacji?

Wybrane dla Ciebie