Awantura po meczu. Gaz pieprzowy w ruchu
Niecodzienny finał wieczoru. Gdy tylko zabrzmiał ostatni gwizdek podczas meczu Deportivo Madryn z Deportivo Moron, stadion zmienił się w pole bitwy. Zamiast świętować awans, gracze i kibice zostali uwięzieni w chaosie, który wymusił reakcję policji i sięgnięcie po gaz pieprzowy.
Już od pierwszego gwizdka nad stadionem unosiła się gęsta atmosfera. Deportivo Madryn rzuciło wszystkie siły, by wywalczyć przepustkę do decydującego meczu o awans, podczas gdy Deportivo Moron liczyło, że jeszcze odwróci losy rywalizacji. Na szali było zbyt wiele, by odpuścić choćby centymetr boiska.
Spektakl napięcia narastał: najpierw kontrowersyjny faul i rzut wolny dla gospodarzy, po którym wściekłość gości zaczęła kipieć. Chwilę później Santiago Postel trafił głową, ustalając wynik na 1:0 i pogrążając Moron jeszcze głębiej. Od tego momentu dla zespołu przyjezdnych liczył się tylko atak — kolejne niewykorzystane okazje działały na nich jak płachta na byka, a sędziowskie decyzje wciąż tkwiły wszystkim w głowach.
Było jeszcze gorzej po przerwie; czerwona kartka dla Joaquina Liverry zupełnie zmieniła układ sił. Moron z dziesiątką na boisku grał już tylko o przetrwanie, a frustracja przeradzała się w coraz bardziej otwartą złość. Ostatnie minuty przypominały tykającą bombę — i faktycznie, skończyło się wybuchem.
Ledwie sędzia zakończył spotkanie, na murawę wbiegli policjanci uzbrojeni w środki przymusu. Jak podaje "The Sun", funkcjonariusze mieli użyć gazu pieprzowego wobec zawodników Moron, którzy w ogniu narastających emocji znaleźli się za blisko piłkarzy Madryn. Sceny były dramatyczne: niektórzy piłkarze cofali się w panice, inni trzymali się za twarze po kontakcie z substancją. Nie było mowy o świętowaniu, zwycięstwo przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Zespół Deportivo Madryn – mimo wszystkiego, co działo się po końcowym gwizdku – awansuje do finału baraży i zmierzy się z Estudiantes de Rio Cuarto w walce o miejsce w Primera Division.