Widzew Łódź rezygnuje z transferu Koulourisa. Masłowski tłumaczy decyzję

Widzew odpuścił Koulourisa. Masłowski: „Na to już się nie chcemy godzić”

Efthymis Koulouris Legia Warszawa - Pogoń Szczecin 1:1
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Maciek
4 minuty czytania

Król strzelców Ekstraklasy był na wyciągnięcie ręki Widzewa Łódź. Wolny zawodnik, zero odstępnego, a mimo to łódzki klub świadomie wycofał się z negocjacji. Za decyzją stoi nowa filozofia płacowa, która budzi emocje wśród kibiców.

Łukasz Masłowski, dyrektor pionu sportowego Widzewa Łódź, ujawnił kulisy rezygnacji z transferu Efthymisa Koulourisa. Grecki napastnik, który w sezonie 2024/2025 został królem strzelców Ekstraklasy, latem był łączony z przenosinami na Piłsudskiego. Ostatecznie 30-latek wylądował w Wieczystej Kraków.

Temat pojawił się w drugiej połowie sierpnia. Koulouris jako wolny zawodnik nie wymagał zapłacenia sumy odstępnego, a media informowały o atrakcyjnej ofercie kontraktowej ze strony łódzkiego klubu. Do gry szybko włączyła się jednak Wieczysta, proponując lepsze warunki. Widzew nie zamierzał przebijać oferty beniaminka.

Kibice nie kryli rozczarowania. W poprzednich oknach transferowych klub wydawał na nowych zawodników nawet po kilka milionów euro, a tu chodziło wyłącznie o pensję. Przy tym Karol Świderski nie imponował liczbami w ataku, Sebastian Bergier prezentował wyraźnie słabszą formę niż wcześniej, więc fani widzieli w Greku idealną odpowiedź na problemy ofensywy. Pojawiły się podejrzenia, że właściciel Robert Dobrzycki drastycznie ściął budżet.

Było dokładnie odwrotnie. Na zamkniętym spotkaniu z sympatykami z Klubu 1910 Dobrzycki zdradził, że osobiście namawiał pion sportowy do ściągnięcia Koulourisa. To Masłowski postawił weto, tłumacząc decyzję nową strategią płacowo-kontraktową. Jej istota jest prosta: niższe wynagrodzenie bazowe, wyższe premie za wyniki.

„Chcieliśmy zmieścić się w nowym budżecie i w nowej strategii, gdzie jesteśmy w stanie dużo zapłacić, ale za efekt. Jeśli Koulouris strzeliłby dla Widzewa piętnaście bramek, prawdopodobnie zbliżyłby się do bardzo wysokiego kontraktu. Jego oczekiwania były gwarantowane, bez względu na to, czy gra, czy nie gra. My na to już się nie chcemy godzić” — mówił Masłowski w podcaście Rozmowy Tylko Sportowe.

W wywiadzie dla Radia Widzew szef sportu podkreślał kwestię odpowiedzialności finansowej. „Moją rolą jest między innymi stać na straży rozsądku i pieniędzy właściciela. Gdybyśmy zdecydowali się na oczekiwania, jakie miał Koulouris, byłby to totalny brak rozsądku” — przekonywał. Przyznał, że pozyskanie Greka przysporzyłoby mu sympatii kibiców, ale zastrzegł: „Mi nie chodzi o to, żeby się komuś przypodobać. Chcę podejmować racjonalne i dobre decyzje dla klubu”.

Masłowski zapewnił przy tym, że budżet nie został obcięty. Gdyby chciał wydać kwoty porównywalne z tymi, które zimą przeznaczono na Osmana Bukariego czy Emila Kornviga, miałby taką możliwość. Dobrzycki potwierdził to na spotkaniu z kibicami.

Z tych samych powodów Widzew nie zdecydował się na angaż Kamila Jakubczyka ani nie żałował, że Darko Churlinov wybrał Pogoń Szczecin. „Nie chcę, żeby o Widzewie krążyła opinia, że tu przychodzi się tylko po to, żeby dobrze zarobić. Chcę, by poprzez dobrą grę rozwijał się zawodnik i zespół, a za tym przyjdą wyniki sportowe” — zadeklarował Masłowski.

Dyrektor sportowy odniósł się też do sytuacji właściciela klubu. „Trochę mi go żal. Odkąd został właścicielem, tych chwil przyjemnych ma jak na palcach jednej ręki. Ma ogromne ambicje i chciałbym, żeby jak najszybciej poczuł, że jego zapał i pieniądze idą w dobrym kierunku” — powiedział, dając do zrozumienia, że nowa filozofia ma w dłuższej perspektywie przynieść korzyści zarówno sportowe, jak i finansowe.

Źródła: Łukasz Masłowski, Rozmowy Tylko Sportowe, Radio Widzew, WidzewTomy.net

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie