Łukasz Zwoliński żegna się z Sakaryasporem po spadku drużyny
Sezon pełen rozczarowań dla Sakaryasporu kończy się nie tylko spadkiem, ale też pożegnaniem z jednym z kluczowych graczy. Łukasz Zwoliński, jeszcze do niedawna napastnik Wisły Kraków, przekazał kibicom, że rozegrał już swoje ostatnie spotkanie w tureckich barwach. Polak podziękował fanom za wsparcie, a jednocześnie zapowiedział, że przyszedł czas na kolejny rozdział jego kariery.
Były napastnik Wisły Kraków Łukasz Zwoliński oficjalnie kończy przygodę z Sakaryasporem. Polak sam przekazał, że nie zamierza kontynuować kariery na zapleczu tureckiej ekstraklasy po spadku zespołu.
Zaledwie w lipcu 2025 roku Zwoliński postanowił zamknąć etap gry w Wiśle Kraków i przenieść się do Sakaryasporu. Ekipa z Turcji walczyła na drugim poziomie rozgrywkowym, jednak jej sezon ułożył się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Ostatecznie drużyna spadła jeszcze niżej – i ten fakt miał kluczowe znaczenie dla przyszłości wielu zawodników, w tym 30-letniego napastnika ze Szczecina.
Zwoliński poinformował kibiców poprzez swój profil na Instagramie, że rozegrał już ostatni mecz dla Sakaryasporu. Chwilę po dolicznym gwizdku zamieścił szczere podsumowanie trudnego roku:
Wczorajszy mecz był moim ostatnim w barwach Sakaryasporu. Za mną i za zespołem oraz miastem trudny sezon. Wyniki nie były takie, jakich oczekiwaliśmy. Dziękuję fanom za ich wsparcie – szczególnie w najtrudniejszych chwilach. Wasza obecność i lojalność znaczyły dla mnie bardzo wiele. Ten rok przyniósł mi wiele i zdobyłem doświadczenie. Wierzę, że Sakaryaspor wróci tam, gdzie jego miejsce. Dziękuję.
Popularny wśród kibiców jeszcze z czasów gry dla Rakowa Częstochowa i Pogoni Szczecin, Zwoliński nie krył wdzięczności wobec ludzi związanych z klubem. Jak wynika z informacji przytaczanych przez Transfery.info, każdy z piłkarzy pożegnał się na swój sposób, ale deklaracja Polaka szczególnie zapadła w pamięć lokalnym fanom.
Sezon w wykonaniu 30-letniego snajpera to łącznie 26 występów w barwach Sakaryasporu, z których Zwoliński pięciokrotnie wpisał się na listę strzelców.