Widzew Łódź planuje skauting poza Europą. Mówi o tym Masłowski

Widzew planuje zwrot w polityce transferowej. Łodzianie rozglądają się po świecie

Robert Dobrzycki
fot. Ewelina Ciuchta (Wikimedia CC 4.0)
Domyślna grafika
Maciek
3 minuty czytania

Klub, który niegdyś eliminował Liverpool z Pucharu Europy, a dziś stawia na hiszpańskich piłkarzy, szykuje kolejny krok. W Łodzi mówią już o skautingu na innych kontynentach i turniejach talentów w Afryce.

Szesnastu z osiemnastu obcokrajowców w kadrze Widzewa Łódź pochodzi z Europy. Jedynymi wyjątkami są kongijski obrońca Steve Kapuadi, ukształtowany piłkarsko we Francji i Belgii, oraz brazylijski skrzydłowy Paulinho, który przed przyjściem do Łodzi zdążył grać w Portugalii, na Ukrainie i w Japonii. Żaden z nich nie trafił do Polski wprost ze swojego kontynentu. To ma się zmienić.

Łukasz Masłowski, dyrektor pionu sportowego klubu, zapowiedział na antenie Radia Widzew, że łodzianie zamierzają jeszcze w tym roku wybrać się na dwa duże turnieje skautingowe. „Prawdopodobnie w tym roku obierzemy kurs na dwa duże turnieje. Ja też będę chciał się wybrać i to zobaczyć, bo nigdy nie byłem na takiej imprezie” — mówił Masłowski, przyznając, że do otwarcia na pozaeuropejskie rynki namawia go Artur Płatek, który wskazuje przede wszystkim Afrykę.

Masłowski nie ukrywa jednak, że sam czuje się bliżej Półwyspu Iberyjskiego i Ameryki Południowej. Hiszpanie już teraz stanowią najliczniejszą zagraniczną nację w kadrze Widzewa — jest ich czterech. Na razie dyrektor sportowy traktuje afrykański kierunek jako perspektywę, nie priorytet. „Dzisiaj absolutnie nie jesteśmy na to jeszcze gotowi. Po prostu nie stworzymy teraz odpowiednich warunków do rozwoju, bo mówimy tutaj przede wszystkim o młodych chłopakach” — tłumaczył.

W dalszej przyszłości Widzew nie wyklucza nawet utworzenia klubu filialnego za granicą, który mógłby służyć jako baza do ściągania młodych talentów z odległych zakątków świata. Taki model stosują już niektóre zachodnie kluby, ale w polskich realiach byłoby to rozwiązanie pionierskie.

Dla kibiców przy al. Piłsudskiego konfrontacja z odległymi piłkarskimi kulturami nie jest zresztą niczym nowym. Widzew ma w swojej historii momenty, które wykraczały daleko poza polskie podwórko. W sezonie 1982/83 łodzianie wyeliminowali w ćwierćfinale Pucharu Europy Liverpool prowadzony przez Boba Paisleya, z Kennym Dalglishem, Ianem Rushem i Graeme'em Sounessem w składzie. Na stadionie w Łodzi Widzew wygrał 2:0 po golach Mirosława Tłokińskiego i Wiesława Wragi przed około 40 tysiącami widzów, a porażka 2:3 na Anfield wystarczyła do awansu. W półfinale zabrakło jednego gola do finału — łodzianie ulegli Juventusowi 2:3 w dwumeczu.

Tamta drużyna stanowiła fundament polskiej piłki tamtej epoki. Włodzimierz Smolarek i bramkarz Józef Młynarczyk reprezentowali potem Polskę na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, gdzie kadra Antoniego Piechniczka zdobyła brązowy medal. W sezonie 1996/97 Widzew zagrał z kolei w fazie grupowej Ligi Mistrzów, mierząc się z Atlético Madryt, Borussią Dortmund i Steauą Bukareszt.

Teraz klub, który gra na nowym stadionie otwartym w 2017 roku i mieszczącym ponad 18 tysięcy widzów, szuka sposobu na zbudowanie nowej tożsamości. Otwieranie się na pozaeuropejskie rynki transferowe to element tej układanki, choć Masłowski podkreśla, że najpierw trzeba poukładać fundamenty na miejscu.

Źródła: Łukasz Masłowski, Radio Widzew, widzewtomy.net

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie