Paweł Zatorski kończy karierę reprezentacyjną. „Ta decyzja dojrzewała we mnie przez kilka lat”

Paweł Zatorski o zakończeniu reprezentacyjnej kariery. "Ta decyzja dojrzewała we mnie przez kilka lat"

Paweł Zatorski
fot. assecoresovia.pl
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
8 minut czytania

Paweł Zatorski po 16 latach zakończył reprezentacyjną karierę. Decyzja dojrzewała w nim przez kilka lat. – Grając w kadrze, praktycznie nie ma się życia prywatnego – mówi doświadczony libero. Jednocześnie tłumaczy, że nie zamierza kończyć występów klubowych.

Zacznijmy od reprezentacyjnej kariery, zakończonej w kwietniu. Chciałbym dopytać o kulisy tej decyzji. Czy pojawiały się momenty zawahania?

– Nie. Ta decyzja dojrzewała we mnie już od jakiegoś czasu. Była świadoma i podjęta z wyprzedzeniem. Jeśli chodzi o sam moment, w którym podzieliłem się nią publicznie i oficjalnie pożegnałem z reprezentacją, to po prostu trochę to odwlekałem, nie ukrywam.

Spędziłem w reprezentacji bardzo dużo czasu. Dałem jej dużo siebie, ale ona również wiele mi dała. Teraz przyszedł czas na młodszych zawodników, którzy mogą swoją jakością zdobywać kolejne sukcesy i pomagać kadrze.

Mówił Pan w jednej z rozmów, że po igrzyskach w Paryżu trener Grbić przedstawił Panu wizję, w której na kolejnych IO chciałby postawić na młodszego zawodnika. Wtedy mówił Pan, że nie było to dla Pana żadną niespodzianką. Czy jednak gdzieś z tyłu głowy pojawił się smutek?

– Nie, spodziewałem się tego. Potrafię liczyć. Na igrzyskach w Paryżu miałem 34 lata, a podczas IO w Los Angeles będę miał 38. Kalendarza i PESEL-u nie da się oszukać. W wieku 38 lat na pewno nie będę tak sprawny jak chłopaki, którzy będą mieli wtedy dwadzieścia kilka lat i znajdą się w najlepszym momencie kariery — tak jak miało to miejsce w moim przypadku kilka lat temu.

To normalna kolej rzeczy. Myślę, że każdy rozsądny człowiek, twardo stąpający po ziemi, spojrzałby na tę sytuację podobnie. Ja patrzę przede wszystkim na reprezentację, trenera i innych zawodników z wdzięcznością za to, co wydarzyło się przez ostatnie lata.

Rozmowa po Paryżu była pierwszym sygnałem, że może Pan zakończyć karierę? Czy już wtedy pojawiła się taka myśl?

– Tak, te przemyślenia z tyłu głowy na pewno zaczęły się pojawiać już wcześniej. Kariera profesjonalnego sportowca, a szczególnie gra w reprezentacji, staje się zdecydowanie trudniejsza, kiedy człowiek zostaje rodzicem. Mam dzieci już w dosyć zaawansowanym wieku, jeśli można tak powiedzieć. Przez dużą część ich życia, szczególnie w okresie letnim, oglądały tatę głównie na ekranie telewizora, a w miarę możliwości pojawiały się też na pojedynczych meczach w hali. Zdecydowanie trudniej jest wyjeżdżać na kilkumiesięczne zgrupowania i turnieje, będąc rodzicem. Zostawia się wtedy rodzinę i żonę z obowiązkami.

Myślę, że nie tylko w moim przypadku, ale także gdyby miał Pan możliwość porozmawiać z innymi sportowcami na poziomie reprezentacyjnym, każdy zgodziłby się, że nie jest to taki prosty temat, jak może się wydawać z perspektywy telewizji. Widzimy tylko wierzchołek góry lodowej: mecze, spotkania z kibicami, piękne ceremonie, medale, dekoracje i tak dalej. Tymczasem jest to zdecydowanie bardziej złożona sprawa.

Dlatego, tak jak mówię, ta decyzja dojrzewała we mnie przez kilka lat i uznałem, że to właściwy moment.

A gdyby selekcjoner zadzwonił do Pana za kilka tygodni albo miesięcy i powiedział, że znów Pana potrzebuje, co by Pan odpowiedział?

– W ogóle nie rozpatruję takiej sytuacji. Skupiam się na tym, co jest, nie gdybam i twardo stąpam po ziemi. Przede wszystkim życzę jak najwięcej zdrowia chłopakom, którzy w tej chwili stanowią o sile reprezentacji. Pokazują, że nie mają sobie równych, i oby było tak dalej.

Grał Pan w kadrze 16 lat. Czy przytoczy Pan najlepsze momenty, ale też i gorsze chwile?

– Mam to szczęście, że udało mi się odnieść wiele sukcesów i czuję się naprawdę spełniony. Jestem bardzo zadowolony z tego, na jaki okres trafiłem, jeśli chodzi o naszą reprezentację, i z tego, ile udało się z nią wygrać. Były też porażki.

Zawsze, kiedy mam okazję wypowiadać się na temat zawiłości sportu i tego, co wpływa na sukcesy czy ewentualne niepowodzenia, powtarzam, że żeby odnieść jedno zwycięstwo, trzeba wcześniej przegrać wiele równie ważnych spotkań — takich, po których nie wiesza się jeszcze medali na szyi.

Tak było również w przypadku reprezentacji Polski przed tytułami mistrzów świata, medalami mistrzostw Europy i świata czy wreszcie medalem olimpijskim. Przegraliśmy wiele razy. Były na nas wieszane psy, jak to często bywa w Polsce, wielu ekspertów przekreślało tę reprezentację, a ona za każdym razem potrafiła się odbić.

Po przegranym ćwierćfinale, czy to na mistrzostwach Europy, czy w Lidze Narodów, reprezentacja później znowu się podnosiła i potrafiła zdobywać kolejne sukcesy. Tak jak powiedziałem — zarówno porażek, jak i zwycięstw było bardzo, bardzo dużo.

Koniec reprezentacyjnej kariery sprawia, że powoli myśli Pan o tym, by ogólnie kończyć karierę z siatkówką?

 – Nie.

Czyli nadchodzący sezon nie będzie Pana ostatnim w karierze?

– Nie.

Czyli w ogóle nie ma pan myśli w głowie, by kończyć karierę np. za dwa lata?

– Nie. Twardo stąpam po ziemi. Półtora roku temu przeszedłem operację biodra, po której tak naprawdę nie wiedziałem, czy wrócę do sportu i w jakim stopniu odzyskam sprawność. Dlatego w drugą stronę również nie chcę wybiegać zbyt daleko w przyszłość.

W tej chwili jestem sprawnym, zdrowym sportowcem i czuję się gotowy do rywalizacji na boisku. Nie chcę planować, czy będę grał jeszcze rok, dwa, pięć czy dziesięć lat. Jestem świadomy, jak wiele różnych rzeczy może wydarzyć się w życiu sportowca i jak duży mogą mieć wpływ na jego karierę.

Bardzo spokojnie podchodzę do tego, co się dzieje. Staram się przede wszystkim czerpać przyjemność z każdej chwili, a jednocześnie jak najlepiej o siebie dbać i przygotowywać się do każdego kolejnego dnia. Można sobie planować przyszłość, ale wydarzyć się może naprawdę wiele.

Chciałby Pan, żeby Resovia była ostatnim klubem w Pana karierze?

– Nie rozpatruję mojego kontraktu klubowego w takim kontekście. Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym, co będzie dalej. Nie planuję przyszłości dalszej niż kilka dni naprzód. Podchodzę do niej spokojnie i z pokorą patrzę na każdy kolejny dzień.

Ten każdy kolejny dzień, zważywszy na wiek, jest coraz trudniejszy, bardziej wymagający, czy dalej jest dużo dziecięcej radości z uprawiania siatkówki?

– Nie czuję się jeszcze w podeszłym wieku, żeby robić nie wiadomo jakie podsumowania życiowe. Nigdzie się nie wybieram. Czerpię radość z każdego dnia treningu i tak naprawdę czuję się, jakbym dostał w tej chwili nowe życie.

Grając w reprezentacji, praktycznie nie ma się życia prywatnego. Teraz dopiero mam możliwość, żeby między sezonami klubowymi korzystać z innych aktywności, spędzać więcej czasu z rodziną i czerpać radość z życia również poza siatkówką.

Ma Pan jeszcze jakieś marzenia siatkarskie? Jest coś, co chciałby Pan osiągnąć?

– Jako profesjonalista podchodzę do swojego zawodu bardzo poważnie. Marzę o tym, żeby klub, w którym obecnie gram, osiągał jak największe sukcesy, i staram się zrobić wszystko, co możliwe, żeby tak było.

Jestem świadomy, jak mocna jest konkurencja — nie tylko w tym roku, ale w każdym sezonie PlusLigi. W tym sezonie najmocniejsi rywale również dokonali ogromnych wzmocnień. Być może dlatego mamy teraz pozycję większego underdoga niż w poprzednich rozgrywkach, kiedy wielu ekspertów uważało Resovię za murowanego faworyta do mistrzostwa. Może właśnie z tej nieco cichszej pozycji uda się osiągnąć inny efekt.

Do tej pory grał Pan wyłącznie w polskich klubach. Czy ma Pan jeszcze małe marzenie, żeby za jakiś czas wystąpić w zagranicznym zespole?

– Takiego marzenia nie mam. W Polsce bardzo dobrze mi się żyje i pracuje. Doceniam nasz kraj pod wieloma względami i dobrze się tutaj funkcjonuje. Mam też dzieci w wieku szkolnym, dlatego taka rewolucja byłaby ekstremalnie trudna, a w moim przypadku w tej chwili zupełnie niepotrzebna.

Zakładam jednak, że w trakcie kariery pojawiały się zagraniczne propozycje.

– Tak, swego czasu pojawiały się konkretne tematy. Zawsze miałem jednak to szczęście, że jako Polak grający na pozycji libero byłem chciany przez polskie kluby. Zależało im na tym, żeby zabezpieczyć tę pozycję w pierwszej kolejności, dlatego wcześnie podpisywałem kontrakty i przeważnie były one długoterminowe. Kiedy więc spływały do mnie propozycje z zagranicy, zawsze byłem lojalny wobec klubu, w którym aktualnie grałem, i nawet nie brałem na poważnie pod uwagę wyjazdu z Polski.

Źródło: Stolica Sportu

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie